Ile banki muszą odłożyć na franki

opublikowano: 29-10-2019, 22:00

Branża nie umie wypracować wspólnego stanowiska w sprawie zabezpieczenia potencjalnych roszczeń frankowiczów. 15 listopada audytorzy zapytają o to Komisję Nadzoru Finansowego

60 mld zł — na tyle bankowcy wyliczyli koszty związane z realizacją czarnego scenariusza frankowego, w którym całość portfela walutowych hipotek w CHF zostaje przekształcona na kredyty złotowe. Jest to mocno zgrubny szacunek, gdyż, jak ujął to niedawno Jerzy Kwieciński, minister finansów, „to będzie zależało od tego, ilu naszych frankowiczów zgłosi się do sądów i jakie będą rozstrzygnięcia”. Dodał, że w jego ocenie w grę wchodzi „znacząco mniej, niż (…) mówią eksperci bankowi”, czyli poniżej 60 mld zł.

Ile dokładnie? Na to pytanie próbują znaleźć odpowiedź bankowcy i audytorzy. Oszacowanie kosztów związanych z unieważnieniem umów, przewalutowaniem, rekompensatami jest kluczowe dla rzetelności prowadzenia ksiąg rachunkowych. Banki zobowiązane są robić rezerwy na należności sporne, w sprawie których toczy się postępowanie sądowe. Dotychczas standardowo odpis był robiony na podstawie prawdopodobieństwa uzyskania pozytywnego bądź negatywnego wyroku.

Model ten jest jednak zawodny w przypadku kredytów frankowych, w sprawie których wyroki są równie przewidywalne jak rosyjska ruletka. Pewną przesłanką do robienia założeń jest nazwisko sędziego: są tacy, którzy konsekwentnie unieważniają umowy, inni natomiast oddalają powództwa kredytobiorców. Wyrok TSUE na razie niewiele zmienił. W sprawie Raiffeisena zapadło od tamtego czasu pięć wyroków: trzy procesy bank wygrał, w dwóch poległ, choć meritum było podobne.

— Nadal nie wiemy, czy mamy do czynienia z granatem, czy z bombą atomową. Ci, którzy brali stronę klientów, nadal to robią, a ci, którzy orzekali po myśli banków, trzymają się swojej linii orzecznictwa — mówią nasi rozmówcy z sektora bankowego.

Linie podziałów

Od wyroku TSUE upłynęło jednak za mało czasu, żeby orzecznictwo mogło się wyklarować. Dla ustalenia standardu musi się wypowiedzieć Sąd Najwyższy — i to w siedmioosobowym składzie — a to prawdopodobnie również nie zakończy sprawy.

— Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych lat do TSUE będą kierowane kolejne pytania i będą pojawiać się kolejne opinie dotyczące pozycji stron, działań, konsekwencji — powiedział podczas poniedziałkowej konferencji wynikowej Joao Bras Jorge, prezes Millennium Banku.

To generalnie pogląd wszystkich bankowców, z którymi rozmawialiśmy: nikt nie udaje, że nic się nie stało, ale wszyscy przestrzegają przed przesadnymi reakcjami. Problem w tym, że takie dialektyczne podejście nie odpowiada audytorom. Sami jednak też nie mają gotowej koncepcji.

Sytuacja jest dynamiczna — trudno powiedzieć, z czym skończymy w styczniu, kiedy będzie audyt rocznych wyników. Rozumienie wyroku TSUE jest skrajnie różne.

— Słyszymy, że mamy zawiązać rezerwy na procesy frankowe. Pytamy: ile. W odpowiedzi słyszymy, że musimy oszacować koszty. Na podstawie jakiego modelu? Audytor mówi, że i tak coś musimy zrobić z tymi kredytami — mówi prezes jednego z banków.

036950dd-4556-4e30-aabc-314ab0b280bd
Frankowicze kontra banki
Informacje dla zadłużonych we franku szwajcarskim. Rozstrzygnięcia z sal sądowych, opinie prawników, bankierów i zainteresowanych problemem
ZAPISZ MNIE
Frankowicze kontra banki
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany co dwa tygodnie
Kamil Zatoński
Informacje dla zadłużonych we franku szwajcarskim. Rozstrzygnięcia z sal sądowych, opinie prawników, bankierów i zainteresowanych problemem
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Z naszych rozmów wynika, że podział co do tego, czy robić rezerwy i jakie, występuje też wśród audytorów. Po pierwsze nie wszyscy są zgodni, czy w ogóle trzeba robić dodatkowe odpisy. Po drugie wśród zwolenników rezerw są dwa obozy. Jeden uważa, że z tytułu pozwów należy zabezpieczać całe zobowiązanie, a drugi, że tylko raty, które nie spłyną od kredytobiorcy.

KNF albo ustawa

Wszyscy audytorzy naciskają na bankowców, żeby opracowali podejście do rezerw w portfelu frankowym.

— Sytuacja jest dynamiczna — trudno powiedzieć, z czym skończymy w styczniu, kiedy będzie audyt rocznych wyników. Rozumienie wyroku TSUE jest skrajnie różne: część interpretatorów twierdzi, że kredyt złotowy oprocentowany według stawki LIBOR jest wykluczony, inni przeciwnie. Jedni uważają, że umowy można zmienić, inni — że nie. Nie chcę wchodzić w kwestie przedawnienia. Sytuacja jest bardzo złożona. Audytorzy boją się odpowiedzialności, nadzór martwi się o stabilność, a banki chciałyby jednolitej wykładni — mówi CFO jednego z banków.

Na razie podejście kredytodawców jest mocno rozbieżne. Jedni nie chcą tworzyć ekstrarezerw i zarzekają się, że nie ugną się przed audytorami nawet za cenę uwagi do raportu rocznego. Inni robią rezerwy po przegranej w pierwszej instancji, ale w zależności od oceny prawników co do szans powodzenia w apelacji. Kilka dużych banków poprosiło audytorów o przedyskutowanie problemu z Komisją Nadzoru Finansowego (KNF). Według naszych informacji do spotkania ma dojść 15 listopada. Na razie stanowisko nadzoru jest takie, że to rynek powinien wypracować konsens. Jacek Jastrzębski, przewodniczący KNF, powiedział w ubiegłym tygodniu PAP, że nadzór nie powinien pierwszy zabierać głosu w tej sprawie. Problem w tym, że o konsens w sektorze bankowym, rozdzieranym sprzecznymi interesami, może być równie trudno jak o pokój na Bliskim Wschodzie. Na rynku są banki z małymi portfelami frankowymi, dla których podchody z audytorami mogą być stratą czasu. Dla nich przyjęcie konserwatywnego stanowiska w sprawie rezerw może nie stanowić wielkiego problemu. Duzi frankowi kredytodawcy, dla których sprawa ma pierwszorzędne znaczenie, boją się precedensu, który ustali sposób postępowania audytorów.

— Branża bankowa bała się jak ognia ustawowego rozwiązania problemu kredytów frankowych. Teraz ustawa wprowadzająca średni kurs NBP do umów frankowych z abuzywnymi klauzulami przeliczeniowymi wydaje się niezbędna — mówi bankowiec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy