Gruba ryba

Zbigniew Marecki
opublikowano: 2006-01-18 00:00

Dawna spółdzielnia rybacka umiała się odnaleźć w czasach kapitalizmu i na dodatek wciąż nabiera wiatru w żagle.

Firma powstała w 1954 r. jako Spółdzielnia Pracy Rybołówstwa Morskiego Łosoś w Ustce. Łowiła ryby, przetwarzała je i sprzedawała. Miała swoją flotę łodzi i kutrów rybackich. Prowadziła dziesięć rozrzuconych po Polsce sklepów. Ale ciążyła jej rozbudowana infrastruktura socjalna, włącznie z zakładowym przedszkolem.

Wzrost i odchudzanie

W 1991 r. członkowie spółdzielni doszli do wniosku, że nadszedł czas specjalizacji, bo tylko ona pozwoli wytwarzać produkty zdolne do konkurowania na rynku.

— Postanowiliśmy pozbyć się floty. Część kutrów na zasadach rynkowych przejęli nasi pracownicy. Pozostałe sprzedaliśmy. Zgromadziliśmy kapitał na modernizację linii technologicznej i rozwój produkcji konserw. Wkrótce przerabialiśmy rocznie blisko siedem tysięcy ton surowca. Staliśmy się znaczącym graczem na rynku — opowiada Andrzej Piątak, prezes Łososia.

Przez następne lata produkcja konserw w Łososiu ustabilizowała się. Lecz pod koniec lat 90. spółdzielnia dusiła się w zbyt ciasnych murach fabryki w Ustce. Na dodatek firma zaczęła odczuwać rosnące koszty dostosowania infrastruktury technicznej do wymogów prawa weterynaryjnego. Dlatego członkowie postanowili kupić 3,5 hektara gruntu w specjalnej strefie ekonomicznej we Włynkówku koło Słupska.

— Skusiła nas zapowiedź, że w strefie nie będziemy płacić m.in. podatku od nieruchomości — przyznaje Andrzej Piątak.

Zmiana postaci

W styczniu 2000 r. rozpoczęło działalność Przetwórstwo Rybne Łosoś spółka z o.o. We wrześniu firma uzyskała pozwolenie na budowę nowego obiektu. Stanął on w szczerym polu. W sumie zbudowano halę produkcyjną liczącą osiem tysięcy metrów kwadratowych. Dzięki kredytom preferencyjnym w dziesięć miesięcy powstał nowy zakład spełniający normy i wymogi stawiane przetwórniom ryb. Wszystko dzięki przekształceniu firmy ze spółdzielni w spółkę prawa handlowego. Nie było to łatwe, bo polskie prawo nie sprzyja takiej metamorfozie. Ale chodziło o dostęp do taniego pieniądza.

— Spółdzielnia nie była atrakcyjnym klientem dla inwestorów zewnętrznych. Opieranie rozwoju firmy tylko na kapitale bankowym jest bardzo ryzykowne. W naszej branży działają firmy kapitałowe, które inaczej zdobywają pieniądze — wyjaśnia prezes Piątak.

Spółkę z o.o. założyli wszyscy spółdzielcy, a nowa firma dała pracę całej dotychczasowej załodze.

Następnym impulsem rozwojowym było wprowadzenie do spółki inwestora strategicznego, Jantara spółki z o.o. ze Słupska, zajmującego się ochroną i sprzątaniem.

— Wybraliśmy go z kilku ofert, bo Jantar też zaczynał jako spółdzielnia. Poza tym opowiadał się za dalszym naszym rozwojem — wyjaśnia kulisy tego związku prezes Piątak.

Dzięki dokapitalizowaniu Łosoś mógł skorzystać z funduszy unijnych w ramach programu SAPARD. Po zainwestowaniu czterech milionów złotych w nowe technologie i nowoczesny system przechowywania surowca otrzymał w ramach refundacji dwa miliony, które zamierza przeznaczyć na rozbudowę zakładu i poszerzenie rynku zbytu.

Spółka dostała kolejny zastrzyk finansowy, gdy swoje zaplecze przeniosła do Włynkówka, a tereny w Ustce sprzedała pod pensjonaty i obiekty wypoczynkowe.

Było dobrze, będzie lepiej

75 procent produkcji spółka sprzedaje w kraju. Nie ma już własnych sklepów. Wyroby rozprowadza przez najpopularniejsze sieci handlowe i hurtowe. Oferuje 40 rodzajów konserw. Przetwarza filety z makreli, śledzie dalekomorskie, śledzie norweskie oraz śledzie i szproty bałtyckie. Przyrządza je w różnych sosach, z warzywami, w formie sałatek i paprykarzy.

— Wolę nie spekulować, jaka część rynku jest nasza, ale sądzę, że znajdujemy się na podium — mówi Andrzej Piątak.

Spółka zatrudnia 304 pracowników. Prezes przewiduje przyjęcie kolejnych 40 osób. Zależy to między innymi od zwiększenia rynku zbytu.

— W zeszłym roku było naprawdę dobrze. Przychód wzrósł prawie o trzy procent — komentuje prezes Piątak.

Udało się mimo sporych wahań na rynku walutowym. Spółka przetwarza głównie importowany surowiec, a eksportuje 25 procent produkcji. Koszty importu i przychód z eksportu z grubsza się bilansują. Na razie Łosoś sprzedaje swoje wyroby głównie na południu Europy: na Węgrzech, w Czechach, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Można je także kupić w Kanadzie i Australii. W najbliższej przyszłości spółka chce zdobyć właśnie te nieco odleglejsze rynki.

Możesz zainteresować się również: