Jak Niemcy przeprowadzili lustrację?

Marcin Dobrowolski
17-02-2016, 13:03

Proces weryfikacji funkcjonariuszy publicznych RFN z terenu b. NRD pod kątem ich współpracy ze Stasi przedstawiany jest przez wielu jako wzorowy. Jaką politykę zastosowano wobec byłych funkcjonariuszy i czy proces można uznać za zakończony?

Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego Niemieckiej Republiki Demokratycznej (Ministerium für Staatssicherheit), powszechnie znane jako Stasi, istniało od 1950 do 1990 r. Po koniec swojego istnienia liczyło ok. 84 tys. pracowników, z czego 40% zatrudnionych było w centrali w Berlinie, reszta zaś w placówkach terenowych. Kompleks budynków stołecznej siedziby zajmował teren aż 20 hektarów. Warto zaznaczyć, że znaczną część kadry Ministerstwa stanowili oficerowie nazistowskich służb - Gestapo i Abwehry.

Uroczystość 30-lecia MBP NRD (1980): Erich Honecker wraz z Erichem Mielke
Zobacz więcej

Uroczystość 30-lecia MBP NRD (1980): Erich Honecker wraz z Erichem Mielke

Od 1957 do 1989 r. Ministrem Bezpieczeństwa Państwowego NRD był Erich Mielke. Pod jego rządami aparat inwigilacji nieustannie się rozrastał. Obserwacji poddani byli wszyscy obywatele, również kierownictwo partii, zgodnie z powtarzaną przez niego maksymą "Towarzysze, my musimy wszystko wiedzieć." 

3 października 1990 r., w dniu formalnego połączenia obu państw niemieckich, z 17 milionów obywateli NRD 173 tys. zarejestrowanych było jako czynni konfidenci Stasi. 

W momencie rozwiązania Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (pod zmienioną w 1989 r. nazwą) utworzono również urząd Pełnomocnika Federalnego do spraw Materiałów Państwowej Służby Bezpieczeństwa NRD. Na jego czele postawiono byłego pastora luterańskiego, działacza opozycji, dr. Joachima Gaucka.

Stanowisko zjednoczonych Niemiec wobec byłych funkcjonariuszy i konfidentów wyrastało z doświadczeń RFN. Pierwszy kanclerz federalny, Konrad Adenauer postanowił bowiem dopuścić niektórych działaczy nazistowskich do pełnienia funkcji publicznych zdając sobie sprawę z ich często wysokich kwalifikacji. Problem pojawił się jednak w drugiej połowie lat 60., kiedy wzrosłe w wolnym kraju pokolenie Niemców zaprotestowało przeciwko takiej polityce. 

W przeciwieństwie do Czechosłowacji, gdzie prawnie uniemożliwiono członkom partii komunistycznej pełnienia funkcji publicznych, Niemcy nie chcieli wykluczyć 2 mln obywateli, którzy do 1990 r. posiadali czerwone legitymacje partyjne. Weryfikacji dokonano wobec tych, którzy byli etatowymi współpracownikami Stasi, bądź z nią współpracowali.

Po pierwsze, cała Stasi została zlikwidowana. Żaden z funkcjonariuszy nie wszedł no nowych służb RFN. Wszystkim agentom zakazano zajmowania stanowisk publicznych, co wiązało się często ze spektakularnymi finiszami karier wielu polityków. W ten sposób z działalnością publiczną pożegnał się pierwszy demokratycznie wybrany premier NRD - Lothar de Maizière, który po ujawnieniu faktu jego współpracy musiał podać się do dymisji i od tej pory droga działalności publicznej była dla niego zamknięta. Podobny los spotkał wielu urzędników oraz adwokatów (również broniących opozycjonistów), ponieważ prawo obejmowało również zawody zaufania społecznego. 

Po latach Joachim Gauck wspominał, że błędem zastosowania wspomnianego rozwiązania było nierówne traktowanie przywódców partii i funkcjonariuszy. Szefostwo aparatu partyjnego nie spotkało bowiem żadne ograniczenie w przeciwieństwie do szeregowych urzędników, którzy utracili prawa do wykonywania zawodu. A to partia była zwierzchnikiem Stasi i rozkazodawcą. 

Tzw. Instytut Gaucka dysponuje kartoteką ok. 6 mln osób, zatrudnia 3100 pracowników, posiada 185 km bieżących dokumentów pochodzących z archiwów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych NRD, ponad milion kaset wideo oraz 200 tys. taśm dźwiękowych. 

Obecnie sprawdzane są wszystkie osoby aspirujące do zajmowania stanowisk publicznych. W przypadku sektora prywatnego firmy mogą wystąpić o zlustrowanie osób starających się o funkcje kierownicze, ale pod warunkiem ich zgody. 

W roku 1990 - jak wspominał Joachim Gauck w wywiadzie dla TVP Info - wydawało się, że kilkanaście lat wystarczy dla oczyszczenia przestrzeni publicznej z agentów byłego aparatu bezpieczeństwa. Teraz okazuje się, że proces będzie trwał, na co wpływ mają wciąż uzupełniane archiwa (są one odzyskiwane z odtwarzanych po zmieleniu teczek) a także decyzja Bundestagu, który zadecydował o prowadzeniu działania do samego końca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / Jak Niemcy przeprowadzili lustrację?