mAccelerator inwestuje w roboty

Specjaliści od operacji z mBanku założyli spółkę, w którą bank zainwestował. Liczy, że start-up zostanie liderem robotyki w Europie

Osobiście jest on zainteresowany powodzeniem inwestycji, ponieważ jednym z kluczowych wymogów mBanku w ramach projektu mAccelerator było zaangażowanie kapitałowe partnerów w funduszu.

Weź udział w konferencji na temat wykorzystania sztucznej inteligencji w sektorze finansowym >>

Kilka dni temu w mBanku pracę zaczęły cztery roboty. W niczym nie przypominają C-3PO ani R2D2 z „Gwiezdnych wojen”, bo też nie są to maszyny, ale programy z rodziny Robotic Process Automation (RPA), pracujące w zaciszu back office i wykonujące niewdzięczną, powtarzalną, ale równocześnie niezbędną pracę typu copy-paste. Kilka miesięcy temu pisaliśmy w „PB”, że mBank rozpoczyna testowanie programów z zakresu automatyki. Po pilotażu bank wybrał dostawcę platformy RPA — brytyjski BluePrism i zaczął prace nad dostosowaniem programu do własnych potrzeb. „Konstrukcją” robotów zajęli się ludzie z mCO, czyli z mbankowego mCentrum Operacji, obsługującego back office całej grupy: wnioski i dyspozycje klientów, archiwizację danych itp. To właśnie tutaj występuje idealne środowisko pracy dla RPA: ustrukturyzowane, ujęte w procedury powtarzalne procesy. Roboty niestrudzenie przez 24 godziny na dobę mogą kopiować dane z arkuszy excelowych do systemów informatycznych banków. Pracownicy mają czas zająć się bardziej wymagającymi czynnościami. — Roboty wykonują proste, żmudne, powtarzalne prace, w których, ze względu na monotonię, nietrudno o błędy — mówi Robert Gniezdzia, do niedawna wiceprezes mCO, od niedawna prezes Digital Teammates, spółki z portfela mAcceleratora, funduszu venture capital należącego do mBanku. Skomplikowane?

Roboty do outsourcingu

Kiedy okazało się, że soft do automatyzacji procesów działa i jest pożyteczny, w mBanku zrodziła się myśl, że może warto pójść dalej i zająć się pisaniem takich programów. Rynek RPA jest jeszcze dziewiczy. Działa na nim kilku globalnych dostawców oprogramowania, ale są to rozwiązania wystandaryzowane, wymagające dostosowania do potrzeb klienta. mBank, opierając się na własnych doświadczeniach, doszedł do wniosku, że z pewnością jest popyt na systemy szyte na miarę. — Na krajowym rynku nie mamy konkurencji. Zapotrzebowanie natomiast jest bardzo duże: w sektorze bankowym, rynku ubezpieczeń, a przede wszystkim w centrach usług wspólnych, gdzie ogromne ilości danych są ręcznie kopiowane przez pracowników — wyjaśnia Robert Gniezdzia.

mBank doszedł do wniosku, że jako instytucja finansowa ma inne zadania niż budowa robotów i zdecydował się wyoutsourcować projekt i oddać go w zarządzanie swoim ludziom. Wykorzystał do tego własny wehikuł inwestycyjny — mAccelerator, fundusz venture capital, utworzony wiosną tego roku, z kapitałem w wysokości 50 mln EUR. To pierwsze tego typu przedsięwzięcie w krajowym sektorze. I nie tylko. Własny fundusz VC to właściwie standard w zachodnich bankach, gdzie wykorzystywane są do monitorowania niezwykle dynamicznego rynku fintechów i kupowania całych firm albo udziałów, często w pośpiechu, byle zdążyć przed konkurencją. W Polsce własne fundusze mają duże spółki skarbu państwa i zazwyczaj stanowią przedłużenie komórek R&D, koncentrując się na szukaniu nowych rozwiązań, przydatnych w konkretnej branży.

Europejski lider in spe

Rola mAcceleratora zdefiniowania jest nieco inaczej. Radar inwestycyjny ma nastawiony na cały rynek innowacyjny, a nie tylko finansowy, więcej nawet — interesują go głównie interdyscyplinarne rozwiązania, bo im szersze jest ich potencjalne

PIERWSZE PROJEKTY:

Digital Teammates nie jest jedyną inwestycją mAcceleratora. Wojciech Chmielewski, partner w funduszu, ujawnia, że w portfelu jest też start-up zajmujący się bezpieczeństwem. Do końca roku możliwe są jeszcze dwie podobne inwestycje.

[FOT. WM]

zastosowanie, tym większe szanse na spieniężenie biznesu. Fundusz szuka projektów, które może przetestować w mBanku, zweryfikować przydatność i ruszyć dalej w rynek. Działka RPA idealnie wpisuje się w tę koncepcję. Wojciech Chmielewski, partner w mAcceleratorze, uważa, że Digital Teammates jest spółką perspektywiczną, dobrze rokującą. Rynek robotyki dopiero raczkuje, ale błyskawicznie się rozwija, gdyż firmy szybko dostrzegają korzyści płynące z automatyzacji. Rozwiązania DTM charakteryzują się prostotą implementacji, gdyż instalacja nie wymaga ingerencji w systemy partnera — RPA stanowi nakładkę na istniejący system. — Liczymy, że wykorzystując współpracę z mBankiem, spółka szybko pozyska klientów i stanie się liderem na rynku RPA w regionie. Docelowo liczymy na zyskowne wyjście z inwestycji. Trudno powiedzieć, kiedy, bo mówimy o rynku znajdującym się jeszcze w powijakach. Co do zasady inwestujemy w horyzoncie 5-letnim, ale być może zbyt wczesne wyjście DTM mogłoby odbić się negatywnie na potencjale zysku dla funduszu — mówi Wojciech Chmielewski.

Robot kontra człowiek

Automatyzacja, robotyka, sztuczna inteligencja to dzisiaj gorące tematy w bankowości. Część branży uważa nowe rozwiązania informatyczne za świętego Graala, który pozwoli zwiększyć efektywność i zredukować koszty, co dla sektora dociśniętego do ściany od strony przychodów stanowi prawdziwe wybawienie. Inni wskazują, że oszczędności dzięki robotom będą się odbywały głównie kosztem czynnika ludzkiego. Niebezpodstawnie. 31 października tego roku singapurski „Straits Time” napisał, że trzy japońskie duże banki: Mizuho Bank, Mitsubishi UFJ i Sumitomo Mitsui, planują redukcję 33 tys. etatów w ciągu 10 lat w związku z rozwojem automatyzacji i sztucznej inteligencji. 2 listopada National Australia Bank poinformował, że z tych samych powodów zlikwiduje 6 tys. miejsc pracy i utworzy 2 tys. w bankowości cyfrowej. Głośnym echem odbiła się wypowiedź z początku września Johna Cryana, prezesa Deutsche Banku, że „duża liczba bankowców” zostanie zastąpiona przez roboty. McKinsey jest bardziej dokładny i ocenia, że w związku z robotyzacją w bankach zniknie 30 proc. etatów. W kontrze do tych opinii stoi natomiast Jamie Dimon, szef JP Morgana, największego banku na świecie, który wiosną w dorocznym liście do inwestorów powiadomił, że będzie wykorzystywał roboty do prostych manualnych prac, ale w wywiadzie udzielonym w czerwcu sprecyzował, że nie oznacza to spadku zatrudnienia — przeciwnie. „Sądzę, że w ciągu 20 lat zatrudnienie w banku pójdzie w górę, a nie w dół” — powiedział w rozmowie opublikowanej na LinkedIn. Z podobnego założenia wychodzą ludzie z Digital Teammates. Sama nazwa spółki ma sugerować, że chodzi o rozwiązania przyjazne dla pracowników. Robert Gniezdzia wyjaśnia, że robot nie zastąpi, lecz wyręczy człowieka w prostych, powtarzalnych, manualnych czynnościach. Analiza, podejmowanie decyzji to wciąż będzie domena pracowników. Na pewno zmieni się charakter pracy, potrzebne będą nowe specjalizacje, co nie oznacza, że z robotami pracować będą tylko informatycy.

— Potrzebni są specjaliści w danej dziedzinie. W przypadku naszych rozwiązań są to ludzie rozumiejący operacje — mówi Rober Gniezdzia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / mAccelerator inwestuje w roboty