Król obligacji daje receptę na kryzys

Kontrowersyjny zarządzający z USA Jeffrey Gundlach kontynuuje niewiarygodną passę udanych inwestycji. I szokuje prognozami

Jeffrey Gundlach, założyciel firmy inwestycyjnej Doubleline Capital, to postać mało znana wśród polskich inwestorów. Zupełnie niesłusznie. Dla zagranicznych inwestorów z rynku obligacji jest on tym, kim Warren Buffett jest dla graczy z rynku akcji, a George Soros dla spekulantów walutowych.

Wielkie zyski, ogromne straty

W Polsce rynek obligacji pozostaje w cieniu warszawskiej giełdy. A przecież w skali światowej jest to ponaddwukrotnie większy rynek od łącznej kapitalizacji wszystkich giełd akcji razem wziętych. Co jednak może być najbardziej zaskakujące, to fakt, że wbrew obiegowym opiniom inwestowanie w obligacje może być równie pasjonującą dziedziną jak kupowanie akcji czy inwestowanie na rynku walutowym.

Instrumenty dłużne tylko z pozoru są bowiem instrumentem bezpieczniejszym i bardziej stabilnym od akcji. Najlepszym przykładem był zeszły rok, kiedy — zależnie od wybranej strategii — na obligacjach można było zbić fortunę albo stracić większą część zainwestowanych pieniędzy. 30-letnie obligacje amerykańskiego skarbu dały zarobić w złotych aż 57 proc. (wg indeksu obliczanego przez giełdę nowojorską). W tym samym czasie greckie papiery zapadające w 2013 r. potaniały (także w złotych) o 58 proc.

Powrót „króla obligacji”

Nic więc dziwnego, że wśród amerykańskich zarządzających funduszy obligacji są wielcy przegrani i wielcy zwycięzcy. Wśród tych pierwszych uwagę zwraca obecność jednego z największych amerykańskich celebrytów ekonomicznych — zarządzającego największego na świecie funduszu inwestycyjnego Pimco Total Return Fund Billa Grossa.

Na początku roku zupełnie wyrzucił on z portfela amerykańskie obligacje skarbowe, twierdząc, że są bezwartościowe. W wyniku tego fatalnego błędu (obligacje te zyskały na wartości jako jedna z nielicznych lokat) fundusz przyniósł w zeszłym roku stopę zwrotu gorszą niż 69 proc. jego konkurentów. W efekcie klienci umorzyli jednostki warte 5 mld (!) USD, a Bill Gross musiał przepraszać za błąd w specjalnym liście skierowanym do klientów.

Jeffrey Gundlach, który w 2009 r. w atmosferze skandalu i niesławy rozstał się ze swoim poprzednim pracodawcą, TCW Group, znalazł się na przeciwnym biegunie. W ciągu wcześniejszych 10 lat zarządzania funduszami TCW pobił wynikami 98 proc. pozostałych zarządzających. Zeszły rok przyniósł jego tryumfalny powrót w barwach założonej własnej firmy Doubleline Capital.

Jako jeden z nielicznych zarządzających zachęcał do kupna amerykańskich obligacji skarbowych, które okazały się jedną z najlepszych inwestycji zeszłego roku. Z kolei słusznie przestrzegał przed inwestowaniem w spółki z sektora finansowego. W lutym został okrzyknięty „królem obligacji” przez wpływowy magazyn finansowy „Barrons”, a prowadzony przez niego obecnie fundusz został wybrany przez dwutygodnik „Fortune” oraz dziennik „Financial Times” najlepszym funduszem roku 2011. Postanowiliśmy zatem sprawdzić, co obligacyjny guru ma do powiedzenia o perspektywach na bieżący rok.

Dolar oazą bezpieczeństwa

Głównym jego zaleceniem jest, by inwestorzy jak największą część swoich pieniędzy utrzymywali w aktywach dolarowych. Jak podkreśla, w funduszu, którym zarządza, udział takich lokat sięga 100 proc. Dlaczego? Wiele złych wiadomości, które mogą nadejść zwłaszcza z Europy, nie znalazło według niego jeszcze pełnego odzwierciedlenia w notowaniach rynkowych. A to może podkopać pozycję m.in. euro i nadal popychać inwestorów w kierunku waluty amerykańskiej.

— Europa ugina się pod presją konieczności refinansowania ogromnych ilości swojego zadłużenia, a to może jeszcze bardziej zaognić kryzys — ocenia Jeffrey Gundlach. Sen z powiek inwestorom spędza fakt, że w bieżącym roku gros swojego długu będą musiały refinansować zadłużone po uszy Włochy. Dlatego nie wolno lekceważyć ryzyka upadłości największej gospodarki południa Europy. Optymizmem nie napawa położenie, w jakim znalazły się europejskie banki. Ich przetrwanie zależy wyłącznie od pomocy Europejskiego Banku Centralnego. Na domiar złego główne kraje bloku znalazły się na krawędzi recesji.

Globalna wioska

Co pogłębienie kłopotów strefy euro oznaczać będzie dla świata? Cierpiące na chroniczny niedobór kapitału europejskie banki będą zmuszone ciąć swoje inwestycje w gospodarkach wschodzących. To będzie oznaczało gorsze warunki finansowania w wielu krajach uzależnionych od zagranicznego finansowania. W efekcie gospodarka światowa stanie przed perspektywą znacznego spowolnienia. Inwestorzy będą chcieli się przed tym ochronić, nabywając dolarowe aktywa, a na tym skorzysta waluta amerykańska. Wzrosnąć powinny też wyceny akcji z Wall Street oraz długoterminowych obligacji amerykańskiego skarbu. — Dolar i aktywa dolarowe będą głównymi beneficjentami problemów, z jakimi zmierzyć się będzie musiała globalna gospodarka — twierdzi Jeffrey Gundlach.

57% O tyle w ubiegłym roku podrożały 30-letnie obligacje amerykańskiego skarbu w przeliczeniu na złote.

-58% O tyle potaniały w 2011 r. greckie papiery skarbowe wygasające w 2013 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Król obligacji daje receptę na kryzys