Czytasz dzięki

Jakie będą konsekwencje orzeczenia TSUE

opublikowano: 02-10-2019, 13:47

Kredyt mieszkaniowy kilka czy nawet kilkanaście razy tańszy niż obecnie – to prawdopodobna konsekwencja wyczekiwanego wyroku europejskiego trybunału - uważa Bartosz Turek, analityk HRE Investments.

Jak zaznacza, nie stanie się to oczywiście automatycznie, bo każdy z frankowiczów będzie musiał ze swoją sprawą iść, by mieć szansę na pozytywny werdykt.

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE)
Zobacz więcej

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) fot. Aleksiej Witwicki/FORUM

- Spodziewamy się, że TSUE zaleci „wyjęcie” z umów kredytowych zapisów mówiących o przeliczeniu kwoty kredytu w złotych na franki. To samo ma tyczyć się uwzględniania kursu franka przy określaniu wysokości rat kredytowych. Reszta umowy ma pozostać bez zmian. W efekcie usuwając wspomniane zapisy otrzymalibyśmy umowę kredytu złotowego, ale z bardzo niskim oprocentowaniem, bo charakterystycznym dla helweckiej waluty. Pod koniec września 2019 r. frankowy LIBOR 3M wynosił -0,76 pro.c, a złotowy WIBOR 3M 1,72 proc.. Z samego tego powodu oprocentowanie kredytu w polskim banku powinno być o około 2,5 pkt. proc. wyższe niż w szwajcarskim - dodaje Bartosz Turek.

Jak obliczył specjalista,  w połowie 2008 r. modelowy kredytobiorca zaciągnął dług o wartości 300 tys. złotych na 30 lat z marżą 1 proc.

Gdyby pieniądze te pożyczyć w ramach kredytu we franku szwajcarskim z marżą na poziomie 1,2 proc., to do dziś kredytobiorca oddałby do banku około 245 tys. złotych, a do spłaty pozostałoby wciąż jeszcze około 415 tysięcy, czyli więcej niż pierwotnie pożyczone 300 tysięcy.

Gdyby dziś podjąć decyzję o spłacie całego zadłużenia, to łączny koszt tego kredytu wyniósłby aż 360 tysięcy złotych – biorąc pod uwagę tylko odsetki i zmianę kursu walutowego, a pomijając wszelkie dodatkowe koszty i ubezpieczenia.

Pod tym względem w znacznie lepszej sytuacji byłby ktoś kto zadłużył się ponad 11 lat temu w rodzimej walucie. W międzyczasie musiałby oddać do banku 202 tysiące (w tym odsetki w kwocie ponad 127 tys.), a do spłaty zostałoby około 225 tys. złotych.

A co gdyby kredyt zaciągnięty został w złotych, a oprocentowanie było frankowe, czyli bardzo niskie?

- W takim przypadku przez ponad 11 lat kredytobiorca wydałby na raty łącznie niecałe 134 tysiące, ale do spłacenia pozostałoby mu 198 tys. złotych. W efekcie faktyczne odsetki i koszty pochłonęłyby w tym wypadku mniej niż 32 tysiące. Kredyt ten byłby więc cztery razy tańszy niż „złotowy” i ponad 11 razy tańszy niż frankowy - szacuje Bartosz Turek.

Dla pojedynczego kredytobiorcy, w przypadku którego sąd faktycznie uznałby za zasadne usunięcie z umowy klauzuli waloryzacyjnej i pozostawienie reszty umowy w mocy, konieczne byłoby przeliczenie wszystkich rat na nowo i rozliczenie się banku z kredytobiorcą. Powstała nadpłata powinna zostać kredytobiorcy zwrócona. Przy niskim oprocentowaniu długu jest to najlepsze dla kredytobiorcy rozwiązanie.

- W przytoczonym powyżej przykładzie dłużnik mógłby liczyć na zwrot ponad 100 tysięcy złotych. Gdyby tego było mało, to w omawianym scenariuszu rata kredytu zmalałaby z obecnych około 2 tysięcy złotych miesięcznie do poniżej tysiąca. Oczywiście jest to tylko bardzo zgrubny szacunek, który nie uwzględnia żadnych dodatkowych elementów wzajemnych roszczeń jak na przykład odsetek od nienależnych świadczeń czy zwrotu nienależnych opłat dodatkowych. Z punktu widzenia kredytobiorcy mniej korzystne byłoby uznanie wpłacanych dotychczas rat kredytowych jako nadpłaty kredytu. Przy szokująco niskim oprocentowaniu „frankowym” nadpłacanie kredytu ma bowiem mniejszy sens ekonomiczny niż zakładanie lokat bankowych. Po prostu co do zasady więcej można zarobić nawet na rachitycznie oprocentowanych depozytach niż kosztowałby kredyt z oprocentowaniem frankowym - uważa Bartosz Turek.

Frankowicze kontra banki
Informacje dla zadłużonych we franku szwajcarskim. Rozstrzygnięcia z sal sądowych, opinie prawników, bankierów i zainteresowanych problemem
ZAPISZ MNIE
×
Frankowicze kontra banki
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany co dwa tygodnie
Kamil Zatoński
Informacje dla zadłużonych we franku szwajcarskim. Rozstrzygnięcia z sal sądowych, opinie prawników, bankierów i zainteresowanych problemem
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Jak zaznacza, jest to jedno z możliwych rozstrzygnięć. 

- W uproszczeniu jeden wariant byłby taki, że jeśli bank pożyczył 300 tysięcy, a klient wpłacił do banku 360 tysięcy, to reszta, czyli 60 tysięcy byłaby do zwrotu. Drugi wariant jest taki, że skoro to klient wniósł powództwo, a umowa jest nieważna, to bank musi klientowi oddać wszystko co wpłacił, a swoich należności bank musi dochodzić w innym postępowaniu. Byłoby to chyba najgorsze rozwiązanie dla banku, bo mogłoby się okazać, że główne roszczenie banku przedawniło się. Nie wykluczone, że banki w takim przypadku żądałyby odszkodowania od kredytobiorcy z tytułu korzystania przez niego z udostępnionego kapitału, ale to już kolejna fala sporów, których - miejmy nadzieję – da się uniknąć - dodaje analityk.

Bardzo ważną konsekwencją orzeczenia TSUE jest obowiązek banków do zarezerwowania już dziś pieniędzy na odszkodowania dla posiadaczy kredytów frankowych. Takie zawiązywanie rezerw jest przez banki traktowane jako koszty i już dziś ma wpływ na wyniki finansowe. To właśnie dlatego w ostatnim czasie część banków, których akcje notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych, tracą na wartości.

Wysokie koszty zawiązywania rezerw oznaczać mogą straty netto, a więc też brak dywidend i mniej pieniędzy na poszerzanie skali działalności. Nie wykluczona jest też konieczność emisji nowych akcji dla uzupełnienia kapitałów banku. Ten ostatni scenariusz dla obecnych akcjonariuszy też byłby negatywy, bo oznaczałby rozwodnienie udziałów - pojedyncza akcja oznaczałaby po prostu mniejszy udział w firmie niż dotychczas. Choć w wyniku orzeczenia TSUE mogą się pojawić chwilowe zawirowania w sektorze bankowym, to trzeba mieć świadomość, że jest on na tyle silny, że powinien sobie poradzić z takim szokiem nawet własnymi siłami.

W skrajnych przypadkach banki mogą też zawsze liczyć na wsparcie Ministerstwa Finansów, BGK czy NBP.

Wspomniana konieczność zawiązywania rezerw spowoduje, że banki będą miały mniej kapitału, który mogłyby przeznaczać na udzielanie nowych kredytów. Całe szczęście dla osób, które myślą o zaciągnięciu kredytu hipotecznego instytucje, które mają w portfelu najwięcej długów walutowych albo nie udzielają już dziś kredytów mieszkaniowych albo przynajmniej nie są głównymi graczami na tym rynku. Jest więc szansa, że banki nieobciążone frankową przeszłością będą w stanie utrzymać akcję kredytową na poziomie, który nie utrudni wyraźnie dostępu do kredytów mieszkaniowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane