Czytasz dzięki

Jak zabezpieczyć ryzyko walutowe

opublikowano: 30-06-2020, 22:00

Przez wiele lat kurs złotówki był stabilny, więc przedsiębiorcy handlujący z zagranicą mogli spać spokojnie. Pandemia to zmieniła

Koronawirus bardzo wpłynął na działalność firm. Wśród wielu nowych wyzwań pojawiło się zagrożenie silnymi wahaniami kursów walut, które mogą znacznie ograniczać marże spółek handlujących z zagranicą.

— Gwałtowne osłabienie złotówki w marcu zrewidowało myślenie o ryzyku walutowym
wielu polskich przedsiębiorców, którzy już wiedzą, że trzeba zapomnieć o
czasach, kiedy na tym rynku nic się nie działo, i zacząć myśleć w kategoriach
kryzysowych — mówi Grzegorz Taraszkiewicz--Sirocki, partner w Grant Thornton.
Zobacz więcej

NIEPEWNOŚĆ:

— Gwałtowne osłabienie złotówki w marcu zrewidowało myślenie o ryzyku walutowym wielu polskich przedsiębiorców, którzy już wiedzą, że trzeba zapomnieć o czasach, kiedy na tym rynku nic się nie działo, i zacząć myśleć w kategoriach kryzysowych — mówi Grzegorz Taraszkiewicz--Sirocki, partner w Grant Thornton. Fot. WM

Pożar

Polscy przedsiębiorcy przez długi czas nie mieli tego problemu. Od ostatniego kryzysu finansowego w 2008 r. na rynku walutowym nie było dużych zmian. Kurs euro i dolara w stosunku do złotówki wahał się najwyżej o kilka procent.

— Niska zmienność kursów walut uśpiła czujność części przedsiębiorców i sprawiła, że zaczęli oni postrzegać zabezpieczanie tego ryzyka jako zbędny koszt. Ale to tak jak z ubezpieczeniem domu, z którego korzystamy rzadko — rezygnacja z niego byłaby zgubna w skutkach w przypadku pożaru. Pandemia wywołała pożar na rynkach finansowych i szczególnie obnażyła potrzebę ograniczania ryzyka kursowego — mówi Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers.

Na początku marca złotówka w krótkim czasie mocno się osłabiła. To uderzyło przede wszystkim w importerów. Ci, którzy nie zabezpieczyli się na wypadek zmiany kursów walut, muszą się liczyć z droższymi zakupami i ograniczeniem swojej marży o co najmniej kilka procent.

— Słaby złoty dotknął też eksporterów, którzy są związani kontraktami z firmami z Rosji lub Brazylii, czyli krajów, których waluty przeszły jeszcze większe turbulencje niż nasza — mówi Bartosz Sawicki.

Pozostali eksporterzy na słabszym złotym teoretycznie powinni skorzystać, ponieważ mogą drożej sprzedać walutę, którą otrzymują z eksportu swoich towarów.

— Nie zrobią tego, jeśli zabezpieczyli się przed osłabieniem złotówki prostymi transakcjami terminowymi forward, które zobowiązują ich do sprzedaży waluty po ustalonym wcześniej kursie — zauważa Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki, partner w Grant Thornton.

I dodaje, że dodatkowym problemem stało się podejście niektórych banków do eksporterów, którzy mają takie zabezpieczenia.

— Widzą one, że wartość transakcji zabezpieczającej drastycznie się obniżyła i często wymagają dodatkowych zabezpieczeń — tłumaczy Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

Ponadto ostatnie wydarzenia zwiększyły ogólną niepewność co do stabilności kursów walut, która interesuje wszystkich uczestników handlu zagranicznego.

— Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek można obawiać się gwałtownych zmian na tym rynku. Waluty będą zaskakiwać. Ryzyko zmiany kursów najpewniej zostanie z nami na dłużej i pod uwagę powinni wziąć to zarówno eksporterzy, jak i importerzy — mówi Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

Czas na zabezpieczenia

Dla przedsiębiorców to dobry moment na przemyślenie, co mogą zrobić, żeby zabezpieczyć się na wypadek wahań kursów walut.

— Pierwszym krokiem w zarządzaniu ryzykiem walutowym powinno być gruntowne przeanalizowanie wpływu zmian kursów na przychody, koszty, rentowność i kluczowe wskaźniki finansowe firmy. Następnie należy określić tolerancję na ich zmiany, a dopiero potem dobrać odpowiednie instrumenty finansowe — mówi Bartosz Sawicki.

— W przypadku firm, które mają już politykę zarządzania ryzykiem walutowym, warto zastanowić się, co do tej pory spółka robiła w jej ramach i co może zrobić teraz, żeby zastosowane rozwiązania były jak najbardziej efektywne — wtóruje mu Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

Wiele firm działających na polskim rynku nie stosuje żadnych instrumentów zabezpieczających ryzyko zmiany kursów walut. Jeśli już to robią, zwykle wybierają najprostsze transakcje terminowe forward, które polegają na sprzedaży lub kupnie waluty na termin.

— Wszystkie bardziej zaawansowane techniki zabezpieczenia kursów opierają się na opcjach walutowych, a te od czasu kryzysu w 2008 r. niemal całkowicie przestały być stosowane — mówi Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Wiele firm sparzyło się wtedy na podobnych rozwiązaniach.

— To dlatego, że większość stosowanych wtedy strategii zabezpieczających to były rozwiązania toksyczne — często niesymetryczne albo mające element wyłączający strategię w trakcie trwania zabezpieczenia — mówi Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

Zdaniem Jakuba Łańcuckiego, dyrektora zarządzającego ds. sprzedaży w firmie Ebury, zaletą opcji jest złożoność rozwiązań i scenariuszy, jakie można zastosować.

— Ich wada to konieczność znajomości inżynierii finansowej, co znajduje się często poza klasycznymi kompetencjami statystycznego dyrektora finansowego — mówi Jakub Łańcucki.

Czym jest forward

Generalnie forward polega na umowie między eksporterem lub importerem a instytucją finansową, w której ta ostatnia zobowiązuje się, że sprzeda firmie lub kupi od niej określoną ilość waluty po ustalonym wcześniej kursie w określonym czasie w przyszłości.

— Firma rezerwuje sobie kurs wymiany dla konkretnej transakcji, która dopiero będzie miała miejsce — mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału instytucji płatniczej Akcenta.

Przy tym forward może mieć różne postacie. Wymiana waluty po określonym w umowie kursie może nastąpić w konkretnym, ustalonym dniu albo można ustalić ruchomą datę rozliczenia, które następuje w danym przedziale czasowym, na przykład w okresie trzech tygodni. To drugie rozwiązanie pozwala na stopniowe rozliczanie forwardu, zgodnie z tym, jak do kasy firmy wpływają należności od partnerów. Jest jeszcze forward amortyzacyjny z elastyczną możliwością rozliczenia w dowolnym czasie przewidzianym w umowie.

— Forwardy są zawierane na podstawie konkretnych kontraktów firm i zapewniają przewidywalność uzyskanej na nich marży. Nie służą natomiast spekulacjom czy zarabianiu na zmianach notowań. Zabezpieczony kurs w dniu realizacji forwardu może być zarówno korzystniejszy, jak i gorszy niż kurs na rynku — tłumaczy Radosław Jarema.

Jak działają opcje

Opcje działają podobnie jak transakcje forwardowe, dając możliwość zabezpieczenia danego poziomu kursu waluty na określony moment w przyszłości. Tylko że — w przeciwieństwie do forwardu — jeżeli w tym momencie rzeczywisty kurs waluty będzie korzystniejszy niż zabezpieczony, nie ma obowiązku korzystania z opcji i przedsiębiorca może wymienić walutę po kursie rynkowym. Kolejna różnica: w przypadku opcji przedsiębiorca sam ustala, po jakim kursie będzie chciał sprzedać walutę w określonym dniu, ale musi zapłacić za to tzw. premię opcyjną. Działa to więc jak ubezpieczenie — z góry płacimy składkę, a jeśli zdarzy się szkoda, dostaniemy odszkodowanie. Jest jednak sposób, żeby za opcję nie zapłacić. Odbywa się to za pomocą tzw. zerokosztowych strategii, które polegają na zakupie i sprzedaży opcji o podobnych nominałach. Dzięki temu premia za opłaconą opcję jest pokrywana z zapłaty z tej wystawionej.

— W ten sposób firma jest w stanie wyznaczyć choćby kurs zabezpieczający, który będzie trochę gorszy od poziomu kursu forward. W zamian może ewentualnie skorzystać z dużo lepszego kursu rynkowego w dniu realizacji kontraktu. Istnieje wiele tego typu strategii, które z jednej strony zwiększają efektywność zabezpieczenia w stosunku do transakcji forward, z drugiej pozbawione są toksycznych cech, które doprowadziły do kryzysu opcyjnego — mówi Grzegorz Taraszkiewicz-Sirocki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane