LiveChat Software bliski przełomu

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2015-01-13 00:00

W ciągu trzech lat spółka chce zdobyć na świecie 30 tys. klientów. Otworzy jej to drzwi do debiutu na NASDAQ.

Chłodzimy w lodówce szampana — mówi Mariusz Ciepły, prezes LiveChat Software. Działająca w obszarze nowych technologii spółka jeszcze w tym kwartale chce przekroczyć próg 10 tys. obsługiwanych na całym świecie klientów. Ma to być dla niej przełomowe wydarzenie. — Dzięki temu osiągniemy masę krytyczną, która umożliwi nam jeszcze szybszy rozwój — podkreśla Mariusz Ciepły.

Mariusz Ciepły, prezes LiveChat Software
Fot: Marek Wiśniewski, Puls Biznesu

Szeptane chaty

Wrocławski LiveChat nie ma tradycyjnego działu sprzedaży i nie prowadzi działań marketingowych. Sprzedaje swój produkt — chaty biznesowe — w modelu szeptanym, w którym liczy się efekt śnieżnej kuli. Dlatego w im większej liczbie miejsc w internecie będzie można napotkać jego rozwiązanie, tym bardziej będzie ono rozpoznawalne i będzie lepiej się sprzedawało.

Z tego powodu — co podkreśla prezes — najważniejszym celem firmy jest zdobywanie jak największej liczby nowych klientów. LiveChat to jedna z nielicznych polskich firm, której udało się zrobić karierę na globalnym rynku internetowym. Zaistniała w niszy, którą są czaty biznesowe, wykorzystywane przez inne firmy do komunikacji z klientami.

Korzystają z nich, opierając się na modnym obecnie modelu płatności abonamentowych. Do klientów polskiej firmy należą tacy giganci, jak Orange, Adobe, Samsung, Kaspersky Lab czy Air Asia. Z myślą o nich LiveChat zamierza pod koniec tego kwartału wprowadzić nowy plan taryfowy, który będzie znacznie droższy.

— Chcemy, by nasi najwięksi klienci mieli przydzielonego opiekuna, który będzie im doradzał, jak efektywnie korzystać z naszych usług. To nie będzie handlowiec, ale coraz popularniejszy na najważniejszym dla nas rynku amerykańskim adwokat klienta — tłumaczy Mariusz Ciepły.

Zmiany w taryfach mogą zwiększyć średnie przychody, które spółka czerpie z jednego klienta, jednak prezes LiveChat zastrzega, że nie jest to cel firmy.

— Globalny rynek chatów biznesowych jeszcze się nie nasycił i jest na nim cały czas dużo miejsca. Dlatego stawiamy na rozwój dzięki zdobywaniu nowych klientów, a nie przez zwiększanie przychodów z już posiadanych — wyjaśnia prezes.

Marzenie o NASDAQ

Jego spółka jest w tej komfortowej sytuacji, że nie musi się martwić o zyski, bo rentowność, na której operuje, jest marzeniem w zdecydowanej większości branż. Z prognoz na kończący się 30 marca rok obrotowy wynika, że przy 25 mln zł przychodów zamierza wypracować 15 mln zł zysku netto.

Mariusz Ciepły chce, by w perspektywie trzech lat LiveChat obsługiwał 30 tys. klientów i miał około 30 mln USD przychodów rocznie. Taka wielkość spowoduje, że spółka będzie gotowa na realizację kolejnego celu, jakim jest debiut na amerykańskim parkiecie NASDAQ.

— Wchodząc na GPW, nie ukrywaliśmy, że polska giełdajest dla nas przystankiem w drodze na NASDAQ. Kiedy osiągniemy odpowiednią kapitalizację, przyjdzie czas na debiut w USA — mówi Mariusz Ciepły.

Jako przykład firmy, która przeszła już taką drogę, podaje duński Zendesk. Działa on w identycznym modelu jak LiveChat, choć jest większy, bo obsługuje ponad 40 tys. klientów. W ubiegłym roku zadebiutował na nowojorskim parkiecie, jego wycena przekracza już 1 mld USD. Dla porównania: obecna kapitalizacja LiveChat na warszawskim parkiecie to około 700 mln zł.

Według Sandry Piczak, analityka Ipopema Securities, szybkie pojawienie się Livechatu na amerykańskiej giełdzie będzie trudne do zrealizowania, jeśli spółka chce to zrobić dopiero wówczas, kiedy jej przychody przekroczą 30 mln USD.

— Zakładana przeze mnie dynamika wzrostu klientów nie pozwala na wypracowanie takich przychodów w ciągu trzech najbliższych lat — uważa Sandra Piczak. Nawet jeśli optymistycznie podejdzie się do wzrostu bazy klienckiej, to cel nadal pozostaje trudny do osiągnięcia. Zastrzega jednak, że spółka działa w branży, która podlega szybkim zmianom, co utrudnia prognozowanie.

— W coraz większym stopniu handel przenosi się do internetu. To rodzi zapotrzebowanie na nowe sposoby kontaktu z klientami. Chaty pozwalają zachować anonimowość i dzięki temu łatwiej po nie sięgnąć niż po tradycyjną rozmowę telefoniczną — mówi Sandra Piczak.