Jeśli firma marzy o przejęciu Sygnity, musi mocniej sypnąć groszem

opublikowano: 23-02-2012, 00:00

Kiedy dwa tygodnie temu Adam Góral zapowiadał konsolidację grupy, nikt nie przypuszczał, że kierowana przez niego firma sięgnie też po giełdowego rywala — Sygnity.

Asseco wyłożyło na stół blisko 250 mln zł (21 zł za akcję), ale wszystko wskazuje na to, że niewielu się na tę ofertę skusi. Wczoraj kurs Sygnity podskoczył o ponad 10 proc., do blisko 23 zł, co pokazuje, że posiadacze akcji liczą na więcej. Asseco studzi zapędy. — Nie będziemy dążyli do tej transakcji za wszelką cenę, nie podwyższymy ceny. Jeśli akcjonariusze Sygnity nie zdecydują się sprzedać akcji, to do przejęcia po prostu nie dojdzie — powiedział Adam Góral.

Fundusze mówią „nie”…

Sukces wezwania zależy od tego, czy odpowiedzą na nie inwestorzy instytucjonalni. W rękach tych, którzy ujawnili stan posiadania, jest niespełna 25 proc. akcji, z czego połowa przypada na Legg Mason. Sporo instytucji jest poniżej progu 5 proc.

Według stanu na 31 grudnia, w rękach OFE było 15,6 proc. TFI nie opublikowały jeszcze składu portfeli na koniec 2011 r., ale po pierwszym półroczu miały w sumie ponad 30 proc. Blisko połowa akcji Sygnity znajduje się więc pod kontrolą funduszy. Te największe nie zamierzają odpowiadać na wezwanie.

— Nie jestem zaskoczony, że ktoś zdecydował się ogłosić wezwanie na Sygnity. To najlepszy moment na przejęcie takiej spółki: po poważnych problemach sporo rzeczy zostało w niej wyczyszczone, działania dają pożądany skutek, ale nie widać jeszcze pełni efektów. Na nie trzeba poczekać. Sygnity nie wymaga już naprawy, jest normalnie rozwijającym się biznesem z dobrymi perspektywami. Będę bardzo zdziwiony, jeśli wezwanie zakończy się sukcesem. W Polsce przyjęło się, że cena 20 proc. powyżej kursu zawiera rozsądną premię. To dużo za mało, szczególnie w przypadku spółki, która wychodzi z dołka. Zobaczmy, jaką premię płacił ostatnio KGHM, a przy wrogich przejęciach premia często wynosi nawet 70 proc. — mówi Tomasz Jędrzejczak, prezes Legg Mason TFI.

— Nie spodziewałem się wezwania. Przy takim nastroju na rynku i po tej cenie się nie uda — mówi Marek Mikuć, wiceprezes TFI Allianz, które kontroluje ponad 5 proc. spółki. Podobnego zdania są analitycy, choć większość wycenia Sygnity niżej niż Asseco.

— Moja wycena Sygnity to 18 zł. Uważam, że przed ogłoszeniem wezwania spółka była wyceniana fair, a kurs uwzględniał już pozytywne efekty naprawy biznesu. Mimo że cena oferowana przez Asseco jest rozsądna, to o sukces wezwania będzie trudno. Dopiero cena na poziomie 23-24 zł mogłaby usatysfakcjonować większość akcjonariuszy — uważa Piotr Janik, analityk KBC Securities.

…insajderzy też

Cena na pewno nie zadowala członków władz firmy.

— Nie wyobrażam sobie, bym mógł sprzedać akcje. Sygnity ma już trudności za sobą. Oferta Asseco pokazuje, że stała się najbardziej gorącym towarem na rynku, który ma olbrzymi potencjał wzrostowy — mówi Tomasz Sielicki, wiceszef rady nadzorczej Sygnity i założyciel Computerlandu, na bazie którego spółka powstała (ma 2,5 proc. udziałów w firmie).

Ryszard Wojnowski, członek rady nadzorczej (ma 3 proc. akcji), określa cenę jako „bardzo mało atrakcyjną”.

— Sygnity może być warte dużo więcej. Jeśli osiągnie 10 proc. rentowności, co nie jest niezwykłym poziomem w branży IT, i przychody w wysokości 800 mln zł rocznie, to wartość jednej akcji można wyliczyć na 100 zł — szacuje Ryszard Wojnowski.

Tyle za akcje Sygnity po raz ostatni płacono pięć lat temu, kiedy spółka rodziła się z „małżeństwa” Computerlandu i Emaksu. Niestety, szybko okazało się, że z dwóch rentownych firm powstał kolos na glinianych nogach, który przez kolejne lata borykał się z rozbuchanymi kosztami, wysokim długiem, spadkiem przychodów i ogromnymi stratami.

Dopiero w minionym roku miał skromny zysk. Prognozy na ten rok zakładają 650-700 mln zł przychodów i 6-7 proc. rentowności operacyjnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane