Gra w zielone

Rozmawiała Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 02-04-2021, 14:30

Jarzynowa sałatka, babka drożdżowa, pieczeń – Wielkanoc oznacza szał kulinarny i bogato zastawiony stół. Niestety, dużo jedzenia ląduje potem w koszu – ze szkodą dla planety i dla nas samych. O tym, jak nie marnować żywności, mówi Danuta Awolusi, autorka podcastów o tematyce ekologicznej i powieści psychologicznych – ostatnia, „Nie mówiąc nikomu”, właśnie trafiła do księgarń.

Straty finansowe:
Straty finansowe:
Wyrzucamy i już, bo co zrobić, skoro coś skisło albo spleśniało? Może i mamy jakiś delikatny wyrzut sumienia, ale na pewno nie jest to w stanie zrobić rewolucji. Głównie dlatego, że wiele polskich domów nie sprawdza, ile wydaje na świąteczne zakupy i nie kalkuluje, ile wylądowało w koszu. A to rocznie setki złotych! – wskazuje Danuta Awolusi, autorka podcastów o tematyce ekologicznej i powieści psychologicznych .
Katarzyna Kosakowska

Najwięcej jedzenia marnujemy w święta. Z czego to wynika?

Po pierwsze: tradycja obfitości. Robimy dużo dań, wiele z nich nie nadaje się do przechowywania i mrożenia. Wielkanoc jest pod tym względem szczególna: sałatki, pasty jajeczne i inne wyroby źle znoszą długie przechowywanie. I od razu jak już robić, to na zapas, gdyby ktoś przez przypadek miał zostać głodny. Niestety, ignorujemy ten problem. Wyrzucamy i już, bo co zrobić, skoro coś skisło albo spleśniało? Może i mamy jakiś delikatny wyrzut sumienia, ale na pewno nie jest to w stanie zrobić rewolucji. Głównie dlatego, że wiele polskich domów nie sprawdza, ile dokładnie wydaje na świąteczne zakupy spożywcze (czy spożywcze w ogóle) i nie kalkuluje, ile wylądowało w koszu. A to rocznie setki złotych!

Jak temu zaradzić?

Po pierwsze, myślę, że na Wielkanoc powinniśmy nie tylko wybierać potrawy, które można mrozić lub wekować, ale też przygotowywać je bardziej na bieżąco. To wiele zmieni! Wielkanocne potrawy są specyficzne i w wielu polskich domach całkowicie różne. Do mrożenia/wekowania nadają się barszcz biały, mięsa i wędliny, zupy, wypieki ucierane (np. babki), pieczywo i większość dań podawanych na ciepło. Także jajka możemy ugotować na zapas, ale obierajmy je wyłącznie na bieżąco. Ale zacznijmy od zakupów. Zanim wykupimy pół sklepu, przekonajmy się, co mamy w domu. Po co nam trzy opakowania chrzanu, skoro dwa otwarte słoiki są w lodówce? Jeżeli już chcemy kupować na zapas, to wyłącznie produkty z bardzo długim terminem ważności. Zakupy róbmy z listą. Kolejna sprawa: przed świętami całkowicie opróżniamy zamrażarkę i lodówkę. To ważne, żeby wędlina sprzed świąt nie została „na później”. Musimy mieć przestrzeń na nowe produkty.

Jakich warto unikać?

Takich jak pasty jajeczne i inne smarowidła, które szybko robią się nieświeże, galarety, sałatki, jaja w majonezie, a także wypieki ze śmietaną. Oczywiście to smaki Wielkanocy, ale róbmy ich tylko trochę, a gdy zabraknie, przygotujmy świeżą porcję. Te dania po prostu źle znoszą mrożenie.

Co możemy zrobić z żywnością, której nie potrzebujemy, a nie chcemy wyrzucać?

Warto się zorientować, gdzie w naszej miejscowości są banki żywności lub placówki, które chętnie przyjmują paczki żywnościowe. Można ich szukać na stronach miast i gmin oraz pytać w mediach społecznościowych.

Stosuje się pani do tych zasad? Jak będzie wyglądał pani stół wielkanocny?

Nie jem mięsa, więc u mnie potrawy przede wszystkim wegańskie i wegetariańskie. Na pewno pieczywo na zakwasie, które regularnie piekę. Do tego sporo smaków wiosny: bezjajeczna pasta z tofu z dużą ilością dymki, awokado, nowalijki, humus, marchewka łososiowa. Być może pasztet z białej fasoli i jabłek. Przepisy czerpię z głowy, ale często korzystam również z pomysłów z Jadłonomii, czyli Marty Dymek. Przyznam, że na Wielkanoc robię mało dań z wyprzedzeniem, bardziej bazuję na układaniu posiłków wokół jajek, które jadam, i świeżych warzyw.

Świadoma konsumentka:
Świadoma konsumentka:
Danuta Awolusi nałogowo czyta etykiety. Szuka wartościowych produktów, więc wolę zapłacić odrobinę więcej za coś z dobrym składem, niż kupować masówkę naszpikowaną fatalnymi substancjami.
Katarzyna Kosakowska

Jest pani Ślązaczką, czy to wpływa na pani podejście do jedzenia i oszczędności?

Wiem, że Ślązacy kochają gotować i kulinarnie trzymają się wielu tradycji. Mają też szacunek do jedzenia, bo na chleb ciężko się zarabia, a na wsiach często jedzenie pochodzi z własnego gospodarstwa czy ogródka. To każe inaczej myśleć o tym, co trafia na talerz. W moim domu wyrzucanie czegokolwiek było i nadal jest zbrodnią. Moja mama to mistrzyni przygotowywania takiej ilości jedzenia, by nic nie zostawało. Potrafi również gotować mądrze, by każdy element został dobrze wykorzystany. Tego się od niej nauczyłam.

Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa na świecie każdego roku marnuje się niemal miliard ton żywności nadającej się do spożycia. To stanowi niemal jedną trzecią globalnej produkcji jedzenia. Jakie są tego konsekwencje – dla planety i dla człowieka?

Konsekwencje ponosimy już teraz. Wysoka emisja gazów cieplarnianych, zmiany klimatyczne widoczne gołym okiem. Zeszłoroczna susza to nie przypadek. Do tego poważne zagrożenie brakiem wody. Zdecydowanie największym problemem jest spożywanie zbyt dużej ilości mięsa. Zwierzęta hodowane na spożycie to ponad 80 proc. wszystkich zwierząt na świecie. Z kolei ich hodowla to właśnie owa emisja gazów plus olbrzymie zużycie wody – do wyprodukowania kilograma mięsa potrzeba do 15 tys. litrów.

Polskie statystyki też nie napawają optymizmem. Wyniki projektu PROM pokazują, że co sekundę w Polsce na śmietnik trafia około 150 kg żywności, a rocznie marnujemy nawet 4,8 mln ton…

Na szczęście tendencja jest spadkowa, bo dekadę temu statystyki pokazywały 9 mln ton. Czyli jest lepiej, ale wciąż nie można powiedzieć, że dobrze. Dodatkowo wciąż się uczymy. Trend eko jest stosunkowo nowy, najbardziej trafia do młodszych pokoleń, które będą go świadomie wdrażać.

Czyta pani etykiety na produktach?

Tak, czytam etykiety nałogowo. Unikam jak ognia składników, których nie rozumiem. Jestem świadomym konsumentem, szukającym wartościowych produktów. Wolę zapłacić odrobinę więcej za coś z dobrym składem, niż kupować masówkę naszpikowaną fatalnymi substancjami. Wiem, że to się opłaca, bo zdrowie jest najcenniejsze. Nie chcę także wspierać producentów, którzy po prostu podtruwają konsumentów, wybierając to, co tanie, a często szkodliwe, jak na przykład utwardzany olej palmowy. Na szczęście coraz więcej marek dba o swoje składy, to widać!

Warto chyba sobie uświadomić, że wiele rodzajów żywności możemy nadal jeść kilka dni po upływie terminu przydatności do spożycia...

Tak, czasem kupuję w specjalnych dyskontach produkty „na dacie”. Nic im nie jest, zwłaszcza jeżeli to puszki lub słoiki.

Odpowiedzialność:
Odpowiedzialność:
Robię co w mojej mocy, aby nie przyczyniać się do wyniszczania planety: oszczędzam wodę, ograniczam plastik, nie kupuję niczego za dużo, staram się każdą decyzję podejmować świadomie – twierdzi Danuta Awolusi.
Katarzyna Kosakowska

Kupuje pani produkty z działu zero waste, na przykład lekko obite jabłka?

Jasne, regularnie chodzę na targ, gdzie wyszukuję stoiska z produktami przecenionymi, dostępnymi za pół ceny. Zbieram uszkodzone owoce i warzywa: pomarszczone jabłka, pęknięte pomidory, przejrzałe banany i wiele, wiele innych. W smaku są pełnowartościowe, a odpowiednio oczyszczone i przechowywane w lodówce potrafią wytrzymać nawet kilka dni. Z bólem serca myślę, że na wielu targowiskach w Polsce wyrzuca się wiele warzyw i owoców… Dlatego warto pytać o to, co nie nadaje się do regularnej sprzedaży.

Pisze pani powieści obyczajowe, ale w internecie można znaleźć pani podcasty, w których radzi pani, jak nie marnować żywności. Skąd ten pomysł?

Uważam, że jestem częścią tej planety, a jej dobro to moje dobro. Przez pisanie wzrosła moja wrażliwość. Zaczęłam mocniej odbierać świat, który boryka się z problemami spowodowanymi właśnie przez działalność człowieka. Mam psa, więc dobro zwierząt to dla mnie priorytet. Żyję w Warszawie i widzę, jak ciężko miasto znosi suszę i zanieczyszczenie smogiem. Czuję się za to odpowiedzialna, dlatego robię co w mojej mocy, aby nie przyczyniać się do wyniszczania planety: oszczędzam wodę, ograniczam plastik, nie kupuję niczego za dużo, staram się każdą decyzję podejmować świadomie. Zaręczam, że to wciąga. Tak zwana gra w zielone daje naprawdę wiele frajdy i głębokiej satysfakcji. I nie kosztuje wiele wysiłku, a efekty są spektakularne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane