Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

opublikowano: 29-11-2018, 22:00

W górę

Filip Granek

Założyciel spółki XTPL i twórca innowacyjnej w skali światowej technologii, umożliwiającej ultraprecyzyjny druk nanomateriałów, został zwycięzcą XVI krajowej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. W czerwcu 2019 r. doktor Filip Granek będzie reprezentował polski biznes w światowym finale EY Entrepreneur of the Year w Monte Carlo. Jury, złożone m.in. z laureatów poprzednich edycji, doceniło wykorzystanie przez założyciela XTPL własnego doświadczenia naukowego do tworzenia niezwykle innowacyjnego produktu. Przełomowość jego rozwiązania polega na wykorzystaniu precyzji, jakiej nie można osiągnąć żadną inną metodą druku, do wytwarzania np. ogniw słonecznych, wyświetlaczy czy biosensorów. W kierowaniu firmą Filip Granek stawia przede wszystkim na ludzi podobnych do siebie — utalentowanych, profesjonalnych pasjonatów. Jego sukces dowodzi, że jednak możliwa jest współpraca chodzących często własnymi drogami nauki i biznesu. Przy czym spółce XTPL jest łatwiej, bo w niej synergia obu dziedzin opiera się na unii personalnej…

Zbigniew Grycan

Twórca lodowego imperium został laureatem indywidualnej, poza regulaminowymi kategoriami, Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP 2018. Zbigniew Grycan pochodzi z rodziny o długoletniej tradycji cukierniczej, zatem marketingowe motto firmy „Grycan — lody od pokoleń” jest stuprocentowo prawdziwe. W latach 1980-2003, czyli na styku PRL z III RP, był właścicielem i współwłaścicielem legendarnej Zielonej Budki. Później zrobił sobie krótki urlop i w 2004 r. wrócił na konkurencyjny rynek już pod własnym nazwiskiem. Stworzył szybko rozrastającą się sieć eleganckich lodziarni, nie zapominając o rynku detalicznym. Dbając o jakość, nie uznaje lodowej chemii — sztucznych aromatów, zagęszczaczy, stabilizatorów i taniego tłuszczu. Za branżowe dno uznaje zaś lody z automatu, powstające z importowanych, gotowych proszków. Mimo zalewu tej taniej tandety prawie co dziesiąta porcja na wartym około 1,2 mld zł polskim rynku to prawdziwe lody Zbigniewa Grycana. Prestiżowa nagroda potwierdziła, że prezydent również je lubi.

W dół

Marek Chrzanowski

Skandal związany z odejściem 37-letniego przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) potwierdza szokującą rynki amatorszczyznę kadr tzw. dobrej zmiany. Dr hab. Marek Chrzanowski, absolwent i profesor kontraktowy Szkoły Głównej Handlowej (SGH), to cudowne dziecko PiS. Najpierw w 2015 r. wszedł do przyprezydenckiej Narodowej Rady Rozwoju (NRR), potem w styczniu 2016 r. partia skierowała go na sześcioletnią kadencję do Rady Polityki Pieniężnej, ale już we wrześniu faworyt PiS z tak znakomitej posady… zrezygnował, by w październiku 2016 r. otrzymać od premier Beaty Szydło nominację na przewodniczącego KNF. Pięcioletnia kadencja została przerwana w zdumiewających okolicznościach — przebywając akurat w Singapurze, Marek Chrzanowski dowiedział się od Mateusza Morawieckiego, że składa natychmiastową dymisję. Powodem stało się upowszechnienie przez Leszka Czarneckiego nagrania z poufnej rozmowy z szefem KNF. Sprawa ma głębsze dno, a nawet kilka den i co do meritum oceniana jest niejednoznacznie. Zapaść Getin Noble Banku i konieczność jego restrukturyzacji znana była od miesięcy. Procedura wdrażana przez Marka Chrzanowskiego zdyskwalifikowała go jednak jako szefa instytucji tak wyjątkowej, jaką jest KNF. Pomysły przewodniczącego były podejrzane i przekraczały jego uprawnienia. Dodatkowym smaczkiem jest znane od lat personalne „podczepienie” Marka Chrzanowskiego pod Adama Glapińskiego, prezesa NBP. Potencjalnie cały skandal stanowił zagrożenie dla stabilności systemu bankowego, ale na szczęście społeczeństwo podeszło do niego bez emocji. Premier szybko powołał na przewodniczącego KNF dr. hab. Jacka Jastrzębskiego, profesora kontraktowego Uniwersytetu Warszawskiego, zawodowo związanego z PKO BP. Postępuje mozolny proces odbudowywania zaufania rynków do KNF. Marek Chrzanowski został natomiast odsunięty od prowadzenia zajęć i urlopowany w SGH, także zawieszony w członkostwie NRR. Największą jego zasługą, ale nie dla rynków, lecz dla języka polskiego, stało się upowszechnienie określenia „szumidło” (chodzi o antypodsłuch), które ma szanse zostać nawet słowem roku.

Sukces

Setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości

Wpodsumowaniu listopada 2018 r. żadne inne wydarzenie nie miało prawa nawet kandydować do sukcesu miesiąca. Szkoda tylko, że przygotowywane przez kilka lat centralne obchody wielkiego jubileuszu nie przebiegły w takiej atmosferze, na jaką zasługiwały. Kilka dni przed Narodowym Świętem Niepodległości wybuchł konflikt o przemarsz narodowców, nie tylko polskich, w Warszawie. Prezydent z premierem awaryjnie wymyślili tzw. marsz państwowy, niemający żadnego umocowania w prawie o zgromadzeniach. W atmosferze prowizorki do jego organizacji rzucone zostało wojsko, zadanie wykonało i w rezultacie 11 listopada przebiegł bez incydentów. Przemarsz zgromadził ćwierćmilionową rzeszę podzieloną na dwie grupy. Idący pod osłoną służb w niewielkiej czołówce, rządzący krajem odcięli się tzw. buforem bezpieczeństwa. Imponujący peleton w swojej masie był biało-czerwony, jednak prowadzony przez zielone flagi Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR), z ręką trzymającą miecz karzący inaczej myślących. A przecież według prezydenta i premiera żadnej łyżki dziegciu w dumnej bieli z czerwienią nie miało prawa być! W tym kontekście za największy sukces obchodów wypada uznać wizerunkową ofensywę Polski poza granicami. Służby dyplomatyczne stanęły na wysokości zadania i załatwiły 11 listopada flagowe iluminacje obiektów bardzo znanych na całym świecie — dwie próbki przypominamy na powyższych zdjęciach. Dzięki temu w przekazach telewizyjnych, zdominowanych w tym dniu przez francuskie obchody setnej rocznicy zakończenia pierwszej wojny światowej, przynajmniej biało-czerwono mignęliśmy.

Porażka

Paraliżujące państwo nieróbstwo 12 listopada

Straty poniesione przez gospodarkę narodową, czyli po prostu przez Polskę, z powodu nagle przeforsowanego przez PiS wolnego 12 listopada 2018 r. można tylko oszacować. Sami autorzy ustawy — która nie miała jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego — tak nieuczciwej wobec budujących przyszłość kraju przedsiębiorców, szacowali je na 0,2 proc. PKB, czyli 4 mld zł. Rzeczywiste okazały się znacznie większe, wyniosły 6-7 mld zł. Nakazane Polakom lenistwo, które w obiegu prawnym zaistniało dopiero 8 listopada, uderzyło zwłaszcza w przemysł, budownictwo, transport, handel, finanse, ale najbardziej w sądownictwo. Tryb przepchnięcia przez PiS zaskakującej ustawy zepchnął zasady dobrej legislacji na dno. Pogłębiła ona chaos prawny w Polsce i naraziła tysiące przedsiębiorców, zwłaszcza najmniejszych, małych i średnich, na nieprzewidziane straty. Ośmieszona została tak nagłaśniana propagandowo Konstytucja biznesu, a zwłaszcza jej filary — klauzula pewności przepisów i zasady tworzenia stabilnego prawa gospodarczego. Z nieróbstwa 12 listopada naturalnie cieszyła się cała budżetówka i generalnie pracobiorcy, pobierający stałą pensję miesięczną, bo jej wypłata za listopad nie jest przecież zależna od wkładu pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca