Małe spółki mogą mieć problem z poprawą

opublikowano: 11-02-2018, 22:00

Cały rynek wieszczy renesans maluchów w 2018 r. — przedstawiciele największego detalicznego TFI idą pod prąd. Twierdzą, że to zaklinanie rzeczywistości

Małe spółki z warszawskiej giełdy nie zaliczyły ubiegłego roku do udanych. Symbolem ich słabości stał się indeks sWIG80, skupiający najpłynniejsze. Rok zakończył, co prawda, ze stopą zwrotu w okolicach zera, ale od kwietnia regularnie tylko tracił. Ze strategii inwestycyjnych instytucji finansowych na 2018 r. powszechnie jednak bije nadzieja na odrodzenie tego segmentu rynku. To właśnie sWIG80 ma być indeksem oferującym w 2018 r. najwyższą stopę zwrotu. Abstrahując od ostatnich zawirowań na światowych giełdach, takie stanowisko kwestionują zarządzający aktywami w grupie PKO Banku Polskiego.

— Jak ktoś ma coś w portfelu, to staje się zakładnikiem pozytywnego myślenia o tych aktywach. Obawiam się, że wielu zarządzających funduszami stało się właśnie zakładnikami tego, co mają w portfelach. Twierdzenie, że notowania małych spółek odbiją w 2018 r., jest próbą zaklinania rzeczywistości, na pograniczu naganiania — twierdzi Łukasz Kwiecień, prezes KBC TFI i jednocześnie wiceprezes PKO TFI na bezpłatnym urlopie.

— Jeśli nie dojdzie do globalnego krachu, na koniec roku indeks sWIG80 będzie znacznie wyżej niż obecnie — podtrzymuje opinię Piotr Żółkiewicz, zarządzający Zolkiewicz & Partners Inwestycji w Wartość FIZ, który na 2018 r. zalecał ulokowanie 45 proc. aktywów w funduszu małych i średnich spółek. Podobnie wypowiada się Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI, które już w połowie grudnia 2017 r. prognozowało, że relatywna słabość indeksu sWIG80 dobiega końca.

— Podtrzymujemy naszą ocenę, że w 2018 r. sWIG80 będzie znacząco lepszy od indeksu WIG20. Może jeszcze nie w pierwszym kwartale, ale jesteśmy blisko przełomu na indeksie małych spółek — mówi Sebastian Buczek.

Marże trudne do poprawy

Powodem dotychczasowej wielomiesięcznej przeceny małych spółek było nienadążanie ich wyników za poprawą sytuacji gospodarczej. To konsekwencja presji na wzrost płac oraz rosnących cen surowców w powiązaniu z niską inflacją, uniemożliwiającą podnoszenie cen produktów i usług. Nadzieje na odbicie indeksu sWIG80 to prosta pochodna oczekiwań, że w 2018 r. sytuacja ulegnie zmianie. Sławomir Sklinda, zastępca dyrektora departamentu zarządzania aktywami PKO TFI, uważa jednak, że nadzieje te mogą nie mieć pokrycia w rzeczywistości. Jego zdaniem, większość analiz nie doszacowuje wzrostu presji na płace w 2018 r. Wskazuje, że w niektórych branżach małe firmy są klasycznymi podwykonawcami.

— Ich potencjał do podnoszenia cen jest w takich sytuacjach zerowy. Zależy od dobrej woli tego, z kim mają umowę — przypomina Sławomir Sklinda. Zarządzający przypomina przy tym o umocnieniu złotego. Poza wzrostem kosztów ten czynnik również wpływa na spadek konkurencyjności polskich eksporterów — tym bardziej, im bardziej cena decydowała o pozyskiwaniu przez nich zamówień.

— Pierwszy i drugi kwartał 2018 r. będą czasem obserwacji, które spółki są w stanie przenieść wzrost kosztów na odbiorców. Przedsiębiorstwa działające na niskiej marży mają jednak małe pole manewru. Przy pewnym poziomie cen w branżach, w których produkcję można zautomatyzować,działalność wytwórcza może wrócić z Polski np. do Niemiec. Z perspektywy zamawiającego łatwiej rozmawia się z kimś z sąsiedniego miasta niż zza granicy — tłumaczy Sławomir Sklinda.

Za słabość małych firm uważa automatyzację. Koszty pracy mają dla nich większe znaczenie, bo są niedoinwestowane.

— Z jakich powodów? Nie wiadomo. Myślę, że kwestie polityczne są tylko wymówką. Dopóki ktoś może robić śrubki na starej maszynie, to po prostu je robi — mówi Sławomir Sklinda. Inwestycje w maszyny nie są zaś łatwe przy pogarszających się wynikach finansowych. To prosta pochodna przepływów gotówkowych.

— Za nową maszynę trzeba zapłacić, a efekty inwestycji będą widoczne dopiero za 2-3 lata — zwraca uwagę Sławomir Sklinda.

Coś w tym jest, ale…

Przemysław Skrzydlak, prezes Izobloku, dostarczającego elementy z tworzywa sztucznego fabrykom samochodów, częściowo się z tym zgadza. Przyznaje, że w 2018 r. firma będzie odczuwała presję na marże. Wyjaśnia, że dostawcy koncernów samochodowych bazują na długoterminowych kontraktach. Warunki mogą się zmienić dopiero po ich zakończeniu i zastąpieniu nowymi.

— Nie możemy oczywiście wykluczyć sytuacji, że dostawca idzie do kontrahenta i po prostu podnosi mu ceny, ale jest to trudne i z reguły się nie udaje — zaznacza Przemysław Skrzydlak. Zwraca też uwagę, że w obecnej sytuacji polskim firmom brak argumentów do renegocjacji cen.

— Tak dynamicznego wzrostu płac, jaki jest w Polsce, nie obserwujemy za granicą. Eksporterzy nie mogą więc oczekiwać poprawy warunków już podpisanych umów z powodu wzrostu płac. Zagraniczni odbiorcy nie obserwują tego zjawiska i taki argument ich nie przekona — tłumaczy Przemysław Skrzydlak.

Zaznacza, że w tej sytuacji jedynym sposobem poprawy wyników jest takie zwiększenie sprzedaży, by nawet przy niższej marży mieć większe zyski. W tym kontekście znaczenia nabiera kurs złotego. Piotr Żółkiewicz nie widzi problemu w umocnieniu polskiej waluty. Wręcz przeciwnie — dostrzega w nim szansę na poprawę wyników.

— Małe spółki to bardzo niejednorodna grupa, ale wśród nich jest więcej eksporterów niż importerów. Wszystkie spółki odzieżowe głównie importują. One skorzystają na umocnieniu złotego. Przedsiębiorstwa działające w segmencie aparatury technicznej importują mniej więcej tyle, ile eksportują. Dla nich kurs złotego powinien być neutralny, a nawet lekko korzystny, bo importują głównie za dolary, a eksportują za euro. Nie widzę więc wielkich zagrożeń dla indeksu sWIG80 — przekonuje Piotr Żółkiewicz.

— Należy zadać pytanie, jaka część kosztów polskich firm jest w złotych, a nie w euro. Kurs surowców „międzynarodowych”, takich jak ropopochodne, polimery, metale — bez względu na waluty, w jakich są one opłacane — jest praktycznie identyczny do wartości w euro i ewentualne odchylenia nie trwają dłużej niż miesiąc. Koszty zacumowane w złotych to robocizna, transport, amortyzacja i część usług, w tym finansowych. W przypadku firmy przemysłowej ta część kosztów nie przekracza 25 proc. Jeśli pobawimy się w arytmetykę, odkryjemy, że umocnienie się złotego o 5 proc. nie zmniejsza wskaźnika marży o więcej niż 1 pkt proc. w przypadku firmy o takiej strukturze kosztów, i która — jak Ergis — sprzedaje połowę produkcji w euro — mówi Tadeusz Nowicki, prezes Egisu, produkującego opakowania z tworzyw sztucznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Małe spółki mogą mieć problem z poprawą