LG zostanie w Kobierzycach

Agnieszka Berger
opublikowano: 18-05-2006, 00:00

Inwestycja zawisła na włosku. Poszło o opóźnienie przebudowy linii energetycznej. Na szczęście pożar już ugaszony.

O mały włos, a Koreańczycy z LG Philips, którzy budują kompleks zakładów produkcyjnych w Kobierzycach, na terenie Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej (TSSE), wycofaliby się z inwestycji. Tak przynajmniej, według Krzysztofa Ślęzaka, dyrektora wrocławskiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP), który nadzoruje strefę, postawili sprawę inwestorzy na spotkaniu z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE) w ubiegłym tygodniu.

— Do inwestorów dotarły niepokojące sygnały, że może opóźnić się przebudowa linii wysokiego napięcia przebiegającej niefortunnie w poprzek działki, na której powstają dwie fabryki z kompleksu LG — LG Chem i Dong Yang. Dopóki sieć nie zostanie przebudowana, nie ma możliwości bezpiecznego postawienia konstrukcji hali. W podpisanej we wrześniu 2005 r. umowie z LG, której stroną był m.in. nasz rząd, Polska zobowiązała się, że rozwiąże problem do końca czerwca — mówi Krzysztof Ślęzak.

Na spotkaniu przedstawiciele PSE oświadczyli, że realnym terminem jest wrzesień.

— Inwestorzy zagrozili, że w takim razie nie ruszy inwestycja LG w Kobierzycach — dodaje Krzysztof Ślęzak.

Gdyby z tak błahego powodu Polska straciła sztandarową inwestycję green field ostatniego piętnastolecia, rozpętałaby się polityczna zawierucha. Choć wydaje się, że ostre postawienie sprawy przez koreańskiego inwestora było raczej elementem gry negocjacyjnej niż poważną groźbą, to gdyby doszło do opóźnienia, które byłoby pretekstem dla LG, mogłyby polecieć głowy. Tylko czyje?

Winna biurokracja

PSE nie poczuwają się do winy za całe zamieszanie. Wręcz przeciwnie.

— U nas nie było żadnych zaniedbań. Trudno w ogóle mówić o winie, bo nic się nie stało — twierdzi Stanisław Dobrzański, szef PSE.

— Uzyskanie pozwolenia na budowę w ciągu ośmiu miesięcy to absolutny rekord. Przy obecnych rozwiązaniach prawnych przygotowania mogą trwać nawet 5-7 lat. Trzeba wprowadzić linię do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, przygotować projekt i uzyskać ocenę wpływu naśrodowisko — wylicza Tadeusz Ruszczykowski, dyrektor pionu zarządzania inwestycjami w PSE Operator.

Według prezesa PSE, to obawa, że wrocławskie starostwo nie wyda pozwolenia na budowę dostatecznie szybko, spowodowała, że spółka zapowiedziała opóźnienie.

Od Edwarda Nowaka, wiceprezesa ARP, usłyszeliśmy, że po zaproponowaniu przez PSE wrześniowego terminu doszło do interwencji w Ministerstwie Gospodarki. Po niej prace nabrały tempa. Według szefa PSE, urzędnicy przyspieszyli procedurę i wczoraj wydali oczekiwany dokument.

Urząd widzi sprawę inaczej.

— U nas nie było żadnych opóźnień. To nie jest prosta inwestycja. Procedura standardowo trwa do 65 dni. Trzeba też uwzględnić czas na rozpatrzenie ewentualnych protestów — mówi Beata Kopff-Żurawska, dyrektor Wydziału Architektury i Budownictwa wrocławskiego starostwa.

Dodaje, że wniosek PSE wpłynął do urzędu w ostatnich dniach kwietnia.

Już po pożarze

Wydaje się, że niebezpieczeństwo ewentualnego wycofania się koreańskich inwestorów zostało zażegnane, choć cała operacja bardziej przypomina gaszenie pożaru niż planową realizację przedsięwzięcia, którego termin był znany już we wrześniu 2005 r. PSE zdemontują linię do końca czerwca.

— Wywiążemy się ze wszystkiego, czego oczekują inwestorzy — zapewnia Stanisław Dobrzański.

Z wczorajszego spotkania z PSE wiceprezes ARP wyszedł bardzo zadowolony.

— Problem rozwiązano wyjątkowo sprawnie i profesjonalnie — podkreśla Edward Nowak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu