Kowal swojego losu

Tadeusz Prusiński
opublikowano: 10-11-2005, 00:00

Wszyscy jego byli pracownicy zaczynali, nie mając pojęcia o kowalstwie i wszyscy, już jako fachowcy, znaleźli lepiej płatne prace. Nie dziwi się im.

Ryszard Borkowski, od 20 lat właściciel zakładu kowalstwa artystycznego i poeta, firmę przejął po ojcu. Franciszek Borkowski w 1958 roku zdobył uprawnienia mistrza rzemiosł artystycznych i założył własną firmę metaloplastyczną. Prowadził ją do 1985 roku. Kilka miesięcy przed śmiercią przekazał zakład synowi Ryszardowi.

Rzeźba i poezja

— Nasze wyroby są niepowtarzalne. Każdy element, np. balustrady, musi być kształtowany przez kucie na gorąco lub na zimno. To komponowanie formy rzeźbiarskiej nie dającej się wykonać maszynowo — objaśnia mistrz Borkowski.

Firma Borkowski — Kuźnia zajmuje się tradycyjną sztuką kowalską. Wszystkie wyroby wykuwane są w niej ręcznie na indywidualne zamówienia. Kuźnia realizuje głównie projekty własne nawiązujące stylem do secesji i baroku, kładąc nacisk na niepowtarzalność i wyjątkowość (metaloplastyka w architekturze, ogrodzenia, wyposażenie wnętrz i kominków, kute formy plastyczne). Ale wykonuje też i projekty zlecone. Jej wyroby można znaleźć w Niemczech, Szwecji, Rosji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Australii.

Pierwszym zawodem Borkowskiego było dziennikarstwo. Pracował w „Gazecie Olsztyńskiej”, bydgoskim radiu, „Tygodniku Pilskim”. W stanie wojennym wylądował na bruku. Żeby nie podpaść pod kategorię uchylającego się od pracy, za co groziła surowa kara (były takie czasy!), kupił z dwoma kolegami niewielkie gospodarstwo i przez trzy lata uprawiali boczniaka. To wówczas ojciec zaproponował mu przejęcie firmy.

— Kiedy patrzę na stresy zżerające dziennikarzy zamkniętych w małym światku i marnie zarabiających w regionalnej prasie, to jestem szczęśliwy, że mogę wrócić do swojego warsztatu — przyznaje.

Odpoczywa, czytając książki albo pisząc wiersze. Jako poeta debiutował w 1967 roku na łamach „Głosu Olsztyńskiego”. Niedawno zestaw jego utworów zdobył Srebrną Fregatę Bałtyku w ogólnopolskim konkursie poetyckim organizowanym w Szczecinie.

Technologia wypiera sztukę

Ale świat pędzi naprzód, poezję czytają tylko najwrażliwsi, a kowalstwo artystyczne odchodzi do lamusa. Jest zastępowane przez pseudokowalstwo, tj. spawanie gotowych elementów sprowadzanych nawet z Turcji i Chin.

— Współczesny kowal kupuje w hurtowni jakieś tulipany, inne esy-floresy, spawa to i sprzedaje jako np. neobarokową bramę czy ogrodzenie. A że każdy kwiatek z żelaza jest tam taki sam, to klienta nie obchodzi. Wygląda to na kutą robotę, a nią nie jest — mówi Ryszard Borkowski i pokazuje gruby katalog elementów o różnych wzorach i kształtach.

Niemcy i Włochy są już tym „neobarokiem” zawalone. Teraz wchodzi to do Polski.

By utrzymać się na rynku właściciel Kuźni musi dostosować się z cenami do kowalstwa spawalniczego.

— Gdybym chciał trzymać się zasad ekonomii, powinienem mieć ceny dwa-trzy razy wyższe — przyznaje.

Olsztyńska Kuźnia prosperowała bardzo przyzwoicie do początku lat 90. Robiła metaloplastykę dla banków, bibliotek, urzędów — wejścia, kraty zabezpieczające itp. Dzisiaj okna zabezpiecza się szybami pancernymi albo elektronicznie. Technologia wypiera rzemiosło artystyczne. Artyście rzemieślnikowi pozostaje rynek klienta indywidualnego, stawiającego dom.

Gdy Kuźnia robi zlecenia na zamożny rynek warszawski, klient pyta o szczegóły, wspólnie ustala, co i jak zrobić, a potem reguluje rachunki. W mniejszych miastach klient od razu zaczyna od tego, że chciałby za niewielkie pieniądze ładną balustradę albo ogrodzenie, bo wszystko wydał na budowę domu, a jeszcze musi go ogrodzić.

— To może parkan z siatki — proponuje mistrz Borkowski i klient się mityguje.

Wychował dla innych

Pięć lat temu Kuźnia weszła w pilotażowy szwedzki projekt ratowania ginących zabytków i zawodów w województwie warmińsko-mazurskim. Ryszard Borkowski przyjął wtedy pięciu chętnych do nauki kowalstwa artystycznego. Wychował bardzo dobrego kowala, a pozostali poszli w świat. Po czterech latach ten najlepszy też odszedł.

Wszyscy byli pracownicy Borkowskiego zaczynali, nie mając pojęcia o kowalstwie i wszyscy —po dwóch-trzech latach, już jako fachowcy — znaleźli sobie lepiej płatne prace. Pozakładali własne firmy albo poszli do konkurencji.

— Nasze wyroby są niepowtarzalne, ale siłą rzeczy wydajność mamy mniejszą. Wykucie np. bramy z żelaza trwa po prostu dłużej niż złożenie jej z gotowych elementów i pospawanie. Więc i zarobki są mniejsze niż u „spawalników” — mistrz Borkowski nie dziwi się decyzjom „wychowanków”.

Kuźnia ma obecnie jednego pracownika. Kandydat na drugiego w ostatniej chwili machnął ręką i wyjechał do Niemiec. Na odchodnym powiedział niedoszłemu szefowi, że problem bezrobocia w Polsce niedługo zniknie, bo z jego paczki on już ostatni wyjeżdża do pracy za granicę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Prusiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy