Krajowy drób walczy o przyszłość

Ptasia grypa zmniejszyła eksport drobiu i obniżyła ceny. Jednak producenci najgorsze mają już za sobą, choć powrót poza UE zajmie im miesiące

Na przełomie roku, gdy weterynarze informowali o kolejnych ogniskach ptasiej grypy, producenci drobiu mówili o zachwianiu równowagi podaży i popytu, spadku cen i wyhamowaniu rosnącej jak na drożdżach produkcji. Do czasu epidemii nadwyżki wchłaniał eksport, jednak choroba wykluczyła nas z części rynków pozaunijnych. Teraz wiele wskazuje, że branża może trochę odetchnąć. Od 6 kwietnia rolnicy mają znów prawo wypuszczać drób, zgodnie z nowym ministerialnym rozporządzeniem, które złagodziło wcześniejsze nakazy i zakazy.

Bez szkód produkcyjnych

— W ostatnich tygodniach obserwowany jest wyraźny spadek częstości występowania ognisk ptasiej grypy [zgodnie z informacjami Głównego Inspektoratu Weterynarii ostatni przypadek ogniska stwierdzono 17 marca — red.], na co duży wpływ ma poprawiająca się pogoda. Mimo obecnego pogorszenia pogody można oczekiwać, że najgorsze jest już za nami. W kolejnych miesiącach zamknięte rynki eksportowe będą najprawdopodobniej stopniowo otwierane, choć powrót na część z nich może zająć więcej czasu — mówi Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole.

Teoretycznie starania o przywrócenie eksportu na dany rynek mogą zająć trzy miesiące po likwidacji ostatniego ogniska, w praktyce trwa to dłużej. Powrót nie nastąpi więc wcześniej niż w czerwcu, co — licząc od wybuchu choroby — oznacza co najmniej pół roku bez wielu odbiorców.

— Nie tylko my, ale również cała Unia Europejska ma zamknięty dostęp .in. do RPA, Chin i innych krajów Azji Wschodniej, co oznacza utrzymującą się nadpodaż, choć nie w całym asortymencie. Sprzedaż świeżego fileta kierowana była zawsze do Europy Zachodniej, więc ptasia grypa niewiele tu zmieniła. Gorzej z elementami, które były sprzedawane głównie na rynkach azjatyckich. Obecna sytuacja producentów zależy więc od profilu ich asortymentu — mówi Artur Węgłowski, prezes Reydrobu. Jakub Olipra podaje, że ptasia grypa na razie nie wyrządziła znaczących szkód w bazie produkcyjnej na poziomie UE. W efekcie główny jej wpływ widać właśnie w ograniczeniach wywozowych. Jeszcze za wcześnie jednak na porównanie naszych danych eksportowych z pierwszych miesięcy tego i poprzedniego roku. — Chociaż UE eksportuje relatywnie niewiele drobiu na rynki trzecie (ok. 16 proc. wartości eksportu i 27 proc. jego masy), to z powodu nasycenia unijnego rynku ograniczenia eksportowe mają negatywny wpływ na cenę drobiu, która np. w lutym tego roku była w Polsce niższa o 5,1 proc. niż rok wcześniej (dane GUS) — wylicza Jakub Olipra.

Czas na przygotowania

— Dziś za żywiec producenci płacą cenę nierynkową. Robią to, bo mają tak podpisane umowy z hodowcami. Nie chcą stracić tych, z którymi współpracują od lat. Mogliby też skupować mniej i ubijać na pół zmiany, ale to nie oznacza odciążenia finansowego, bo przecież i tak mają koszty stałe. Jedno z tych rozwiązań można stosować, ale krótkoterminowo. Na dłuższą metę nie zaczarujemy rzeczywistości — przekonuje Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu. Apeluje, by wykorzystać wyciszającego się wirusa na… solidne przygotowania do powtórki problemów.

— Niemcy i Węgrzy nie zachowali czujności i z ptasią grypą walczyli dwa lata. Nie możemy przerobić tego samego scenariusza. Teraz jest czas dla rządu i przedstawicieli państwowych instytucji, żeby przeprowadzić ogromną dyplomatyczną ofensywę w celu szybkiego odblokowania rynków. Kolejna sprawa to zmiany w prawie. Np. we Francji opracowano restrykcyjne przepisy obligujące hodowców drobiu z wolnego wybiegu do przygotowania wolier, w których w sytuacjach kryzysowych będzie przebywać ptactwo [chodzi o odizolowanie hodowlanych zwierząt od tych dzikich, mogących przenosić wirusa — red.]. To nie jest drogie rozwiązanie, ale konieczne, by móc skutecznie i szybko reagować. Konieczna jest też edukacja hodowców, również tych najmniejszych, aby restrykcyjnie przestrzegali nakazów i zakazów wydawanych przez weterynarzy. Gros wykrytych w Polsce ognisk znajdowało się w małym, przyzagrodowym chowie, a decydowały o losach całej branży — tłumaczy Piotr Kulikowski.

1,13 mln ton Tyle drobiu produkowaliśmy w 2007 r., czyli w okresie, gdy branża zmagała się z poprzednią ptasią grypą…

2,36 mln ton …a tyle w 2016 r..

 

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 4 stycznia 2017 r.

BARIERY: Z Polski przed ptasią grypą wyjeżdżała prawie połowa drobiowej produkcji, więc odcięcie od jakiegokolwiek rynku oznaczało problemy. Rosnąca w ostatnich latach produkcja była efektem konsekwentnego otwierania kolejnych krajów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane