Inwestorzy znaleźli pupilka w Dino

Wartość sieci marketów od kwietniowego debiutu wzrosła dwukrotnie. Na tym się nie skończy, choć wskaźnikowo spółka wyceniana jest już bardzo wysoko

Dinozaury są w świetnej kondycji i mają rakietowy napęd — przynajmniej na warszawskiej giełdzie. Już przebieg kwietniowej oferty publicznej sieci marketów Dino wskazywał na to, że spółka i jej plany na przyszłość bardzo spodobała się giełdowym inwestorom. Zainteresowanie było tak duże, że instytucje obejmowały akcje po 34,5 zł, czyli o 1 zł drożej, niż wynosiła cena maksymalna.

Nie stracili na tym. W ciągu siedmiu miesięcy od debiutu kurs skoczył do ponad 77 zł (przebił tę barierę w poniedziałek), czyli o 130 proc. Obecnie rekomendacje dla spółki wydaje jedenaście biur maklerskich, z czego osiem zaleca kupno, a trzy — trzymanie akcji.

Będzie rosło

30 listopada Dino wejdzie w skład indeksu MSCI EM, co zwykle dodatkowo podbija notowania giełdowe i odrywa je od wycen porównywalnych spółek. — W krótkim terminie wsparciem dla kursu Dino jest zakwalifikowanie spółki do indeksu MSCI EM: można zakładać, że fundusze pasywnie replikujące skład indeksu będą kupować akcje z dniem zmiany jego składu. Z fundamentami nie ma to oczywiście wiele wspólnego. Dino osiąga dobre wyniki i rozwija się, ale wskaźnikowo wycena jest bardzo wysoka — tak wysoka, że nie znalazłem droższego, istotnego notowanego handlarza żywnością na świecie — mówi Łukasz Wachełko, analityk Wood & Company.

W ostatnich tygodniach na wzrost kursu wpłynęły też lepsze od i tak wysokich oczekiwań wyniki. W trzecim kwartale Dino osiągnęło 1,22 mld zł przychodów, czyli o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. Sprzedaż LFL, czyli bez uwzględnienia nowych sklepów, uruchomionych w ciągu ostatniego roku, skoczyła o 16,1 proc.

Dla porównania w tym samym okresie sprzedaż Biedronki, niekwestionowanego lidera polskiego rynku, wyniosła prawie 12 mld zł i urosła o 10,5 proc. rok do roku. Na poziomie LFL Biedronka rosła o 8,9 proc. — szybko na tle rynku, ale prawie dwa razy wolniej niż Dino. Jeszcze szybciej rośnie rentowność tegorocznego debiutanta. Po trzech kwartałach na poziomie EBITDA spółka zarobiła 275,2 mln zł, czyli o 37,3 proc. więcej niż w tym samym okresie 2016 r. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy otworzono 129 sklepów pod szyldem Dino i jest ich już 718. Będzie znacznie więcej — spółka podaje, że ma zabezpieczonych 469 miejsc pod budowę nowych marketów.

— Realizujemy strategię opartą na rozwoju organicznym, kontynuując szybki wzrost liczby sklepów i przychodów ze sprzedaży w istniejącej sieci. W całym 2017 r. planujemy otworzyć przynajmniej 140 sklepów — mówił Szymon Piduch, prezes Dino.

Pozytywny sentyment

To wszystko sprawia, że notowania Dino rosną i według analityków nie zanosi się na to, by miały zacząć spadać. Otoczenie makroekonomiczne (rosnąca konsumpcja, inflacja) sprzyja detalistom, dla których głównym problemem są teraz rosnące koszty pracy. Najpoważniejsze czynniki ryzyka, które mogły wpłynąć na realizację zaprezentowanej przed debiutem strategii, powiązane były z możliwością utrzymania szybkiego tempa ekspansji sieci w kolejnych latach.

Liczba zabezpieczonych nieruchomości wskazuje jednak na to, że z osiągnięciem celów nie będzie problemu. — Dino jest wskaźnikowo wyceniane dużo wyżej niż spółki porównywalne, ale jest to uzasadnione tym, że ma szybkie tempo ekspansji i może osiągać lepsze wyniki niż konkurenci. Wyniki za trzeci kwartał to potwierdziły — sprzedaż LFL wygląda bardzo dobrze, a liczba miejsc zabezpieczonych pod nowe sklepy pozwala nie tylko wierzyć w realizację celu 1200 placówek do 2020 r., ale nawet w jego przekroczenie.

Niewykluczone jest podniesienie rynkowego konsensu prognoz wyników na kolejne lata, a sentyment rynkowy do spółki jest i będzie dobry, dopóki Dino będzie osiągać tak dobre wyniki jak w trzecim kwartale — mówi Jakub Viscardi, analityk DM BOŚ. Analitycy Noble Securities, którzy w ubiegłym tygodniu rozpoczęli wydawanie rekomendacji dla spółki, podkreślają jej „bardzo dobre monetum wynikowe”.

„Oczekujemy w kolejnych kwartałach kontynuacji dynamicznej poprawy wyników, jednak uważamy, że perspektywy są już ujęte w wycenie. Wśród potencjalnych zagrożeń widzimy ograniczenie handlu w niedzielę (według naszych szacunków będzie to ograniczony wpływ) oraz ryzyko kanibalizacji sieci i mniejszej efektywności nowych sklepów” — ocenia Krzysztof Radojewski, dyrektor departamentu analiz rynkowych w Noble Securities.

Łaska rynku…

W październiku 2014 r. kurs LPP przekroczył barierę 10 tys. zł, akcjami odzieżowej spółki wypchane były portfele funduszy inwestycyjnych, a wielu analityków widziało notowania jeszcze wyżej. To był jednak początek końca znakomitej passy właściciela marki „Reserved”, na którego w kolejnych kwartałach spadł deszcz problemów. Skokowo podrożał dolar, którym firma płaci za towary z Azji, a kolekcje dalekie były od oczekiwań klientów. Wyniki finansowe były coraz gorsze, a w ślad za zyskami spadały notowania akcji. Pod koniec września 2016 r. kurs akcji spadł poniżej 4 tys. zł. Dołek w wynikach LPP zanotowało w pierwszym kwartale 2017 r., a od tego czasu cena akcji urosła o ponad połowę. [KZ]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Inwestorzy znaleźli pupilka w Dino