Jak długo można znieść silnego franka

Krzysztof Kolany
opublikowano: 13-02-2020, 22:00

Patrząc przez pryzmat euro, frank szwajcarski jest najmocniejszy od sierpnia 2015 r. Na polskim rynku przy umiarkowanie słabym złotym frank flirtuje z bolesną barierą 4 zł. Pytanie za miliard brzmi: jak długo Szwajcarzy będą tolerować tak mocnego franka?

Na franka patrzymy zazwyczaj przez pryzmat kursu CHF/PLN. Ten od początku roku wzrósł z 3,90 zł do przeszło 4 zł, na początku lutego zbliżając się do szczytów z sierpnia i września 2019 r. (około 4,05 zł). Tyle tylko że para CHF/PLN jest pochodną dwóch innych par walutowych, czyli EUR/PLN oraz EUR/ CHF. To właśnie euro jest „przekaźnikiem” ceny franka na złotego.

Thomas Jordan, szef Szwajcarskiego Banku Narodowego, pole manewru ma
niewielkie. Stopy procentowe już i tak są rekordowo ujemne, a interwencje na
rynku walutowym dają tylko doraźne efekty. [
Wyświetl galerię [1/3]

W POTRZASKU:

Thomas Jordan, szef Szwajcarskiego Banku Narodowego, pole manewru ma niewielkie. Stopy procentowe już i tak są rekordowo ujemne, a interwencje na rynku walutowym dają tylko doraźne efekty. [ Fot. Bloomberg

Polski złoty ma za sobą burzliwe sześć miesięcy, w trakcie których kurs euro wahał się od 4,25 zł do 4,40 zł w sierpniu i wrześniu 2019 r., w listopadzie spadł do 4,25 zł, by na początku lutego 2020 r. kosztować 4,3 zł. To właśnie przez ten eurowy filtr przepuszczamy „czyste” notowania franka na parze z euro. I dopiero tu widać, że coś się dzieje.

Co rośnie, co spada

Od kwietnia 2018 r. na parze EUR/CHF widoczny jest jednoznaczny trend spadkowy. Spadek tego kursu oznacza umocnienie franka wobec euro. Najnowsza fala aprecjacji franka względem wspólnotowej waluty trwa od początku grudnia. W tym czasie cena euro obniżyła się z około 1,10 do niemal 1,06 franka. To najniższy kurs euro względem franka od sierpnia 2015 r. I zarazem poziom, przy którym w przeszłości na rynku interweniował Szwajcarski Bank Narodowy. Ale tym razem sytuacja jest bardziej skomplikowana. Rzecz w tym, że to nie tyle frank się umacnia, co euro słabnie na całej linii. Względem dolara amerykańskiego wspólnotowa waluta osiągnęła najniższą wartość od kwietnia 2017 r.

W stosunku do jena japońskiego euro jest notowane najniżej od października. Jeśli więc oderwiemy się od „europejskiej kotwicy” i spojrzymy na franka przez pryzmat dolara, to helwecka waluta nie notuje jakiegoś spektakularnego umocnienia. Od momentu zerwania minimalnego kursu wymiany euro (w styczniu 2015 r.) kurs USD/CHF pozostaje „przyklejony” do parytetu 1:1, większość ostatnich pięciu lat spędzając w przedziale 0,94-1,04. Obecnie frank jest wyceniany na niespełna 0,98 USD, a zatem blisko środka przedziału 5-letniej konsolidacji.

Co stoi za słabością euro

Zamiast pytać o przyczyny siły helweckiej waluty, powinniśmy raczej dotrzeć do źródeł słabości euro. W krótkim terminie część winy można zrzucić na karb chińskiego koronawirusa, który pod koniec stycznia wywołał falę awersji do ryzyka na światowych rynkach finansowych. Inwestorzy przestraszyli się, że zaraza z Wuhanu sparaliżuje drugą gospodarkę świata, zakłóci globalne łańcuchy dostaw i wywrze piętno na i tak już słabej kondycji międzynarodowego handlu. Tyle że rynki akcji bardzo szybko przestały się bać koronowirusa (czy słusznie, to się jeszcze okaże). Indeksy z Wall Street już w lutym wróciły do bicia historycznych rekordów, czego jednak nie potwierdził ani rynek długu, ani rynki surowców. Zatem popyt na „bezpieczne przystanie” wciąż pozostaje w grze, ale raczej nie jest dominującym czynnikiem podnoszącym wycenę franka.

Większy wpływ na franka może mieć polityka monetarna. Przed wybuchem epidemii koronawirusa ekonomiści i inwestorzy spodziewali się ożywienia w gospodarce strefy euro. Przede wszystkim liczono na poprawę koniunktury w przemyśle, który przez cały 2019 r. znajdował się w głębokiej recesji. Ale konsekwencje COVID-19 — przynajmniej te krótkoterminowe — będą dla chińskiej gospodarki bardzo poważne. Obniżenie popytu na dobra importowane z Europy może ciągnąć się tygodniami. Zatem perspektywa ożywienia w gospodarce strefy euro oddali się przynajmniej o kilka miesięcy. Co za tym idzie, jeszcze bardziej oddalają się jakiekolwiek szanse na choćby częściową normalizację polityki pieniężnej, o jakiej można było dywagować jeszcze w grudniu.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi…

Za sprawą przedłużającej się recesji w sektorze wytwórczym Europejski Bank Centralny zamiast zarzucenia szkodliwej polityki ujemnych stóp procentowych może zejść jeszcze głębiej poniżej zera. A Szwajcarski Bank Narodowy z najniższą stopą procentową na świecie (-0,75 proc.) niżej już zejść nie może. Przynajmniej tak się teraz uważa. Zatem oczekiwane zawężenie parytetu stóp procentowych między strefą euro a Szwajcarią przemawia na korzyść franka.

24098342-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Kryptonewsy
Newsletter dla wszystkich, którzy interesują się kryptowalutami, ich wydobyciem i technologią blockchain.
ZAPISZ MNIE
Kryptonewsy
autor: Karolina Wysota
Wysyłany raz w miesiącu
Karolina Wysota
Newsletter dla wszystkich, którzy interesują się kryptowalutami, ich wydobyciem i technologią blockchain.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Oczekujemy, że frank szwajcarski pozostanie w cenie w otoczeniu słabego wzrostu gospodarczego i trwającej zmiany w kierunku luźniejszej polityki monetarnej. Historycznie frank okazywał się lepszym depozytem wartości niż pozostałe główne waluty — powiedział Lee Hardman, strateg walutowy MUFG cytowany przez Bloomberga.

Prognoza Lee Hardmana dla pary euro–frank to 1,04 na koniec 2020 r. Jak daleko posunie się SNB?

Niewiadomą pozostaje reakcja szwajcarskiego banku centralnego, któremu nie w smak jest zbyt mocny frank uderzający w konkurencyjność cenową szwajcarskiego eksportu.

SNB od pięciu lat w oficjalnych komunikatach zastrzega sobie prawo do bezpośrednich interwencji na rynku walutowym w celu osłabienia franka. Teoretycznie Szwajcarzy mają tu nieograniczone możliwości: mogą wyemitować tyle franków, ile tylko zechcą, skupując za nie euro w dowolnych ilościach. Ale to tylko teoria. W praktyce taka polityka pociąga za sobą negatywne konsekwencje dla samej Szwajcarii. Przede wszystkim generuje potężną nadpłynność sektora bankowego, co grozi eskalacją bańki na rynku nieruchomości. Po drugie, SNB nie bardzo ma w co zainwestować zakupione euro, ponieważ rentowności obligacji skarbowych w strefie euro są ujemne.

SNB nie podaje do publicznej wiadomości ani wielkości, ani czasu dokonywanych interwencji na rynku walutowym. Analitycy szacują jednak rozmiar tych interwencji, bazując na publikowanych co tydzień danych o depozytach banków komercyjnych w SNB. Jeśli one rosną, to znak, że bank centralny Szwajcarii był aktywny na foreksie. W połowie stycznia zaobserwowano wzrost depozytów w SNB. Jednak skala tego zjawiska nie była zbyt duża i wynosiła 1,0-1,5 mld franków tygodniowo. To by sugerowało, że Helweci nie są skłonni do zmasowanych interwencji osłabiających franka. Tym bardziej że na karku mają administrację Stanów Zjednoczonych, która za prezydentury Donalda Trumpa podejrzliwie patrzy na kraje mające nadwyżkę handlową z USA (Szwajcaria w 2019 r. miała 26,7 mld USD nadwyżki w obrocie towarowym z USA, to o 40 proc. więcej niż rok wcześniej). W styczniu Departament Skarbu ponownie wpisał Szwajcarię na swoją „listę obserwacyjną”, co grozi przyznaniem alpejskiemu krajowi łatki „manipulora walutowego”.

Waszyngtonowi nie spodobała się polityka makroekonomiczna Helwetów, którzy przy ujemnych kosztach emisji długu publicznego utrzymują zrównoważone finanse publiczne. Amerykanie chcieliby, aby Szwajcarzy zwiększyli wydatki publiczne kosztem wyższego zadłużenia. Posunięcie Amerykanów na rynku walutowym odebrano jako próbę nacisku na SNB, aby ten ograniczył interwencje walutowe. Ale Helweci szybko zripostowali, że polityka osłabiania franka nie ma na celu uzyskania nieuczciwej przewagi konkurencyjnej, lecz jest jedynie odpowiedzią na negatywne efekty nadmiernego umocnienia waluty. Zatem opcja zmasowanego kontrataku SNB pozostaje na stole.

Reasumując, frank jest silny przede wszystkim słabością euro, utrzymując względnie stały kurs wobec dolara. SNB mocny frank niezbyt się podoba i nie zamierza zrezygnować z interwencji walutowych. I zapewne skorzysta z tej opcji, gdy przydarzą się sprzyjające ku temu okoliczności. Na razie jednak rynek coraz mocniej testuje cierpliwość SNB, sprowadzając kurs EUR/CHF do najniższych poziomów od pięciu lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy