Łupkowy Polkomtel

Jest pomysł, aby PGNiG, KGHM, Tauron i PGE utworzyły spółkę, która zwróci się po pieniądze do banków lub na inwestorów giełdowych

Kiedy w 1995 r. działalność zaczynał Polkomtel, utworzony m.in. przez KGHM, PKN Orlen i Polskie Sieci Elektroenergetyczne (obecnie PGE), telefonia komórkowa wydawała się biznesem mglistym i niepewnym. Potrzebny był państwowy impuls i państwowe pieniądze na inwestycje, ale opłaciło się. W zeszłym roku za 100 proc. udziałów Polkomtela Zygmunt Solorz-Żak zapłacił 15,1 mld zł. Teraz rządowi marzy się powtórzenie tego modelu, ale w gazie łupkowym. Pomysłodawcom chodzi bowiem o stworzenie „łupkowego Polkomtela”, czyli firmy, w której udziały obejmą: gazowy PGNiG, miedziowy KGHM oraz energetyczne PGE i Tauron. To te firmy zawarły kilka dni temu porozumienie zakładające współpracę w ramach zagospodarowania koncesji poszukiwawczej Wejherowo.

W Londynie kupują łupki

Pomysł powstał około pół roku temu. Nieoficjalnie mówią o nim wszyscy, oficjalnie — nikt. — Plan zakłada, że do SPV [special purpose vehicle, czyli spółki specjalnego przeznaczenia — red.] PGNiG wniosłoby koncesję oraz to, co już w nią zainwestował, a pozostali partnerzy — gotówkę.

Generalnie wkład każdego z partnerów miałoby na początek mieć wartość ok. 100 mln zł — mówi nasz rozmówca związany ze skarbem państwa. Każda z czterech firm miałaby przedstawicieli w radzie nadzorczej i — co za tym idzie — wpływ na decyzje. Ale nie chodzi tylko o to, lecz również o uzyskanie finansowania. Łupkowy Polkomtel miałby się bowiem poddać zewnętrznej weryfikacji i poprosić o pieniądze banki lub inwestorów giełdowych.

— To najlepszy sposób na sprawdzenie, czy biznesplan jest atrakcyjny i czy rynki finansowe wierzą w wydobycie gazu z łupków w Polsce. Zwłaszcza jeśli mówimy np. o giełdzie w Londynie, na której notowanych jest wiele podobnych firm. Polska spółka mogłaby uzyskać np. 1,6 mld zł, by łącznie dysponować ok. 2 mld zł kapitału — podkreśla rozmówca „PB”. Zdaniem Michała Popiołka, dyrektora departamentu finansowania strukturalnego i mezzanine w BRE Banku, powołanie spółki celowej, która miałaby się zająć poszukiwaniem gazu łupkowego, to dobry pomysł. Przynajmniej jeśli chodzi o zdobycie pieniędzy.

— Taka firma nie powinna mieć problemów ze znalezieniem inwestorów, którzy lubią ten rodzaj ryzyka, o czym świadczą przykłady KOV (spółka poszukiwawcza Jana Kulczyka) i Petrolinvestu (spółka Ryszarda Krauzego) — uważa Michał Popiołek. Przykład? W czerwcu zeszłego roku firma 3legs Resources zebrała w Londynie, w ofercie publicznej, 62,5 mln GBP i zadebiutowała na rynku AIM (rynek alternatywny). Co ma w portfelu? Szanse na polski gaz łupkowy — sześć koncesji na poszukiwania w rejonie Morza Bałtyckiego, głównie w Polsce.

PGNiG woli być w centrum

Czy pomysł utworzenia łupkowego Polkomtela zostanie zatwierdzony? Zwolenników ma wielu, ale przeciwników też nie brakuje — w tym w samym PGNiG, które najchętniej niezależnie prowadziłoby i nadzorowało wiercenia, bez przesadnej kontroli ze strony partnerów. Od przedstawicieli gazowej spółki nie otrzymaliśmy wczoraj odpowiedzi. Wypowiedziało się natomiast ministerstwo skarbu… podkreślając rolę PGNiG.

— PGNiG podpisał listy intencyjne z każdym z partnerów z osobna. Obecnie negocjowane są umowy o współpracy, które szczegółowo określą jej zasady. Z uwagi na posiadane doświadczenie i profil działalności uważamy za zasadne, żeby kontrolę operacyjną nad pracami poszukiwawczymi utrzymało PGNiG — zauważa Magdalena Kobos, rzeczniczka resortu skarbu.

— Nie chcemy wchodzić w buty PGNiG. Oni najlepiej znają się na poszukiwaniu i wydobyciu surowców. Zależy nam jedynie na tym, by mieć kontrolę nad zainwestowanymi w projekt pieniędzmi, a temu miałoby służyć powołanie spółki celowej — mówi osoba ze spółki energetycznej zaangażowanej w projekt.

OKIEM EKSPERTA

Model Polkomtela jest racjonalny

PAWEŁ PUCHALSKI

szef analityków w Domu Maklerskim BZ WBK

Uruchomienie wydobycia gazu łupkowego wymaga ogromnych inwestycji, kluczowe jest zatem uzyskanie finansowania. Firmy zaangażowane w projekt są wprawdzie bogate, ale i w Tauronie i w PGE, spodziewany jest wzrost wskaźników zadłużenia (w związku z inwestycjami). Dlatego każdemu pomysłowi uzyskania kapitału z zewnątrz należy zdecydowanie przyklasnąć. Pomysł prowadzenia tych inwestycji według modelu znanego z Polkomtela, czyli przy równym zaangażowaniu wszystkich czterech firm, uważam za racjonalny. Choć widać ryzyko wynikające choćby z konieczności osiągania porozumienia przy każdej poważniejszej decyzji. Wystarczy przypomnieć przypadek PKN Orlen, któremu bardzo zależało na wyjściu z Polkomtela, ale długo wstrzymywali go pozostali akcjonariusze.

Złota żyła i wpadka

To nie pierwszy przypadek, kiedy resort skarbu nawołuje państwowe spółki do wyłożenia pieniędzy na obiecujący biznes. W 1995 r. w ten sposób powstał gigant telekomunikacyjny — Polkomtel, utworzony przez dziesięciu akcjonariuszy, a wśród nich osiem krajowych spółek m.in. KGHM, PKN Orlen i Polskie Sieci Elektroenergetyczne. W ubiegłym roku za 100 proc. udziałów Polkomtela Zygmunt Solorz zapłacił 15,1 mld zł. Interesy z resortem skarbu nie zawsze jednak oznaczają kokosy. Niewypałem zakończył się państwowy biznes z Telewizją Familijną (późniejszą Telewizją Puls), która powstała w 2001 r. dzięki wsparciu KGHM, PKN Orlen, PZU oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Już w dwa lata później stacja miała 130 mln USD długów i wstrzymała nadawanie. Próby jej wskrzeszenia podejmował m.in. Rupert Murdoch i Zygmunt Solorz. Obecnie jej głównym akcjonariuszem jest Dariusz Dąbski, prezes stacji, wcześniej szef Optimusa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, MICH

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Łupkowy Polkomtel