GPW jest na GPW już od pięciu lat

Kto kupił akcje giełdy w ofercie publicznej i trzyma je do dziś, nie zrobił dobrego interesu. Przez polityków

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle — tak można podsumować pięć lat obecności giełdy na giełdzie. Inwestor indywidualny, który w ramach oferty publicznej kupił akcje Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) i trzyma je do dziś, jest do przodu o 19,5 proc. — średniorocznie 3,9 proc. I to biorąc pod uwagę wypłacane przez GPW dywidendy, bo akcje są poniżej ceny, za jaką były sprzedawane.

Wyświetl galerię [1/2]

Debiut GPW 9 listopada 2010. W dzwon uderzają Ludwik Sobolewski, Aleksander Grad i Donald Tusk Marek Wiśniewski

Tymczasem zakładając w tym samym czasie lokatę bankową na 12 miesięcy i odnawiając ją co roku, zarobiłby 24-25 proc. — średniorocznie jeden punkt procentowy więcej niż na akcjach GPW. A lokat wcale nie musiał szukać w niszowych bankach. W październiku 2012 r. lokaty roczne oprocentowane na 6,5 proc. oferował np. mBank. Dla funduszy inwestycyjnych korzyści z kupna akcji GPW są jeszcze mizerniejsze. Za papiery płaciły 3 zł więcej niż inwestorzy indywidualni, co oznacza, że do dziś zarobiły na nich niecałe 12 proc.

— To, że inwestycja w akcje giełdy była, jaka była, bardziej wynika z czynników politycznych niż decyzji kolejnych zarządów GPW. Prawda jest niestety taka, że giełda jest zależna od wielu czynników regulacyjnych, na które nie ma wpływu, np. zmian w OFE — komentuje Piotr Palenik, analityk ING Securities.

— GPW ma bardzo ograniczone możliwości poprawy sytuacji swoich akcjonariuszy. Jest uzależniona od czynników regulacyjnych. W ostatnim czasie pozostaje pod silną presją podatku od transakcji finansowych i bankowego. Rynek towarowy był próbą wyjścia w przód, ale nowe regulacje dotyczące odnawialnych źródeł energii prawdopodobnie negatywnie wpłyną na obrót tzw. zielonymi certyfikatami — dodaje Jerzy Kosiński, analityk Wood & Company.

Niewielkim pocieszeniem dla akcjonariuszy może być to, że indeks szerokiego rynku WIG (uwzględnia dywidendy) wzrósł w ciągu ostatnich pięciu lat o 10,6 proc., czyli wyraźnie mniej, niż można było zarobić na akcjach GPW. Przeprowadzający IPO w tym samym czasie co GPW deweloperski Robyg pomnożył kapitał inwestorów o 51 proc. Jego oferta przyciągnęła jednak tylko 2 tys. inwestorów indywidualnych. Na akcje GPW po prostu się rzucili. Od 18 do 27 października 2010 r. złożyli 323,3 tys. zapisów — grube kilkadziesiąt tysięcy więcej niż na PZU czy Tauron, debiutujące na parkiecie niespełna pół roku wcześniej. Debiut GPW okazał się apogeum Akcjonariatu Obywatelskiego, promowanego przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Pod koniec 2013 r. akcje Energi skusiły 72 tys. osób, a PKP Cargo — 24 tys.

Papier jest cierpliwy

Upubliczniając się, spółka zapowiadała rozwój działalności międzynarodowej i umocnienie swojej pozycji jako regionalnego centrum finansowego przyciągającego nie tylko polskich, ale również zagranicznych uczestników. Nawet NewConnect miał w tym odegrać swoją rolę jako miejsce „pozyskiwania kapitału przez małe i średnie przedsiębiorstwa, w szczególności krajowe i zagraniczne spółki działające w sektorach bazujących na nowych technologiach i innych sektorach charakteryzujących się dynamicznym wzrostem”. Umowa ramowa z NYSE Euronext miała tworzyć ramy strategicznego partnerstwa, określając dziewięć obszarów, w których strony miały zawrzeć umowy dotyczące konkretnych inicjatyw biznesowych. Rozwijać się miała oferta funduszy ETF i kontraktów terminowych.

Catalyst miał się stać lokomotywą słabo rozwiniętego w Polsce rynku obligacji. GPW wiązała też nadzieje z wejściem na rynek obrotu energią elektryczną i jej pochodnymi. Po dziś dzień jest to właściwie jedyna spełniona zapowiedź. Rynek towarowy robił systematyczne postępy za każdego z trzech prezesów, jakich GPW miała od czasu IPO, i generuje obecnie jedną trzecią przychodów GPW. Gdyby nie on, sytuacja akcjonariuszy byłaby zapewne jeszcze gorsza. NewConnect dorobił się opinii śmietnika, z którego ucieka, kto tylko może.

Funduszy ETF było i jest jak na lekarstwo. Rynek pochodnych nie może się podnieść po zmianie mnożnika w kontraktach na WIG20 przeprowadzonej za prezesury Adama Maciejewskiego. Prowadzone przez niego rozmowy na temat fuzji z Wiener Börse zakończył bez rezultatu jego następca Paweł Tamborski. Zagranicznych emitentów w Warszawie nie przybywa. O namacalnych efektach współpracy z NYSE Euronext też jakoś nie słychać.

MTF jest, ale inny

Jedyną pozostałość po międzynarodowych ambicjach GPW stanowią udziały w Aquis Exchange, platformie MTF, która miała zawojować rynek nowatorskim systemem opłat. Na razie nic z tego nie wyszło, a kasę GPW uszczupliła o 5 mln GBP (wtedy 25 mln zł). Znamienne, że platformy MTF nie nadwyrężyły giełdy, choć w prospekcie opisywała je jako jeden z podstawowych czynników ryzyka dla akcjonariuszy. Dwa inne czynniki ryzyka ziściły się jednak z nawiązką.

W prospekcie GPW przestrzegała przed ryzkiem marazmu w wyniku spadku aktywności emitentów i inwestorów. To właśnie się stało po samych zapowiedziach zmian w OFE. Zmiany w tym zakresie były również jednym z czynników ryzyka opisanych w prospekcie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW jest na GPW już od pięciu lat