Humanista może być dobrym programistą

Karolina Zawadka
04-05-2016, 22:00

Rynek pracy: Coders Lab ma pomysł na zmniejszenie deficytu specjalistów w branży IT. Szkoli ludzi i rozwija w nich pasję programowania

W latach 90. w Polsce szybko rozwijała się branża dóbr szybkozbywalnych. Kolejna dekada była złotym okresem dla finansów i bankowości. Dziś to sektor IT i nowych technologii jest obszarem o ogromnej dynamice rozwoju. Dlatego olbrzymim zainteresowaniem firm cieszą się programiści. Problem polega na tym, że ludzi ubiegających się o te stanowiska jest ciągle za mało. Liczba absolwentów kierunków informatycznych jest za niska w stosunku do zapotrzebowania firm.

W GÓRĘ:
Zobacz więcej

W GÓRĘ:

Marcin Tchórzewski (na zdjęciu) wraz z bratem Jackiem Tchórzewskim stworzyli szkołę programowania Coders Lab, która pomaga młodym ludziom wspinać się po stopniach kariery zawodowej. Marek Wiśniewski

— Jednocześnie przez rynek pracy przewija się wielu zdolnych ludzi, którzy kończąc szkołę średnią, obrali kierunek rozwoju zawodowego — w tym studia — całkowicie niedopasowany do bieżących i przyszłych potrzeb rynku — mówi Tomasz Ziółkowski z firmy JT Weston. Jednym ze sposobów na zmniejszenie deficytu programistów na rynku są powstające w Polsce od kilku lat szkoły programistyczne. Idea tych instytucji na Zachodzie znana jest już od jakiegoś czasu.

Nawet prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama w jednym ze swoich przemówień mówił o zaletach bootcampów programistycznych. Podkreślał, że nie ma znaczenia, gdzie uczy się programowania, ale czy jest się dobrym w pisaniu kodów. „Jeśli masz umiejętności, to powinieneś pracować” — mówił prezydent USA.

Nauka bez wytchnienia

W 2013 r. w Polsce powstała szkoła programowania Coders Lab oferująca kursy w trybie bootcampowym (nazwa tego typu intensywnych szkoleń pochodzi od obozów dla rekrutów).

— Problemem rynku informatycznego jest fakt, że chcemy się kształcić, ale wiedza przekazywana na uczelniach przestała zdawać rynkowy egzamin. Ludzie nie mają doświadczenia, więc nie są zatrudniani. „Robienie dyplomu” dla samej idei nie sprawdza się w naszej branży. Inicjatywa, która już kilka lat temu pojawiła się w Stanach, teraz przywędrowała do Polski. Ludzie chcą się uczyć konkretnych rzeczy, więc idea bootcampów idealnie się tu wpasowuje — mówi Marcin Tchórzewski, prezes Coders Lab.

Szkoła kształci kursantów w zakresie języków, przydatnych w programowaniu front-end i back-end czy tworzeniu, utrzymaniu i rozwoju serwisów internetowych. Program szkoleń jest intensywny — uczestnicy kursów stacjonarnych spędzają na zajęciach po 7-8 godzin dziennie, codziennie przez pięć tygodni.

Kursanci zaoczni, poświęcając weekendy, spędzają na kursie około 6 miesięcy. Dodatkowo potrzebny jest jeszcze czas na zadania domowe i przygotowanie się do kolejnych ćwiczeń. Twórcy Coders Lab stawiają na prace w grupie, ćwiczenie praktyki oraz na kadrę, która na co dzień pracuje w branży technologicznej.

Założeniem bootcampu jest przekazanie wiedzy, która pomoże swoim absolwentom podjąć pracę na stanowisku młodszego programisty webowego. Model sposobu działania Coders Labu jest zbliżony do systemu, w jakim działają szkoły języków obcych. — Kursanci mają kontakt z grupą i wykładowcą, który w każdej chwili może poprawić błędy. Skupiamy się na ćwiczeniach praktycznych. Co tydzień sprawdzamy zdobytą wiedzę za pomocą testów, a kurs kończy się dużym projektem — informuje Marcin Tchórzewski.

Dobry początek

W ten sposób osoby, które chcą spróbować sił w IT, mogą od czegoś zacząć, jednak konieczny jest dalszy rozwój swoich umiejętności oraz zdobywanie doświadczenia zawodowego. — Uczymy kursantów, jak dobrze zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej. Dodatkowo mamy zawiązane partnerstwo z firmami, które szukają programistów, np. agencje marketingowe czy firmy typu development house — mówi prezes Coders Lab.

Firma działa obecnie w Warszawie, Katowicach oraz Krakowie. Na przełomie czerwca i lipca otwiera filie w Poznaniu i Wrocławiu, a we wrześniu planowane są kolejne dwa oddziały. Tego typu kursy programistyczne mogą być dobrym rozwiązaniem dla osób, które zakończyły swoją edukację na innych kierunkach, nie mogą znaleźć pracy w swoim zawodzie, ale wcześniej interesowały się programowaniem i próbowały działać w tym kierunku. Za ich pomocą mogą przekwalifikować się i spróbować podjąć pracę w nowym zawodzie.

— Dla nas najważniejsza jest pasja i doświadczenie osoby ubiegającej się o posadę. Samo wykształcenie niewiele daje, jeśli absolwent poza szkołą nie programuje, nie robi projektów. Oczywiście, podstawy mieć trzeba, jednak bez doświadczenia nie można zostać dobrym programistą — komentuje Monika Ubowska z firmy Cirrus.

Jej zdaniem, kursy programistyczne mogą zadziałać w dwóch przypadkach. — Po pierwsze, w przypadku, kiedy idzie na nie samouk, który chce uporządkować swoją wiedzę, chce obcować z doświadczonymi ludźmi w branży IT. Po drugie — kiedy na taki kurs przychodzi osoba, która wie niewiele, ale chce się rozwijać — wyjaśnia Monika Ubowska.

Kurs nie wystarczy

Według Andrzeja Gąsienicy-Samka, prezesa firmy Altinea, najważniejszy jest talent. — Talenty mogą być rozsiane po różnych uczelniach, niekoniecznie informatycznych. Jeśli bootcampy programistyczne pomagają osobom z predyspozycjami do programowania, które wcześniej podjęły inne ścieżki kariery, a teraz chcą próbować swoich sił w branży IT — to bardzo dobrze.

Patrząc z drugiej strony, nawet ludzie po najlepszych kierunkach informatycznych bez predyspozycji nie odnajdą się w tym zawodzie — mówi prezes Altinei. Często nawet pełne wykształcenie zdobyte na uniwersytecie czy uczelni wyższej nie wystarcza do zdobycia satysfakcjonującej posady.

— Odbyte szkolenia i uzyskane certyfikaty są bez znaczenia, gdy nie są poparte praktyką. Programowanie to specyficzna umiejętność przełożenia opisanego świata rzeczywistego na nietrywialny, techniczny język reguł, wyrażeń, funkcji i obiektów. Znajomość samego języka to dopiero początek drogi. Dopiero umiejętność biegłego przekładania rzeczywistości na ten język czyni programistę „dobrym”. A nabycie takiej biegłości wymaga wysoko rozwiniętych zdolności analitycznych i doświadczenia — mówi Tomasz Ziółkowski.

Ludzie z branży IT zgadzają się, że kilkutygodniowe kursy nie dadzą wystarczającego wykształcenia do pracy jako programista. Nikt po takim szkoleniu nie będzie „dobrym” programistą, jednak daje to już dobry start na przyszłość.

— Nie łudźmy się, że braki da się nadrobić podczas 6-tygodniowego intensywnego szkolenia. Natomiast szkolenia takie mogą być dobrą podstawą do rozpoczęcia przygody z programowaniem — dodaje Tomasz Ziółkowski z JT Weston.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Zawadka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Humanista może być dobrym programistą