Jabłka są na wojnie od lat

opublikowano: 04-03-2022, 06:30

Rosyjska agresja na Ukrainę i związane z nią sankcje odcięły większość branż od rynków wschodnich. Dla niektórych to nie nowość. O trwającej od 8 lat gospodarczej wojnie mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

„PB”: Sadownicy byli jednymi z pierwszych polskich przedsiębiorców, którzy odczuli gospodarcze skutki rosyjskiej ekspansji — ich produkty objęto embargiem tuż po aneksji Krymu. Jak sobie poradziliście?

Mirosław Maliszewski: W sierpniu 2014 r. zostaliśmy objęci sankcjami Rosji. Było to związane z aneksją Krymu: była zapowiedź sankcji ze strony UE i Rosja odpowiedziała kontrsankcjami, uderzając w te sektory gospodarki, które miały duży udział w eksporcie na jej rynek. Przed embargiem polscy sadownicy eksportowali do Rosji nawet 1 mln ton jabłek rocznie. Odcięcie z dnia na dzień tego rynku spowodowało ogromne kłopoty. Odpowiadaliśmy w różny sposób. Po pierwsze — zaczęła się redystrybucja przez Białoruś. Polskie jabłka trafiały tam, a następnie pod szyldem jabłek białoruskich do Rosji. Tym kanałem udawało się sprzedawać nawet 600-700 tys. ton. Przeanalizowaliśmy też inne rynki. Bardzo się udało w przypadku Egiptu. Obecnie jesteśmy największym dostawcą, a Egipt największym importerem polskich jabłek. Penetrowaliśmy także inne rynki, w tym Europę Zachodnią czy Indie. Nie udało się jednak osiągnąć tego pułapu eksportu, który mieliśmy przed embargiem. Broniliśmy się m.in. dzięki mechanizmowi wycofywania żywności do ludności ubogiej, by zdjąć nadwyżkę rynkową i ją zagospodarować. Od 2014 r. sadownictwo jest jednak w bardzo trudnej sytuacji.

Na polskim rynku pojawiła się wielka nadwyżka, jabłka potaniały, co uderzyło w rentowność sadowników...

Różnie broniono się przed bankructwem. Niektórzy likwidowali produkcję i próbowali sił w innych branżach. Przed 2014 r. ceny były nawet 30-40 proc. wyższe. Skutki tego embarga odczuwamy do teraz.

Owoce do Rosji wysyłaliście za pośrednictwem Białorusi. Tymczasem od początku tego roku embargo na polską żywność, w tym owoce, nałożyła właśnie Białoruś. Jakie są tego skutki?

Białoruskie embargo spowodowało powiększenie naszych kłopotów. Odpadł rynek alternatywny do rosyjskiego, a jednocześnie rynek tranzytowy, przez który wysyłaliśmy jabłka na Wschód. To jest jeszcze groźniejsze uderzenie niż poprzednie. Kraje docelowe, takie jak Mongolia czy Kazachstan, gdzie mieliśmy niezłe wyniki, dziś są dla nas praktycznie zamknięte, bo bardzo trudno dokonać tranzytu. Staramy się uruchomić mechanizmy na poziomie europejskim, przede wszystkim mechanizm wycofywania żywności do ludności ubogiej — z dopłatami publicznymi dla konsumpcji przez te grupy społeczne, które niemal nie kupują jabłek. To w części rozwiązałoby sytuację. Konsumpcja może też wzrosnąć dzięki migracji. Na szczęście jest dobra sytuacja, jeśli chodzi o jabłka sokowe i przemysłowe, bo USA — największy importer soku jabłkowego — prowadzą wojnę handlową z Chinami, które są obok nas największym dostawcą. Polscy producenci i dostawcy na tym korzystają. Bez tego sytuacja byłaby jeszcze trudniejsza, zwłaszcza w przypadku tych, którzy mają zapasy w chłodniach i płacą teraz znacznie wyższe rachunki za energię.

Załamanie eksportu na rynki wschodnie to jedno, a drugie to import produktów rolno-spożywczych z Białorusi, Rosji, a także z ogarniętej wojną Ukrainy. Jakie konsekwencje dla polskiego rynku rolno-spożywczego mogą mieć przerwy w dostawach z tych kierunków?

Konsekwencje mogą być poważne. Ukraina i Rosja to duzi eksporterzy zbóż. Mogą pojawić się problemy na rynku produktów mącznych czy chleba. Mam jednak nadzieję, że do tego czasu uda się uruchomić alternatywne źródła dostaw, wykorzystać zapasy strategiczne i przeczekać do kolejnego sezonu. Oczywiście wojna negatywnie będzie wpływać na rynki rolne — jednym odcięto rynki sprzedaży, innym źródło surowców. Dużym problem może być z nawozami, których dużo sprowadzamy z Rosji i Białorusi. Wielu nawozów brakuje, rosną ceny, co negatywnie odbija się na całej gospodarce. Trudno powiedzieć, jaka będzie tego skala.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

dziś: „Biznes na zapleczu frontu”

goście: Piotr Bartkiewicz — Pekao, Rafał Baniak — Pracodawcy RP, Katarzyna Różycka — Fundacja Orlen, Władysław Grochowski — Arche, Sławomir Łoboda — LPP, Mirosław Maliszewski — Związek Sadowników RP, PSL

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane