Gringo broni tukana

Dorota Wojnar
opublikowano: 29-10-2010, 00:00

Styl eko dzieli niemal tak, jak stosunek do krzyża pod Pałacem Prezydenckim. Jedni twierdzą, że to propaganda, mydlenie oczu i nabijanie kiesy kosztem naiwnych. Inni daliby się za tę ideę pokroić. Obie strony wyzywają się od oszołomów.

Eko jest tak modne, że w pewnych kręgach głupio eko nie być. Szczególnie gdy jest się celebrytą, co nie wszystkim nam — na szczęście — grozi. W USA celebryci-ekolodzy wyskakują ze stron każdego luksusowego pisma i zupełnie nieluksusowych gazetek plotkarskich. Magazyn "Elle" ogłosił nawet listę najbardziej wpływowych ekogwiazd. Króluje na niej niepodzielnie Leonardo DiCaprio, który m.in. postanowił zamieszkać w nowojorskim domu wykończonym farbami ekologicznymi, wyposażonym w panele słoneczne i system cyrkulacji wody. Brytyjska projektantka Stella McCartney poszła o krok dalej: prąd do jej studia wytwarza wiatr, a na jej stronie internetowej można kupić organiczne ubrania, buty i torebki.

Zobacz więcej

Gubernator Californi na stacji wodorowej

 

 

Australijka gra w zielone

Niektórzy, np. aktorka Cameron Diaz, jeżdżą hybrydowym Priusem — nie wiadomo tylko, czy z miłości do środowiska, czy do Toyoty. Bo według tych, którzy się na samochodach znają lepiej niż ja, hybrydowe wcale nie są takie eko — ponoć przy ich produkcji emituje się więcej dwutlenku węgla niż zwykle.

Bardziej wymowne niż tylko jeżdżenie nowym japońskim autem są działania Stinga. Od 1989 r. prowadzi z żoną fundację The Rainforest Foundation — działa w 15 krajach, w których rosną lasy tropikalne, i zbiera fundusze na ochronę drzew, m.in. w Brazylii, Ameryce Łacińskiej i Azji.

Na całość poszła też aktorka Cate Blanchett. Jako dyrektor artystyczna Sydney Theatre Company chce, by elektryczność w teatrze pochodziła tylko ze słońca. Dlatego w planie ma instalację 1,9 tys. paneli słonecznych i system zagospodarowania wody deszczowej.

 

 

Terminator w akcji

Ekologia to potężna broń. Świadczyć o tym może to, że nawet nadludzie, tacy jak Terminator, używają go w walce… politycznej. Arnold Schwarzenegger, gwiazda Hollywood i gubernator Kalifornii, nie tylko wiesza zielone hasła na wyborczych sztandarach, ale też ekoobietnice realizuje.

— Z ekologią będzie jak z kulturystyką. Udało się nam ją rozpropagować na całym świecie i dzisiaj jest trendy. Nie osiągniemy celu, próbując, jak dotychczas, wzbudzić poczucie winy za niszczenie środowiska. Musimy znaleźć w ekologii coś pozytywnego, coś bardziej sexy, co zachęci innych. Bądźmy liderami ekologii, a świat będzie nas za to kochał. Tak samo jak za hamburgery, dżinsy, kino i muzykę — mówił Schwarzenegger w czasie wyborów w 2006 r.

Jak powiedział, tak zrobił. Cztery lata temu Kalifornia, jako pierwszy stan w Ameryce, ustanowiła prawo o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Do 2020 r. ma ona spaść do poziomu z lat 90. Innym głośnym przedsięwzięciem gubernatora jest Hydrogen Highway — międzystanowa autostrada z siecią stacji wodorowych, ciągnąca się przez ponad 8 tys. km wzdłuż wybrzeży Pacyfiku. Autostrada już powstaje, ale nie wiadomo, jak na jej budowę wpłyną ogromne kłopoty finansowe Kalifornii — w ubiegłym roku pojawiło się zagrożenie bankructwem stanu.

 

 

Ekoszpilki nie na Giewoncie

Odzieżowo-obuwnicza firma Timberland wpisała działania proekologiczne w swoją strategię. Każdego roku wytwarza coraz więcej ubrań i akcesoriów z surowców z upraw ekologicznych i z recyklingu. W tegorocznej kolekcji wiosennej brylowały T-shirty z bawełny ekologicznej, a kurtki i płaszcze nawet z nylonu z recyklingu. Powstała też seria butów z przerobionych plastikowych butelek PET. W podeszwach jest guma ze starych opon.

Timberland przyłączył się też do idei Energy Star. Metkę z takim logo będą miały ciuchy, buty i akcesoria, które wyprodukowano w sposób przyjazny środowisku. Na ekometce będzie można przeczytać, ile energii odnawialnej czy surowców z odzysku użyto do produkcji dżinsów albo trampek. Takie metki będą miały ubrania tylko na rynku amerykańskim — zdecydowało się na to już ponad 100 firm, m.in. Levis i Nike.

 

 

Śmiertelny przysmak

W Polsce ekologia przybiera postać mężczyzn blokujących budowę dróg i sporadycznych akcji plakatowania miasta. Rzadko słychać głosy rozsądnych ludzi, którzy chcą mieć realny wpływ na środowisko. Wojciech Cejrowski — do którego większość ma stosunek ambiwalentny, bo uwielbiamy słuchać, jak opowiada o podróżach, ale wolimy nie włączać telewizora, kiedy gada o polityce — lubi konkret. W książce "Gringo wśród dzikich plemion" obrazowo pokazuje, jak nasza cywilizacja za pomocą nakrętki do coli albo plastikowej reklamówki zabija zwierzęta. Otóż taka nakrętka ma kształt i kolor identyczny z owocami pewnego gatunku palmy, które uwielbiają jadać tukany. Pozostawiona przez turystów, a połknięta przez tukana — zabija. Ptak ginie w męczarniach. Gdy jego szkielet obiorą robaki i mrówki, wśród mchów zostaje… plastikowa nakrętka po coli — smakowity kąsek dla kolejnego tukana.

Gdzie się zaczyna ekologia? Czy jeśli segreguję śmieci, kupuję mniej paliwożerny samochód i wkręcam energooszczędne żarówki, jestem eko? A może po prostu myślę i działam ekonomicznie. Czy muszę nosić buty z butelek PET i przykuwać się do drzew w proteście przeciwko budowie autostrady, by pokazać, że choć trochę zależy mi na środowisku?

Jak w każdej dziedzinie życia i tu najważniejsza jest równowaga i zdrowy rozsądek. Nie dać się zwariować i nie terroryzować, ale też — po ludzku — nie myśleć tylko o sobie, ale również o tych, co przyjdą po nas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu