Zaczynał od uprawy winorośli. Po kilkunastu latach stał się liderem w produkcji zamocowań budowlanych w Europie Środkowej.
W przestronnej hali rzędem stoi kilkaset maszyn. Co ułamek sekundy „wypluwają” śruby bądź ich półprodukty. W innej hali pracuje kilkadziesiąt nowoczesnych wtryskarek, rzędy pakowarek i linia do hartowania wkrętów. Każdego dnia produkują prawie 30 ton różnych zamocowań: wyrobów śrubowych, kołków rozporowych, wkrętów, haków czy gwoździ. Wysoka jakość produktów kontrolowana jest w ramach posiadanego od lat certyfikatu zarządzania jakością ISO 9001.
Tak wygląda część produkcyjna firmy Wkręt-Met w podczęstochowskiej Kuźnicy Kiedrzyńskiej.
Zwyciężyła tradycja
— Ojciec produkował nity spajające zawiasy dla częstochowskiego Metalplastu. Moją wielką pasją było ogrodnictwo. Zacząłem od nauki w bielskim technikum ogrodniczym, później ukończyłem Akademię Rolniczą w Krakowie — mówi Wojciech Klimas, prezes Wkręt-Metu.
W szkole średniej poznał swoją przyszłą żonę Joannę.
— Jest wspaniałym partnerem w interesach. To ona zajmuje się księgowo-kadrową stroną firmy. Jest też niezastąpionym doradcą — przyznaje Klimas.
Wspólnie zajęli się ogrodnictwem w latach 80. Byli jednymi z pierwszych w Polsce producentów winogron jadalnych. Ich grona ważyły nawet i dwa kilogramy.
— Po kilku latach zmarł mój ojciec. Zmieniłem branżę. Postanowiłem zrealizować swoje i ojca marzenia o stworzeniu silnej rodzinnej firmy — wspomina Wojciech Klimas.
Dziś na rozległym dziedzińcu przedsiębiorstwa stoi stara prasa do wyrobu nitów — pamiątka po zakładzie rzemieślniczym ojca.
Odważne decyzje
— Zaczynałem od produkcji plastikowych części kołków rozporowych. Śruby zamawiałem w Żywieckiej Fabryce Śrub. Produkowałem zamocowania, które sprzedawałem za pośrednictwem zrzeszenia rzemieślniczego. Nie miałem tam najmocniejszej pozycji, więc kiedy zrzeszenie prezentowało się na poznańskich targach i zebrało zamówienia, ja otrzymywałem z nich zaledwie resztki — wyjaśnia Wojciech Klimas.
Postanowił przerwać prymat zrzeszeń na targach w Poznaniu i wystawił swoje wyroby indywidualnie.
— Pierwszy w Polsce zaprezentowałem się prywatnie z kołkami rozporowymi. Dzięki temu zebrałem duże zamówienia. Krótko potem zjawiłem się po śruby u jednego z moich kontrahentów w Żywcu i usłyszałem: „Pan już u mnie śrub nie kupi”. Zapytałem, co mam zrobić. Stwierdził: „A rób se pan sam śruby”. To była cenna rada — śmieje się prezes Wkręt-Metu.
Kupił trzy automaty do produkcji wkrętów w żywieckiej fabryce, bo ta właśnie wymieniała maszyny.
— Nie nadążałem z produkcją, więc stale inwestowałem. Zacząłem w hali mającej 300 metrów kwadratowych. Wkrótce w miejscu dawnych szklarni stanęły hale. Fabryka rosła i rosła — mówi prezes.
Dziś produkuje na 16 tys. mkw. Dysponuje 11 składami fabrycznymi w Polsce, o łącznej powierzchni 14 tys. mkw. hal wysokiego składowania. Ma 200 samochodów. Za kilka tygodni oddaje do użytku nowoczesny biurowiec, a w planach jest budowa magazynu logistycznego o powierzchni 30 tys. mkw.
Rodzinny biznes
Od 1990 roku przedsiębiorstwo działa pod nazwą Wkręt-Met.
— Eksportujemy towary do 17 krajów Europy. Pierwsi w Polsce zdobyliśmy aprobatę europejską, wydaną przez Instytut Techniki Budowlanej w Warszawie. To ten znak CE, który znajduje się na naszych wyrobach. Aby go uzyskać, na odpowiednich dokumentach swój podpis musiało złożyć 25 europejskich instytutów techniki — tłumaczy Dariusz Pindel, dyrektor departamentu eksportu Klimas Wkręt-Met.
Wiele wyrobów przedsiębiorstwa zostało zaprojektowanych w tutejszym biurze i ma patenty konstrukcyjne.
— Mam młody i zdolny sztab ludzi, który ciężko pracując, buduje firmę. Przy obecnym poziomie technologii są to częściej osoby, które specjalizują się w programowaniu maszyn niż w ręcznej obróbce — mówi prezes Klimas.
Dba nie tylko o siebie
Wkręt-Met sponsoruje częstochowski klub siatkarski. Drużyna przyjęła nazwę AZS Wkręt-Met Domex Częstochowa.
— Grałem w drugoligowym BBTS Bielsko-Biała. Marzę, by mistrzostwo Polski wróciło do Częstochowy. Na razie mamy tytuł drugiego wicemistrza — mówi Wojciech Klimas.
To nie jedyna pasja prezesa Wkręt-Metu.
— Lubię spacery górskie, narty i pływanie. Potrafię płynąć pięć kilometrów bez przerwy. W swoich podróżach zawsze wybieram najwyższe hotele na świecie, zdobywam też najwyższe wieżowce. Angażuję się w wiele akcji charytatywnych. Choćby w Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, dla której w 2005 roku wylicytowaliśmy medal finału z numerem drugim za 160 tysięcy złotych — dodaje szef Wkręt-Metu.
