Kropka nad i ma wymierną wartość

Jacek Zalewski
opublikowano: 17-07-2008, 00:00

Niezwykle oczekiwana od miesięcy przez producentów mięsa nowelizacja ustawy o paszach, dotycząca GMO (Genetically Modified Organisms), czyli genetycznej modyfikacji organizmów — czeka już tylko na podpis Lecha Kaczyńskiego. Głowa państwa ma czas do wtorku 5 sierpnia do północy, ale tak lakoniczną, dosłownie dwuzdaniową ustawę prezydent powinien w swej łaskawości podpisać znacznie szybciej — najlepiej od ręki.

Nowela odsuwa aż do 1 stycznia 2013 r. wejście w życie art. 15 ust. 1 pkt 4, zabraniającego wytwarzania, wprowadzania i stosowania w żywieniu zwierząt pasz z GMO — który w dotychczasowej wersji miał 12 sierpnia spaść niczym miecz ścinający polską branżę mięsną. Jednocześnie z dniem 31 grudnia 2012 r. unieważnione zostają zezwolenia na wprowadzanie pasz z GMO do obrotu. Ważność zezwoleń dotychczas wydanych kończy się wcześniej, zatem przepis ten w praktyce blokuje przedłużanie ich poza rok 2012.

Walczącej o swój los branży chodzi o to, że: po pierwsze — pasze bez GMO są zdecydowanie droższe, po drugie — polski rynek zalałoby zagraniczne mięso, i tak produkowane z wykorzystaniem GMO; po trzecie — restrykcyjny przepis w ogóle jest niezgodny z prawem Unii Europejskiej. Już w 2003 r. wykluczyło ono ustanawianie zakazów stosowania modyfikowanych pasz, wchodząc zaś 1 maja 2004 r. do wspólnoty, Polska zobowiązała się do stosowania całego dorobku prawnego UE.

Dzięki życzliwości marszałka Bogdana Borusewicza Senat rozpatrzył paszową nowelizację nie według planu 24 lipca, lecz już na posiedzeniu wcześniejszym, zatwierdzając ją bez poprawek 11 lipca. Teraz chodzi o jak najszybszy podpis prezydenta, od którego uzależnione są kontrakty na sprowadzanie surowców paszowych. Biznes potrzebuje stabilności, zatem nikt nie zaangażuje wielkich pieniędzy bez pewności, że ich nie straci. Dlatego podpis Lecha Kaczyńskiego pod tą akurat ustawą jest przeliczalny na konkretne kwoty — ceny śruty sojowej na świecie systematycznie rosną i każdy dzień zwłoki niechybnie odbije się w cenie detalicznej wszelkiego mięsa.

Pozostając przy nadziei, że ustawa zostanie podpisana oraz ogłoszona jeszcze w lipcu, czyli kilkanaście dni przed feralnym 12 sierpnia — zwracamy uwagę, że będzie to i tak za późno. Mniej więcej o miesiąc, jako że realny okres zakontraktowania i sprowadzenia statku ze wspomnianą już śrutą wynosi półtora miesiąca. Klasa polityczna rzecz jasna uzna, że bez zarzutu wypełniła swoje zadanie, wychodząc naprzeciw interesom polskiego biznesu — tymczasem jest to akademicki przykład niezrozumienia się obu światów.

Kolejny raz podkreślamy, że odsunięcie problemu GMO w czasie nie jest jego rozwiązaniem. Jedynym posunięciem zgodnym z prawem unijnym byłoby całkowite uchylenie przepisu o zakazie, co rząd Donalda Tuska przyobiecał Komisji Europejskiej już dawno — i o co Bruksela na pewno wkrótce się upomni.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy