Koniec tajnej rady bankowców

opublikowano: 14-01-2019, 22:00

Grupa, która w tajemnicy radziła nad kryzysem w Getinie, przestała istnieć. Przyczynił się do tego minister sprawiedliwości i wygaśnięcie pożaru

Od wybuchu afery taśmowej na początku listopada rozpoczęła się działalność nieformalnej grupy, której członkowie na tajnych spotkaniach zastanawiali się, co zrobić na wypadek realizacji najczarniejszego scenariusza, czyli upadłości Getin Banku i Idea Banku. Przypomnijmy: Leszek Czarnecki, właściciel Getinu, ujawnił wówczas nagranie rozmowy z marca 2018 r. z Markiem Chrzanowskim, w trakcie której ówczesny szef Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) miał przedstawić korupcyjną ofertę. Z ustaleń „PB” wynika, że spotkania, w których brali udział albo osobiście prezesi banków, albo osoby przez nich wyznaczone, już się nie odbywają. Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle grupa zostanie reaktywowana.

Zainteresowanie inwestorów finansowych bankami Leszka Czarneckiego
(Getin Noble i Idea) zdejmuje z głowy nadzoru i całego sektora zmartwienie o
przyszłość obydwu instytucji. Przynajmniej na razie.
Zobacz więcej

PROBLEM ODROCZONY:

Zainteresowanie inwestorów finansowych bankami Leszka Czarneckiego (Getin Noble i Idea) zdejmuje z głowy nadzoru i całego sektora zmartwienie o przyszłość obydwu instytucji. Przynajmniej na razie. Fot. Marek Wiśniewski

Internetowy run na bank

Z inicjatywą podjęcia skoordynowanych działań w ramach sektora bankowego, wyszli menedżerowie największych prywatnych banków. Skontaktowali się z kolegami z jednego z banków państwowych, którzy początkowo sceptycznie podeszli do koncepcji, gdyż podobnych przedsięwzięć w przeszłości nie brakowało, ale większość była jak słomiany ogień. Branża bankowa nieraz dała przykład braku umiejętności prowadzenia skoordynowanych działań — nawet w najbardziej żywotnych dla sektora sprawach. Tym razem determinacja bankowców okazała się większa, niż można było się spodziewać, i zamysł kilku osób szybko przyjął formułę roboczych, nieformalnych spotkań.

Sytuacja naprawdę była kryzysowa i zaplanowanie szybkich działań było potrzebą chwili. Według naszych rozmówców, w tygodniu 13-17 listopada, czyli zaraz po ujawnieniu taśm przez Leszka Czarneckiego, oraz w pierwszych dniach następnego tygodnia Getin przeżył regularny „run na bank”.

— To nie był klasyczny run, kiedy klienci tłoczą się w oddziałach po depozyty. Ruch w oddziałach Getinu był duży, ale pieniądze wypływały głównie przez internet — przez całą dobę, również w weekendy. Z obserwacji Elixiru wynika, że w szczycie kryzysu bank tracił dziennie ponad 1 mld zł — mówi nasz rozmówca z sektora bankowego.

Odpływ częściowo równoważył dopływ świeżych depozytów, gdy Getin podniósł oprocentowanie i część klientów zdecydowała się wpłacić pieniądze na atrakcyjnych warunkach. Płynność wspierała też pożyczka z banku centralnego. Z rozmów przeprowadzonych z przedstawicielami sektora wynika, że NBP w kryzysowych dniach zachował się najbardziej profesjonalnie spośród wszystkich instytucji państwowych. Paradoksalnie jedną z osób najmocniej zaangażowanych w pomoc dla Getinu był Adam Glapiński, prezes banku. Natomiast Bankowy Fundusz Gwarancyjny, zdaniem sektora, nie stanął na wysokości zadania.

— BFG był sparaliżowany po ujawnieniu nagrań — mówi jeden z naszych rozmówców.

To właśnie ze względu na niezdecydowanie instytucji państwowych (BFG, KNF i Ministerstwa Finansów) oraz brak centralnego ośrodka zarządzania kryzysem (takiej roli nie pełnił Komitet Stabilności Finansowej) bankowcyzdecydowali się wziąć sprawy w swoje ręce. Głównym źródłem niepokoju przedstawicieli sektora był duży portfel obligacji detalicznych Getinu, w przeważającej części podporządkowanych. W grę wchodziło 2 mld zł zobowiązań, które nie podlegają ochronie BFG, a w razie upadłości banku znajdują się na końcu kolejki do zaspokojenia przez syndyka. Getin aktywnie sprzedawał papiery od 2015-16 r. Był to zresztą dość popularny instrument finansowy na rynku. Ścieżki do kieszeni inwestorów indywidualnych przetarł Alior, który jako pierwszy uplasował publiczną emisję obligacji. W jego ślady poszedł Getin, którego oferta cieszyła się dużym zainteresowaniem. Nawet po tym, jak w 2016 r. pojawiły się zapowiedzi, że bank zostanie objęty programem naprawczym, popyt na jego obligacje przewyższał podaż.

— 2 mld zł to więcej, niż wynoszą detaliczne zobowiązania Getbacku. Potencjalne skutki finansowe i reputacyjne były więc bardzo duże — wyjaśnia jeden z bankowców.

Protest przeciwko Ziobrze

Jak udało nam się ustalić, reprezentanci 10 największych banków postanowili powołać spółkę, która w razie zaostrzenia kryzysu miałaby zabezpieczyć getinowy portfel obligacji, odciążając w ten sposób BFG, by mógł skoncentrować się tylko na deponentach.

Tu, jak wynika z naszych informacji, w zgodnym dotychczas gronie bankowców, zaczęły pojawiać się rozbieżności co do zakresu zaangażowania w spółkę poszczególnych banków. Prywatne miały wrażenie, że państwowe próbują ich rękami wyciągnąć kasztany z ognia, a państwowe nie chciały brać na siebie zwiększonych obciążeń. Mimo różnic rozmowy trwały aż do początku grudnia, kiedy nagle zostały przerwane. Sytuacja w Getinie się ustabilizowała, a bank opublikował informację, że rozpoczyna poszukiwanie inwestora. Kryzys został zażegnany — twierdzi część naszych rozmówców.

Inna wersja brzmi, że rozmowy zerwali przedstawiciele banków prywatnych po zatrzymaniu Wojciecha Kwaśniaka, byłego wiceprzewodniczącego KNF, na zlecenie prokuratury podległej Zbigniewowi Ziobrze, ministrowi sprawiedliwości.

— To forma protestu wobec działań instytucji państwa — komentuje jeden z naszych rozmówców.

Przypomnijmy, że w dniu zatrzymania Wojciecha Kwaśniaka Związek Banków Polskich zgłosił gotowość przedstawienia poręczenia za byłego wiceprzewodniczącego.

Kilku zainteresowanych

Nieformalna rada przestała istnieć. Dalsze funkcjonowanie gremium ograniczonego do banków państwowych nie ma sensu, choćby przez wzgląd na fakt, że podejmowane przez nie działania ratunkowe mogłyby zostać potraktowane jak pomoc publiczna. Zmieniła się też sytuacja Getinu. Według naszych źródeł, trwają rozmowy z inwestorami potencjalnie zainteresowanymi przejęciem biznesu Leszka Czarneckiego. Pod koniec grudnia pisaliśmy, że jest ich co najmniej sześciu.

— Chętnych jest sporo, bo pojawiła się okazja, żeby tanio kupić duży bank. To wstępny etap, ale wydaje się, że inwestorzy podchodzą poważnie do sprawy, gdyż w proces zaangażowani są renomowani doradcy: duże banki inwestycyjne i znane kancelarie prawne, specjalizujące się w transakcjach M&A — mówi anonimowo przedstawiciel jednego z banków inwestycyjnych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu