Komputronik schodzi z parkietu

Materiał partnera: Komputronik
opublikowano: 02-07-2017, 22:00

Nasze sprawozdania są czytane przede wszystkim przez konkurencję — mówi Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik oraz współwłaściciel Marinera Invest

Ósmego czerwca rozpoczęły się zapisy na sprzedaż akcji Komputronik. Zarząd spółki Marinera Invest opublikował wezwanie 13 kwietnia. Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik oraz współwłaściciel Marinera Invest, komunikuje, że celem jest zdjęcie spółki z giełdy i koncentracja własności w rękach rodziny, która obecnie posiada 54 proc. akcji. Jednocześnie Marinera Invest poinformowała o podwyższeniu ceny w wezwaniu do 7,18 zł za akcję. Podwyższenie ceny wynika wyłącznie z decyzji administracyjnej.

Zaproponowana cena wykupu akcji jest fair, szczególnie gdy spojrzy się na notowania kursu spółki w ostatnich kwartałach, a nawet latach, mówi Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik.
Zobacz więcej

UCZCIWA PROPOZYCJA:

Zaproponowana cena wykupu akcji jest fair, szczególnie gdy spojrzy się na notowania kursu spółki w ostatnich kwartałach, a nawet latach, mówi Wojciech Buczkowski, prezes spółki Komputronik. [FOT. ARC]

Dlaczego spółce Komputronik nie po drodze z giełdą, można przecież skupować akcje, pozostając na parkiecie? Wojciech Buczkowski: Pozostawanie na giełdzie oznacza coraz liczniejsze obowiązki. Raportowanie według nowych przepisów, dla których nie utrwaliła się praktyka rynkowa, spotkania, konferencje... A jakie są korzyści? Obecnie ich nie znajduję.

Oczywiście pamiętamy o tym, że pozyskaliśmy środki w ramach debiutu giełdowego. Było to jednak dziesięć lat temu — wszystkie spółki wyceniane były nieporównywalnie wyżej, według znacznie wyższych mnożników niż obecnie. Dzisiaj, jeśli nie planujemy rozwodnienia akcji, czyli nowych ich emisji — a nie planujemy, bo oceniamy, że obecnie wykorzystanie tego jest dla Komputronik najmniej optymalnym dla pozyskiwania środków finansowych narzędziem — oferujemy akcjonariuszom odkupienie akcji za podwyższoną cenę. Oferowana w wezwaniu cena 7,18 zł za jedną akcję zawiera premię w wysokości aż 21 proc. wobec średniej notowań z ostatniego miesiąca poprzedzającego wezwanie (16 proc. powyżej minimalnej ceny wynikającej z przepisów ustawy). To akcjonariusze swoimi działaniami zdecydują, czy „rozwód” z giełdą zostanie przeprowadzony.

Jeśli jednak nie dojdzie do delistingu, to jak zażartowałem w jednym z wywiadów, nadal będziemy żyli jak małżeństwo, które chciałoby się rozwieść, ale nie może, bo ma wspólne mieszkanie na kredyt, a żadnego z małżonków nie stać na wykupienie drugiego. Wezwanie odbywa się w jednym, konkretnym celu — skupienia akcji w rękach mojej rodziny. Wyraźnie podkreślam, że nie ma inwestora zainteresowanego przejęciem spółki czy inwestycją w jej akcje. Chciałbym budować jej wartość dla założycieli i pracowników — grona bezpośrednio zaangażowanych osób. Chcemy także odzyskać poufność prowadzenia naszej działalności wobec naszych konkurentów, którzy czytają o nas w sprawozdaniach i raportach jak w otwartej księdze.

Tymczasem żaden z istotnych konkurentów na rynku detalicznym nie składa terminowo nawet obowiązkowych sprawozdań finansowych do sądu. Z nieoficjalnych informacji wynika, że godzą się na coroczną grzywnę, bo wydatek rzędu 4 tys. zł to śmieszna cena za poufność. Sądy zmuszają te podmioty do publikacji sprawozdań, ale zwykle po wielu latach; np. jeden z konkurentów, zobowiązany przez sąd, opublikował dane za 2012 r. dopiero w roku 2016. Konkurencja wie niemal wszystko o nas, my o niej niewiele. Brak symetrii w dostępie do informacji to poważna nierównowaga w tak konkurencyjnej branży handlowo-usługowej. Dalej... W lipcu 2016 r. weszła w życie dyrektywa MAR, kształtująca nowe przepisy dotyczące przekazywania informacji cenotwórczych przez spółki. Jak do tej pory nie ma utrwalonych i jasnych interpretacji tych przepisów.

Jeżeli dzisiaj zajdzie zdarzenie, w związku z którym w przyszłości okaże się, że miało ono istotny wpływ na kurs spółki, było potencjalnie informacją cenotwórczą, to mogą z tego wyniknąć konsekwencje w postaci wielomilionowej kary, a nawet, w skrajnych przypadkach, więzienia dla członków zarządu. Jednak dzisiaj nie wiem, czy dane zdarzenie powinienem raportować czy nie. Nie mam pewności, czy w przyszłości zdarzenie będzie istotne, a muszę to wiedzieć na pewno w ciągu dosłownie godzin od jego wystąpienia. Po nowelizacji z przepisów zniknęły jasne wytyczne. Jeśli informacja jest cenotwórcza (nawet jeśli mielibyśmy się o tym przekonać za wiele miesięcy), to trzeba o niej poinformować w ciągu 24 godzin. Co jeśli jednak nie będzie? Jeśli poinformujemy o czymś, co nam się wyda cenotwórcze, i tą informacją wpłyniemy na kurs, a później się okaże, że nasze przewidywania się nie sprawdziły, to być może będziemy odpowiadać za manipulacje kursem. Zatem nie ma rozwiązania całkiem bezpiecznego.

Jest to duże pole do interpretacji przez urzędników, w szczególności przez departament prawny KNF. W takich warunkach prawnych, mając świadomość niefortunnego uwikłania się w konflikt z Clean & Carbon Energy, która to spółka w oczywisty sposób nie wykonała swoich obowiązków wynikających z umowy, nie możemy wykluczyć nawet prowokacji czy próby zaszkodzenia firmie. To oczywiście powód niepierwszorzędny, ale także ma znaczenie. Podsumowując — brak korzyści z jednej strony, zaś z drugiej koszty funkcjonowania na giełdzie, obostrzenia dotyczące polityki informacyjnej, trend boczny notowań tego typu spółek i złe perspektywy sytuacji giełdowej w obliczu likwidacji OFE oraz odpływu środków z TFI — zniechęca do funkcjonowania na giełdzie.

Jest też jedna dodatkowa kwestia. Cały czas prowadzimy rozmowy z CCE na temat możliwej ugody, jakiejś formy zakończenia konfliktu i osiągnięcia konsensusu. Warunki tej ugody, choć nie są dzisiaj znane, mogą być w przyszłości uznane przez niektórych mniejszościowych akcjonariuszy za niekorzystne dla spółki. Zatem doradcy prawni przestrzegają, że taka interpretacja może wiązać się z kolejnymi sporami prawnymi i zarzucaniem nam działania na szkodę spółki. Jeśli więc nie dojdzie do delistingu i nie nastąpi zdjęcie spółki z giełdy, to być może — co oczywiście zależy od ewentualnie wynegocjowanych warunków — będą rekomendować niezawieranie ugody, bo skutki jej zawarcia mogą być bardzo ryzykowne. Osobiście przyznam, że chciałbym się uwolnić od tego sporu, który trwa od 2011 r., jest bardzo skomplikowany, kosztowny i angażuje mój czas i wiele kluczowych osób z mojego otoczenia biznesowego. Z całą pewnością pechowo trafiliśmy z kupcami na spółkę giełdową Karen. Aura tego sporu i wszystko, co wokół niego się dzieje, mogą wpływać niekorzystnie na mój osobisty wizerunek, a także reprezentowaną przeze mnie spółkę.

Odnośnie do ceny: w piątek została ona podniesiona. Jakie jest tego uzasadnienie?

Rzeczywiście cena w wezwaniu została podniesiona do 7,18 zł. Wzywający podniósł cenę w wyniku wydania nieprawomocnejdecyzji administracyjnej, która nie zostanie rozstrzygnięta przed zakończeniem zapisów. To okazja dla wszystkich akcjonariuszy, którzy zyskają więcej — niezależnie od tego w jakim momencie złożyli zapiasy na sprzedaż akcji. Premia ponad 20 proc. to znakomita oferta, która z pewnością zostanie wykorzystana.

Jeśli delisting się nie powiedzie? Wariant B...

Wariant B to powrót do sytuacji sprzed wezwania. Po prostu nic się nie zmieni. W mojej ocenie, prawdopodobnie kurs spadnie do takiego poziomu, jaki widzieliśmy wcześniej, a sprawa zawarcia w przyszłości ugody się jeszcze bardziej skomplikuje. To wszystko nie wzbudzi zadowolenia akcjonariuszy, a pretensje dalej będą kierowane do nas. Nam pozostaną wszystkie obciążenia związane z funkcjonowaniem na giełdzie i niedostrzegalne korzyści. Nie planuję jakichś specjalnych ruchów, dodatkowych działań w związku z potencjalnym fiaskiem. Dzisiaj koncentrujemy się na wezwaniu. Nieoficjalnie wiemy, że jest wiele zapisów, a rynek (ceny akcji) zachowuje się w sposób świadczący o tym, że to wezwanie się powiedzie. I szczerze w to wierzę.

Czemu komentatorzy oceniają podmioty z branży IT na giełdzie jako spółki „szczególnej ostrożności”?

Zacznijmy od tego, że na giełdzie nie ma naszych bezpośrednich konkurentów. Notowane są firmy z branży, które zajmują się dystrybucją — to trochę inny rodzaj działalności. Poza jedną spółką, większość z nich raportuje wyniki nieodznaczające się dobrym poziomem rentowności. Obiektywnie rzecz biorąc, rentowność netto na poziomie 0,15 proc. nie jest satysfakcjonująca, a któryś z podmiotów właśnie taką wartość raportuje. Nie widziałem jeszcze tak niskiej rentownościspółek z branży IT, która generalnie nie jest w dobrej kondycji. Dodatkowo jeden z ważnych dystrybutorów korzysta z ochrony w postaci sanacji — a to wprost naraziło bardzo wielu producentów oraz wszystkich ubezpieczycieli na poważne straty finansowe. Dlatego są ostrożni. Dodatkowo, w ubiegłym roku zawiódł nieco sektor publiczny — zorganizowano przetargi o łącznej wartości około 60 proc. niższej niż jeszcze rok wcześniej. To spycha wielu integratorów, dla których rynek publiczny stanowi istotny segment sprzedaży, w trudny okres — z łatwością można to odczytać z raportowanych przez nich wyników finansowych, publikowanych na giełdzie. W segmencie sprzedaży sprzętu spadła sprzedaż laptopów — od stycznia do kwietnia o około 14 proc. według GfK Polonia. Ten spadek jest rekompensowany w pewnym sensie przez np. wzrost rynku smartfonów, ale sprzedaż smartfonów to nie tylko branża IT, konkurentów jest znacznie więcej. Dlatego nie rekompensuje to straty przychodów w naszej branży. To wszystko łącznie zniechęca ubezpieczycieli w zwiększanie ekspozycji na ryzyko związane z utratą należności handlowych. Nasze przychody delikatnie spadły rok do roku, natomiast wzrosła rentowność. To wynik inwestowania w inne kategorie produktowe. Generują one niższą wartość sprzedaży, ale jest na nich wyższa marża. Dlatego sądzę, że gdybyśmy nie inwestowali w przeszłości w inne kategorie i pozostali jedynie przy komputerach, to mogłoby się to wiązać ze znacznie słabszymi wynikami finansowymi.

Dlaczego branża IT nie jest w dobrej kondycji?

W tej branży od jakiegoś czasu obserwujemy małą innowacyjność, nie pojawiają się nowe produkty, które zachęcają do wymiany sprzętu. Nie jest to oczywiście martwy rynek, są też na nim nowe rozwiązania, m.in. sprzęt pracujący znacznie dłużej na baterii i pozwalający na szybkie ładowanie, nowe karty graficzne itp. Natomiast pierwszy raz w historii — a mam w głowie ostatnie dwadzieścia lat IT — spada sprzedaż komputerów. I chociaż zainteresowanie przenosi się na urządzenia mobilne, to sprzedaż tabletów też spada, dynamika spadku jest znacznie wyższa niż laptopów. Tablety są wypierane przez duże smartfony i urządzenia 2 w 1. Sprzedaż komputerów typu desktop trochę rośnie i jest to oczywiście pozytywne, ale ten wzrost również nie rekompensuje spadku sprzedaży laptopów, bo laptopy to rynek 8-9 razy większy od rynku desktopów.

Wracając do giełdy...

Z tego, co wiem, domy maklerskie pracują nad bardzo wieloma delistingami, pewnie większość z nich odbędzie się w tym roku. My jesteśmy chyba 16. spółką, która ogłosiła wezwanie, a szacuje się, że wyjść z giełdy zachce nawet 40 spółek. Trend uciekania z giełdy jest dobrze widoczny — to kolejny rok, kiedy więcej spółek zniknie z giełdy, niż się na niej pojawi. Nacjonalizacja OFE czy przejęcie państwowej kontroli nad wieloma spółkami giełdowymi przez państwo nie wydaje się najbardziej optymalną drogą rozwoju dla tych spółek. To, co było paliwem giełdy, zostało wyeksploatowane, np. fundusze zgromadzone w TFI, środki napływające z zagranicy. Przed warszawską giełdą nie widzę najlepszej perspektywy. Oczywiście, zawsze znajdą się spółki innowacyjne, które zmonetyzują genialne odkrycia, wyprodukują hit rozrywkowy na skalę międzynarodową, jak np. CD Projekt. To jednak pojedyncze przypadki, na które chętnie zwracają uwagę media. Po drugiej stronie skali są dziesiątki spółek giełdowych, o których się w ogóle nie wspomina, które są na giełdzie w trendzie bocznym, gdzie zmienność akcji nie przynosi zwrotu krótkoterminowym inwestorom.

Wokół wyjścia spółki Komputronik narosły plotki, oskarżenia. Może pan to skomentować?

Czytałem już kilka razy na forach internetowych, że np. spółka upada. Ze zdziwieniem i smutkiem znajduję hejt czy lżenie dotyczące mojej osoby. Być może to już zjawisko społeczne, do którego trudno się poważnie odnosić. Na szczęście nasi kluczowi kontrahenci, banki, ubezpieczyciele, dostawcy mają dobrą wiedzę o naszej działalności, w tym o sprawie związanej z naszym sporem z CCE. Jednakże opinia publiczna, czytając takie rzeczy na forach, może uwierzyć, że ta cała fantastyka ma cokolwiek wspólnego z prawdą. Niektóre wpisy na forach internetowych świadczą o tym, że ich autorzy absolutnie nie mają pojęcia o stanie spółki i realiach jej działalności, być może są inspirowani przez naszych przeciwników prawnych czy nieuczciwą konkurencję. Nie zamierzam z tym walczyć — zamierzam konsekwentnie realizować plany biznesowe i dbać o firmę, którą stworzyłem z rodziną 20 lat temu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera: Komputronik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu