Grecja zabrała już to, co miała zabrać

opublikowano: 30-06-2015, 00:00

Dalszej przeceny złotego i spółek z warszawskiej giełdy można się spodziewać tylko w naprawdę czarnym scenariuszu

WIG, podobnie jak inne główne europejskie indeksy, po weekendowych wieściach z Grecji tracił 29 czerwca krótko po otwarciu około 4 proc. Później jednak zniwelował stratę do niecałych 2 proc. Podobnie było z kursem złotego wobec głównych walut — po porannym tąpnięciu złoty zaczął się umacniać.

Zdaniem ekspertów, to dobre odzwierciedlenie tego, czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie w związku z greckim ryzykiem. Spadek indeksów giełdowych do poziomu z drugiej połowy 2011 i pierwszej połowy 2012 r., kiedy to sytuacja w Grecji nałożyła się na cięcie ratingów Stanów Zjednoczonych i kilku państw Europy, jest mało prawdopodobny.

— Wtedy rentowność obligacji Włoch i Hiszpanii przekraczała 7 proc. To oznaczało dla tych krajów budżetową śmierć. Teraz ich 10-latki mają rentowność 2,3 proc., co pokazuje różnicę w obawach inwestorów. Europa zbudowała od tego czasu „okopy przeciwpożarowe”, a poza tym wtedy mieliśmy strefę euro w recesji. Teraz mamy szanse na wzrost. Nie sądzę więc, byśmy mieli powody zakładać, że indeksy pospadają. Co więcej, uważam, że z tego poziomu, na którym obecnie się znajdują, nie mają gdzie spadać — mówi Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego.

— Pierwsza reakcja giełd na wieści z Grecji była nieco paniczna. Nie sądzę, byśmy mieli głęboko spadać przez Grecję, bo ryzyka systemowego nie ma. To zupełnie inna sytuacja niż w 2011 r., bo wtedy greckie obligacje były w rękach wielu bankóweuropejskich. Obecnie symboliczna część greckiego długu jest w rękach banków komercyjnych — dodaje Adam Łukojć, zarządzający funduszami w Skarbiec TFI.

Nasi rozmówcy podkreślają, że wzrost rentowności polskich obligacji dziesięcioletnich widoczny był już przed weekendowymi deklaracjami rządu Hellady. Według Mariusza Adamiaka, nerwowość, którą wprowadziły, może spowodować, że kurs euro będzie się na najbliższych tygodniach utrzymywać w okolicach 4,20 zł, a frank szwajcarski nieco powyżej 4 zł. Inni twierdzą, że będą tańsze.

— W przypadku euro skok, który obserwowaliśmy w poniedziałek, może być próbą zakończenia trendu wzrostowego trwającego od początku kwietnia. Zakładam powrót euro w okolice 4,10-4,12 zł. Natomiast jeżeli chodzi o franka, to zakładam powrót od 4 zł, a nawet poniżej. Jako bezpieczna przystań frank jest rzeczywiście pod presją z powodu Grecji, ale bank Szwajcarii interweniuje, by się zbytnio nie umacniał — mówi Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych w HFT Brokers.

Referendum to podstawa

Eksperci podkreślają, że kluczowe dla rozwoju sytuacji daty to referendum dotyczące porozumienia z wierzycielami zaplanowane na 5 lipca oraz przypadająca na 20 lipca rata wobec Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Ich znaczenie jest znacznie większe niż przesądzone już nieoddanie Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu (MFW) raty zaplanowanej na 30 czerwca. — To, że Grecja nie spłaci raty dla MFW, jeszcze nie oznacza, że w praktyce zbankrutuje. MFW wpisze tylko Grecję na listę złych dłużników — twierdzi Paweł Ropiak z X-Trade Brokers.

— Nieoddanie pieniędzy MFW to straszny wstyd, ale nie powoduje, że EBC wstrzyma finansowanie greckich banków. Jeśli jednak Grecy 20 lipca nie spłacą raty, to EBC nie będzie już mógł udawać, że Grecja jest wypłacalna. Będzie musiał odmówić finansowania tamtejszych banków, które w takim przypadku musiałby natychmiast ogłosić bankructwo, a Grecja jako kraj przejść na własną walutę — dodaje Mariusz Adamiak.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Jego zdaniem, jest to jednak mało prawdopodobne. — To oznacza quasi-rewolucję w kraju położonym w ważnym punkcie świata, członku Unii Europejskiej i NATO. Nie sądzę zresztą, żeby Grecy tego chcieli. Wyrzeczenia czekają ich niezależnie od tego, czy zostaną w strefie euro, czy nie. I wydaje mi się, że powoli sobie to uświadamiają — kwituje Mariusz Adamiak.

— Wynik referendum, tydzień po tym, jak Grecy utracili dostęp do pieniądza, jest przesądzony. Limity wypłat z bankomatów, paraliż systemu bankowego, brak płynności i gotówki będzie odczuwalny dla każdego greckiego obywatela. Grecy już w tym tygodniu odczują, jak może wyglądać sytuacja po wyjściu kraju ze strefy euro. Grexit będzie jeszcze bardziej bolesny w skutkach, a jego efektem będzie nie tylko blokada pieniędzy na rachunkach bakowych, ale ich utrata. Zaryzykuję więc tezę, że po tygodniu bez pieniędzy każdy rozsądny obywatel zgodzi się dalej zaciskać pasa, niż utracić wszystkie oszczędności — wtóruje mu Marek Wołos z TMS Brokers.

Uderzenie odpryskiem

Nasi rozmówcy podkreślają, że Polska ma symboliczne związki gospodarcze z Grecją. I cokolwiek będzie się u nas działo, będzie to tylko odprysk zawirowań w strefie euro. — Mało tego, w Europie i na świecie garstka krajów ma istotną ekspozycję na grecką gospodarkę. To głównie kraje bałkańskie. Większe ryzyko jest od strony zadłużenia Grecji. Zaangażowanie wierzycieli w Grecję to równowartość około 4 proc. PKB strefy euro. To nie jest już mało, ale mimo wszytko do dźwignięcia, nawet jeśli Grecy nie oddadzą ani centa — tłumaczy Mariusz Adamiak.

GIEŁDA

Beneficjenci i przegrani grexitu

Banki i PZU są w największym stopniu narażeni na konsekwencje greckiego kryzysu ze względu na spadek cen polskich obligacji skarbowych — uważa Dariusz Górski, analityk DM BZ WBK. Ekspert uważa ponadto, że osłabienie złotego może zwiększyć aktywność polityków w kwestii kredytów frankowych, zwłaszcza w obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych. Dariusz Górski uważa również, że rośnie ryzyko wyprzedaży akcji przez zarządzających funduszami — byłby to ruch wyprzedzający umarzanie jednostek przez klientów TFI, którzy stracą wiarę w zyski z giełdy. Tu, jego zdaniem, beneficjentami kryzysu greckiego będą firmy przemysłowe z dużym udziałem eksportu w przychodach (jak Kęty czy Forte), a ucierpią w pierwszej kolejności ci, którzy w aktywach mają obligacje skarbowe — jak banki i PZU. Zdaniem eksperta DM BZ WBK, koniunktura na rodzimym rynku będzie bardzo zmienna, ale WIG20 nie powinien spaść poniżej poziomu 2200 pkt., który jest silnym technicznym wsparciem. [KZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy