Jak położyć kres emigracji kapitału

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 04-02-2014, 00:00

Ukrócenie rejestracji firm na Cyprze i w Luksemburgu jest dziecinnie proste. Wystarczy drobna korekta przepisów podatkowych

Polscy przedsiębiorcy pokochali rejestrowanie spółek za granicą. W Luksemburgu, na Cyprze, w Szwajcarii i Holandii nasze firmy „miały zainwestowane” w ubiegłym roku prawie 90 mld zł. Przez pięć lat kwota wzrosła sześciokrotnie. Nic więc dziwnego, że Ministerstwo Finansów (MF) prowadzi od roku wzmożone prace nad ściągnięciem tego kapitału do Polski. Wprowadzi prawo, które będzie karać przedsiębiorców obniżających opodatkowanie przez zakładanie spółek poza granicami kraju.

Czy ten bat okaże się skuteczny — można mieć wątpliwości. Nowe przepisy są właściwie nie do wyegzekwowania dla polskiego aparatu skarbowego. Jeśli podatnik nie zadeklaruje, w jakich spółkach zagranicznych jakie interesy prowadzi, nasz fiskus nie będzie w stanie tego zweryfikować. Jest jednak znacznie prostszy i — zdaniem prawników — bardziej skuteczny sposób na „repatriację” polskiego kapitału. Wystarczy zamiast kija dać przedsiębiorcom marchewkę.

Polska nie lubi holdingów

Chodzi o przepisy podatkowe dotyczące spółek holdingowych, czyli podmiotów, które inwestują w akcje innych spółek i robią to niespekulacyjnie (w dłuższym terminie i mając możliwość wpływania na decyzje przejętej firmy). Obecnie właściwie we wszystkich krajach rozwiniętych tego typu inwestycja zwolniona jest z opodatkowania tak długo, jak długo właściciele holdingu nie wypłacą sobie zysków.

— Dopóki akcjonariusze obracają kapitałem, czyli wykorzystują go na nowe przedsięwzięcia, i nie wypłacają sobie zysków na konsumpcję, zyski takiego podmiotu ze sprzedaży akcji traktowane są jako reinwestowany kapitał. Podatek więc się nie należy — taka jest idea podatkowa spółek holdingowych — tłumaczy Monika Dziedzic, partner w kancelarii MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy.

Polska jest jednak wyjątkiem — jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Unii Europejskiej, w których te przepisy nie obowiązują. W polskim prawie podatkowym właściwie nie występuje pojęcie spółki holdingowej. Zyski firm ze sprzedaży akcji są opodatkowane według normalnej, 19-procentowej stawki CIT (co prowadzi do podwójnego opodatkowania, kiedy właściciel wypłaca sobie pieniądze). Oprócz Polski takie przepisy obowiązują tylko w Rumunii i Chorwacji oraz częściowo w Bułgarii (tam zwolnienie dotyczy tylko spółek giełdowych).

— Polskie prawo daje spółkom holdingowym bardzo niekorzystne warunki do prowadzenia działalności. Jeśli polski przedsiębiorca chce wchodzić kapitałowo w inne podmioty i zamierza robić to przez polską spółkę, od razu jest na gorszej pozycji niż jego konkurent z zagranicy. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorcy rejestrują firmy poza Polską — tłumaczy Monika Dziedzic.

Kapitał nie lubi wycieczek

Inwestorzy przyznają, że zwykle właśnie opodatkowanie działalności holdingowej jest główną przyczyną rejestrowania firm za granicą. Nie chodzi o żadne ukrywanie majątku, jak się powszechnie sądzi.

— To nie jest tak, że przedsiębiorcy zakładający spółki za granicą to ludzie unikający płacenia podatków, wyprowadzający kapitał na Kajmany czy do innych rajów podatkowych. W zdecydowanej większości przypadków chodzi jedynie o różnice w prawie dla spółek holdingowych. Trudno nazwać Holandię, Szwecję czy Cypr rajami podatkowymi, a tam holdingi są przy wypełnieniu pewnych warunków zwolnione z podatku od inwestycji w akcje — twierdzi Maciej Wandzel, prezes Black Lion Fund, członek Polskiej Rady Biznesu (PRB). Obecnie nawet firmy państwowe prowadzą inwestycje zagraniczne za pośrednictwem spółek zarejestrowanych w innym kraju. Trudno mieć o to pretensje do zarządów. Działają w interesie swoich firm i robią to zgodnie z prawem.

— Jestem przekonany, że wprowadzenie pojęcia spółki holdingowej do polskiego prawa podatkowego spowoduje powrót kapitału do Polski. Trzy czwarte przedsiębiorców, którzy posiadają spółki za granicą, przeniesie wszystkie swoje aktywa do kraju — mówi Wojciech Kostrzewa, prezes grupy ITI, członek PRB. Maciej Wandzel uważa, że gdyby Polska ujednoliciła prawo spółek holdingowych z innymi krajami Europy, on i tysiące innych przedsiębiorców zamknęłoby zagraniczne spółki i prowadziło całą działalność w kraju.

— Polscy przedsiębiorcy rejestrują firmy za granicą, bo muszą, a nie dlatego, że chcą. W Luksemburgu czy Holandii obsługa prawna, księgowa itp. jest bardzo droga, a na Cyprze — niskiej jakości. Do tego dochodzą bariery kulturowe i językowe. Prawie każdy przedsiębiorca wolałby mieć wszystkie spółki w Polsce i tu prowadzić wszelkie sprawy formalne — twierdzi Maciej Wandzel.

Fiskus nie pożałuje

Na zmianach skorzystałby również budżet. Obecnie i tak właściwie wszystkie polskie struktury holdingowe prowadzą działalność z zagranicy, więc z tego tytułu wpływy podatkowe są znikome. Wprowadzenie zwolnienia z podatku będzie więc praktycznie nieodczuwalne dla budżetu. Potencjalne dodatkowe dochody mogą być natomiast ogromne. Gdyby choćby połowa kapitału wróciła do kraju, baza podatkowa powiększyłaby się o miliardy złotych. — Budżet państwa na tych zmianach na pewno by zarobił. Ponadto znacząco wzrósłby popyt na usługi księgowe, prawne, audytorskie itp., a to zredukowałoby problem bezrobocia i przyniosło budżetowi dodatkowe dochody z PIT — twierdzi Wojciech Kostrzewa. Co więcej, aparat skarbowy miałby większą kontrolę nad podatnikami. Firmę działającą w Polsce jest znacznie łatwiej prześwietlić niż wehikuł na Cyprze.

Opodatkowanie spółek holdingowych w Polsce wypycha polskich inwestorów za granicę. Formalnie, według oficjalnych statystyk, polskie firmy inwestują pięciokrotnie więcej w Luksemburgu niż w Niemczech. To fikcja, bo faktyczna obecność naszego biznesu w gospodarce luksemburskiej jest niemal zerowa.

— Często zdarza się np., że przedsiębiorcy nie deklarują w Polsce dywidendy wypłaconej ze spółki cypryjskiej i nie płacą podatku od tego zarobku. Gdyby działali w kraju, na pewno nie zdecydowaliby się na taki krok — mówi Monika Dziedzic. Według stanowiska PRB, od strony prawnej rozwiązanie problemu jest bardzo proste. Wystarczy dodać jedno zdanie do projektu ustawy o unikaniu opodatkowania, która obecnie jest na etapie konsultacji w rządzie.

„Twórcy tego dokumentu wychodzą z błędnego założenia, że spółki zagraniczne mają służyć wyłącznie uchylaniu się od opodatkowania. Celem takich spółek jest jednak przede wszystkim reinwestowanie zysków w prowadzoną działalność w Polsce. Podatnik korzysta z zagranicznych jurysdykcji, bo oferują mu one to, czego nie daje polski ustawodawca: stabilność i zachęty podatkowe dla rozwoju” — twierdzi Zbigniew Niemczycki, prezes PRB, w liście wysłanym kilka dni temu do Macieja Bereka, prezesa Rządowego Centrum Legislacji.

MF nie komentuje na razie sprawy, jednak według informacji „PB”, minister Mateusz Szczurek i jego urzędnicy przyglądają się problemowi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu