Lotos ma apetyt na zakupy

Wydobycie ropy Lotosowi spada, a wpływ na cenę benzyny firma ma mały. By to zmienić, spółka stawia na przejęcia.

Wyniki Lotosu wypadły wprawdzie świetnie, bo zysk EBITDA po trzech kwartałach osiągnął rekordowe 2,3 mld zł, a kurs giełdowy wzrósł o 6 proc., ale zarządowi gdańskiej rafinerii do optymizmu daleko. Widzi problem w produkcji i w sprzedaży.

Zobacz więcej

MNIEJSZA SIOSTRA CHCE ROSNĄĆ: Lotos, którego prezesem jest Marcin Jastrzębski, to mniejsza siostra PKN Orlen, też kontrolowanego przez skarb państwa. Lotos chce rosnąć i pracuje nad przejęciami. Fot. Marek Wiśniewski

Złoża się kurczą

— Sytuacja w segmencie wydobywczym nie jest komfortowa, bo nasze złoża są w fazie dojrzałości i już się kurczą. Mam nadzieję, że ta konferencja jest ostatnią, na której mówię o spadku produkcji — mówił wczoraj Marcin Jastrzębski, prezes Lotosu.

Lotos ma złoża w Polsce, Norwegii i na Litwie. W trzecim kwartale 2017 wydobywał z nich dziennie 22,5 tys. boe (ekwiwalent baryłki ropy naftowej) dziennie. To o 6 proc. mniej niż rok temu, kiedy wydobywał 25,5 tys. boe dziennie. Poziom rezerw tzw. 2P (zasoby potwierdzone i prawdopodobne) pozostał na niezmienionym poziomie, ale to „dzięki przekwalifikowaniu”, tłumaczył prezes.

— Musimy pozyskać nowe złoże, które będzie w fazie produkcyjnej. Chcemy to jednak zrobić roztropnie. Mieliśmy już kilka okazji do transakcji, ale pracujemy dalej. Bierzemy pod uwagę akwizycję w Norwegii lub w brytyjskiej części Morza Północnego — zapowiada Marcin Jastrzębski.

Następnej konferencji Lotosu można się spodziewać najpóźniej w marcu 2018 r., kiedy publikowane będą wyniki roczne. Wcześniej Lotos ogłosi, co zrobi ze swoim 20-procentowym. udziałem w norweskim złożu Yme. Dla przypomnienia: Yme to najbardziej nieudana inwestycja w historii Lotosu. W 2011 r. stanęła na tym złożu wadliwa platforma, postawiona przez norweską firmę Talisman Energy. W 2012 r. platforma pękła i zablokowała złoże. Platformę udało się jednak usunąć i teraz inwestorzy rozważają ponowne podejście do uruchomienia produkcji.

— To ostatni etap rozmów na temat umowy. Za chwilę zdecydujemy, czy pozostajemy w tym projekcie, czy go sprzedamy — zapowiada Marcin Jastrzębski.

Żeby stacji było więcej

Brak komfortu prezes Lotosu czuje też w sprzedaży. Lotos ma dziś wprawdzie trzecią pozycję na rynku stacji benzynowych, z siecią liczącą 487 placówek (dane Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego na koniec 2016 r.), ale jest daleko za liderem, czyli PKN Orlen, który ma 1766 lokalizacji. Obie firmy kontrolowane są wprawdzie przez skarb państwa, ale tradycja wieloletniej rywalizacji jest w nich silna.

— Z naszą liczbą stacji nie mamy wielkiego wpływu na rynek detaliczny, m.in. na ceny. Gdybyśmy mieli ok. tysiąca stacji, moglibyśmy zachowywać się inaczej. Prowadzimy więc rozmowy w sprawie przejęć — stwierdza Marcin Jastrzębski.

— Tysiąc stacji to już siła. Regionalnie można dyktowaćwarunki gry — przyznaje Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz w POPiHN. Jeśli Lotos celuje w 1000 stacji, to w grę mogą wchodzić rozmowy z BP (523 stacje), Shellem (424) lub Circle K, dawniej Statoilem (350). 115 stacji ma też Łukoil.

— Rozmowy nie są łatwe — mówi jedynie Marcin Jastrzębski. Prezes Lotosu odniósł się również do niedawnych spekulacji o możliwym połączeniu Orlenu i Lotosu. — Mowa o zakupie Orlenu przez Lotos i na odwrót ma długą brodę. Nie ma sensu mówić o dywagacjach hipotetycznych. Wpływ takich informacji na naszą pracę jest żaden — podkreśla Marcin Jastrzębski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Lotos ma apetyt na zakupy