
The White Bear to biznes, który nie ma nic wspólnego z niedźwiedziami, ani białymi, ani jakimikolwiek innymi. Pod tą intrygującą nazwą kryje się interes gastronomiczny – palarnia kawy, sieć kawiarni i budowana właśnie sieć lodziarni. Pomysł na kawową spółkę narodził się ponad pięć lat temu – wtedy dwaj przyjaciele Łukasz Kaliciński i Marcin Zalewski założyli eventową firmę Mobilny Barista, która w całej Polsce organizowała wydarzenia związane z kawą i przeprowadzała szkolenia. Wcześniej obaj pracowali w gastronomii, choć – co ciekawe – Łukasz Kaliciński jest informatykiem, więc byli dobrze przygotowani do tej działalności. Pod pewnymi względami pomysł był jednak zaskakujący.
– Do osiemnastego roku życia nie piłem kawy. Nie lubiłem jej smaku, zapachu. Kiedy skończyłem szkołę średnią, zostałem kelnerem i zacząłem jeździć na szkolenia dla baristów. Chcąc nie chcąc, musiałem próbować kaw. Bardzo mi zasmakowały. Zrozumiałem, że nie lubiłem jej za młodu, bo moi rodzice pili kupowaną w markecie kawę niskiej jakości, która z prawdziwą kawą miała niewiele wspólnego – przyznaje Marcin Zalewski.
Kawa z niedźwiedziem

Nagła sympatia do tego aromatycznego napoju przerodziła się w poważny biznesplan. Eventy i szkolenia zaowocowały nowymi znajomościami i pokazały, że na rynku istnieje pewna luka.
– Po jakimś czasie ludzie zaczęli pytać, czy mogą od nas kupować kawę do firm czy biur, w których pracują. Tak zostaliśmy dystrybutorami kawy. Sprzedawaliśmy ją pod marką Mobilny Barista. Dwa lata temu postanowiliśmy poszerzyć działalność i otworzyć palarnię kawy The White Bear – wspomina Łukasz Kaliciński.
Skąd ta niezbyt kojarząca się z kawą nazwa?
– Jesteśmy z Białegostoku, tu prowadzimy nasz interes. Niektórzy uważają, że to głęboki wschód, nic tu nie ma, a wkoło hasają tylko białe niedźwiedzie. Postanowiliśmy wykorzystać siłę tej anegdoty – śmieje się Marcin Zalewski.
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kiedy na podlaskim rynku ogłosili, że otwierają pierwszą w mieście palarnię kawy, zgłosili się do nich właściciele Koku Sushi, największej w Polsce sieci tego japońskiego specjału, zaproponowali wejście w spółkę i otwarcie sieci kawiarni. Obie firmy połączyły siły, by stworzyć koncept The White Bear Coffee. Od rozmów bardzo szybko doszło do konkretów – po dwóch tygodniach od spotkania nowa spółka wynajęła w Białymstoku lokal i rozpoczęła w nim remont.
Zaskakująca fuzja

Koku Sushi to firma rodzinna, którą tworzy małżeństwo Urszula i Mariusz Olechno oraz Piotr Olechno, brat Mariusza. Jako że właściciele Koku Sushi, mając w Polsce ponad 40 lokali franczyzowych, są bardzo doświadczeni w prowadzeniu biznesu, to oni trzymali pieczę nad franczyzą. Obowiązki są zresztą dokładnie podzielone. Za wystrój kawiarni, marketing i wizerunek firmy odpowiada Urszula Olechno, jej mąż nadzoruje całość działań we franczyzie, natomiast Piotr Olechno zajmuje się sprzedażą, aplikacjami, internetem.
– Staramy się nie wchodzić sobie w drogę – kwituje Marcin Zalewski.
Biznes prężnie się rozwija. Na razie działają dwie kawiarnie w Białymstoku, trwają przygotowania do otwarcia kolejnej w Giżycku, a niebawem ma wystartować czwarta – w Ostrowie Wielkopolskim. Marcin Zalewski dodaje, że to nie koniec. W najbliższym czasie w jego rodzinnym mieście uruchomione zostaną też cztery punkty, w których będzie można kupić lody – dwa stacjonarne, będące też kawiarniami, i dwa wózkowe.
O dizajn lokali dba Urszula Olechno we współpracy z architektem. The White Bear wypracowało sobie charakterystyczną kolorystykę kawiarni – ich rozpoznawalnymi kolorami są pastelowa mięta, pudrowy róż i jaskrawy żółty.
Espresso z borówką

Plany na przyszłość też zapowiadają się imponująco.
– Przez kilka lat planujemy otworzyć do 50 kawiarni franczyzowych i zostać wiodącą marką kawową w Polsce – zapowiada Marcin Zalewski.
Ich model biznesowy skierowany jest głównie do przedsiębiorców chcących prowadzić lokal w mniejszych miastach, do 150 tys. mieszkańców – właściciel Białego Niedźwiedzia twierdzi, że w tym segmencie istnieje nisza, a zamiłowanie do dobrej kawy jest tam takie samo jak w Warszawie czy Krakowie. Nie boi się konkurencji, bo jest przekonany, że ich oferta jest wyjątkowa.
– Staramy się przede wszystkim zadbać o klienta, zapewnić najwyższą jakość obsługi. Nasza kawa jest też inna niż u konkurencji. W ofercie mamy nie tylko tę tradycyjną, jaką zna każdy, ale też ciekawe kompozycje. Jesienią i zimą popularny jest grzaniec kawowy, a w ciepłych miesiącach lemoniada kawowa. Ciągle wprowadzamy nowe receptury – nasi główni bariści muszą wymyślić cztery w miesiącu, a i my podrzucamy pomysły – mówi Marcin Zalewski.
Hity sprzedażowe? Trudno je wskazać, bo zmieniają się w zależności choćby od sezonu.
– Pyszna jest kawa z Hondurasu, bardzo polubili ją klienci, ale i espresso z Tanzanii, w którego smaku można wyczuć aromat borówki, moreli czy czekolady. W kawiarni hitem jest mojito kawowe, a także lemoniada na bazie toniku i kawy przelewowej z syropem różanym – mówi biznesmen.
Najważniejsze jest ziarno

Łukasz Kaliciński dodaje, że wyróżnia ich przede wszystkim własna palarnia.
– Ściągamy zielone ziarno wysokiej jakości, palimy je, profilujemy, dopracowujemy w szczegółach – mówi współwłaściciel The White Bear. Dodaje, że nie wypalają go na ciemno – trzymają się średniego i jasnego palenia – zapewnia to wydobycie z ziaren najwyższej jakości segmentu Speciality Coffee – najbardziej zbalansowanego smaku i jak największej ilości słodyczy w kawie.
– Kawa jest zaskakująca. To owoc, który ma około tysiąca aromatów i smaków, dwa razy więcej niż wino. Organizując warsztaty, staramy się to uświadomić odbiorcom, że do tego codziennego napoju można podejść inaczej. Promujemy kulturę picia kawy – tłumaczy Marcin Zalewski.
Współpracując z importerami z Polski i z zagranicy, sprowadzają ziarno z Brazylii, Hondurasu, Kostaryki, Gwatemali, Etiopii, Kenii, Indii. Właściciele firmy tłumaczą, że pozwala im na to duża sprzedaż kawy. Ważne są dla nich zasady fair trade, więc dbają też o polepszenie warunków pracy plantatorów. – Kawa z plantacji jest często kupowana za małe pieniądze, sprzedawana dużo drożej. Nam zależy na czym innym. Chcemy wpływać na jakość produkcji na miejscu i jeśli zapewni to trochę wyższa cena produktu, to wolimy ją zapłacić. Po prostu rozumiemy, że aby mieć dobre ziarno, trzeba zapewnić byt farmerowi – podkreśla biznesmen.
Ekokierunek

Właściciele marki ekopodejście próbują też wdrażać na innych polach. Opowiadają, że od początku postawili na ekologiczny dizajn. Opakowania kaw są robione z materiałów pochodzących z makulatury, recyklingu. W kawiarni starają się używać sztućców, które nie są z plastiku – drewnianych łyżeczek, papierowych rurek i mieszadełek. Nie sprzedają wody w plastikowych butelkach, tylko z dystrybutora. W kawiarniach jest też kącik z ekokrzesłami z makulatury z recyklingu.
– Staramy się produkować jak najmniej odpadów. Firma Fusy odbiera od nas fusy z kawy i robi z nich peelingi, kremy itp. Również odpad z palarni kawy, tak zwany coffee chaff, pakujemy w worki i dajemy rolnikom, żeby mogli nim użyźnić glebę – mówi Marcin Zalewski.
Nazwa The White Bear jest internacjonalna, bo firma planuje też podbić zagraniczne rynki. Właściciele opowiadają, że niebawem zaczną sprzedawać kawę w Niemczech i na Białorusi. Nawet pandemia nie pohamowała ich entuzjazmu.
– Prężnie działaliśmy przed lockdownem, firmę założyliśmy za pieniądze z własnej kieszeni, więc nie ugrzęźliśmy w kredytach. Biznes od dawna na siebie zarabia, a z pandemii wyszliśmy obronną ręką. Co ciekawe, właśnie w tym czasie czterokrotnie zwiększyliśmy ilość kawy sprzedawanej w palarni, nikogo też nie zwolniliśmy z kawiarni. Dlatego jesteśmy pełni optymizmu. Ten interes ma przyszłość. W końcu kawa nigdy się nie znudzi – konkluduje Łukasz Kaliciński.
