mBank i Millennium żegnają się z dywidendą

opublikowano: 21-01-2021, 20:00

Ostatnie odpisy sugerują, że niezależnie od tego, czy banki zgodzą się na propozycję KNF odnośnie kredytów frankowych, niektóre z nich przez lata nie wypłacą nic akcjonariuszom

Z tego artykułu dowiesz się:

  • jakich odpisów na kredyty frankowe dokonały mBanki i ING,
  • czy podobnych kroków należy się spodziewać po innych bankach,
  • to to oznacza dla zdolności do wypłaty dywidend przez banki,
  • które banki mimo frankowych problemów stać będzie na podzielenie się zyskiem.

Dzień po dniu informacje o wzroście rezerw na kredyty frankowe przekazały w tym tygodniu mBank i ING Bank Śląski. Instytucje te są bardzo zbliżone pod względem aktywów i tasują się na 4-5 miejscu w sektorze. Pierwsza zwiększyła rezerwy o około 440 mln zł, druga - o 250 mln zł. Oznacza to, że w mBanku wzrosły one do 1,3 mld zł, a w ING do 325 mln zł. Mimo ogólnie podobnej skali działalności zaangażowanie obu banków w kredyty frankowe jest jednak skrajnie różne. Obecny poziom odpisów w mBanku to mniej niż 10 proc. jego portfela frankowego, który według ostatnich danych wynosi 13,6 mld zł. W ING odpisy przekroczyły już jedną trzecią wartości portfela frankowego, który opiewa na zaledwie 917 mln zł.

Skala odpisów w ING jest przy tym zbieżna z kosztem systemowego rozwiązania kwestii kredytów frankowych przedstawionego w grudniu przez KNF.

- W przypadku ING wygląda na to, że bank chce jak najszybciej pozbyć się problemu. Taki koszt, który proponuje KNF, czyli mniej więcej jedna trzecia wartości portfela, został przez bank już poniesiony, więc dla ING jest to zapewne ścieżka, którą chce iść – komentuje Michał Sobolewski, analityk DM Banku Ochrony Środowiska.

Inni analitycy nie są tak stanowczy.

- Na pewno bardziej chętne do przyjęcia propozycji KNF są banki z mniejszym portfelem, łatwiej zarządzalnym pod względem ewentualnej straty na nim. Nawet gdyby ING chciało odpisać cały portfel kredytów frankowych, nie pokazałoby straty rocznej. Natomiast gorzej będzie z bankami, które przy takim jednorazowym odpisie miałyby problem z utrzymaniem wymaganych współczynników kapitałowych – mówi Marta Czajkowska-Bałdyga, analityczka Haitong Banku, która zakłada, że przyjęcie propozycji KNF oznacza dla banków konieczność dokonania odpisu 40 proc. wartości portfela kredytów frankowych.

- Według moich wyliczeń koszt propozycji KNF to około 40 proc. wartości portfela, ale może się to różnić w zależności od banku. Dlatego nie wiem, czy ruch ING jest przygotowaniem do przyjęcia propozycji KNF, czy wynika po prostu z konserwatywnego podejścia. Pierwszą rezerwę na kredyty frankowe ING zawiązał już w 2016 r., co dowodzi, że bank dostrzega pewne ryzyka z wyprzedzeniem – dodaje Maciej Marcinowski, zastępca szefa działu analiz Trigonu DM.

Sektor się podzieli

Zdaniem Michała Sobolewskiego, poza ING zgody na propozycję KNF można się też spodziewać ze strony Pekao, Santandera i PKO BP. Pierwszy, podobnie jak ING, ma po prostu niewiele kredytów frankowych. Santander i PKO BP są zaś silne kapitałowo, więc udźwigną finansowo duży jednorazowy odpis. Jest to szczególnie istotne w przypadku PKO BP, które kredytów frankowych ma najwięcej ze wszystkich banków.

- W przypadku PKO BP, Pekao, Santandera i ING dokonanie w portfelu kredytów frankowych jednorazowego odpisu wynikającego z propozycji KNF nie powinno mieć wpływu na dywidendę, jeżeli KNF na jej wypłatę w ogóle się zgodzi [obecnie jest ona wstrzymana w związku z pandemią – red.]. PKO BP ma około 17 mld zł dodatkowego kapitału powyżej współczynnika Tier 1, więc gdyby odpisało 8,1 mld zł, to w banku i tak by zostało 9 mld zł dodatkowego kapitału. Pozwoliłoby to na wypłatę dywidendy – wylicza Marta Czajkowska-Bałdyga.

- Mój scenariusz bazowy zakłada, że grupa banków zgodzi się na propozycję KNF i poniesie jednorazowo pewien duży koszt, ale będzie też grupa, która ze się na nią nie zgodzi. Będzie to wynikało z tego, że niektóre banki ze względów kapitałowych po prostu nie będą miały wyboru, albo po prostu będą wolały księgować straty na kredytach frankowych rok po roku. Będzie to oznaczało, że takie rezerwy jak w czwartym kwartale mogą się w nich powtarzać przez 7-10 lat – prognozuje Michał Sobolewski.

Do tej drugiej grupy będą według niego należały mBank, Millennium oraz Getin Noble. W praktyce oznaczałoby to, że akcjonariusze mBanku i Millennium na dłuższy czas mogliby pożegnać się z dywidendą (Getin Noble i tak ma już problemy).

Dywidenda znika na lata

Michał Sobolewski zwraca uwagę, że kwestia franków ciąży dywidendzie mBanku i Millennium w obu wariantach rozwoju sytuacji z kredytami frankowymi.

- mBank będzie prawdopodobnie mógł wypłacić dywidendę w okolicach lat 2024/25, niezależnie od tego, czy dokona jednego dużego odpisu na kredyty frankowe, czy będzie to robił w mniejszych kwotach co kwartał. Millennium jest bardziej ryzykowne. Dywidendy nie należy się tam spodziewać jeszcze dłużej, a w przypadku szybkiego jednorazowego odpisu konieczne mogłoby się okazać dokapitalizowanie banku– mówi Maciej Marcinowski.

Również Marta Czajkowska-Bałdyga, dostrzega konieczność nowej emisji akcji w Millennium, gdyby instytucja ta chciała pójść drogą wskazaną przez KNF.

- Powtarzające się latami kwartalne odpisy miałyby duży wpływ na dywidendę. W przypadku jednorazowego dużego odpisu, powstaje jednak pytanie o to, ile zajmie powrót do wymogów kapitałowych adekwatnych do wypłaty dywidendy. A więc w obu przypadkach dywidendy są zagrożone. W wariancie proponowanym przez KNF - zakładając, że będzie on akceptowany przez sądy – eliminuje się jednak przede wszystkim niepewność co do tego, jaka będzie skala roszczeń klientów wobec banków – tłumaczy Michał Sobolewski.

Ta ostatnia kwestia jest zaś zagadką. Biorąc pod uwagę obecne orzecznictwo, można przyjąć, że banki przegrywają niemal każdą wytoczoną im sprawę. Od takiego obrazu odcinają się sprawy, w których kredyt hipoteczny był powiązany z działalnością gospodarczą. Nie wiadomo jednak, ile takich kontraktów jest w całej puli kredytów frankowych, a co za tym idzie w ilu przypadkach banki mają zwycięstwo w kieszeni. Poza tym nie wiadomo jaka będzie skala pozwów, jeśli np. za dwa lata frank będzie kosztował 2,50 zł. Czy wtedy frankowicze będą równie chętnie jak obecnie będą walczyć o unieważnienie umów jakie podpisali? Te wszystkie niewiadome wpływają zaś na ocenę tego, który wariant rozwiązania problemu będzie dla banków korzystniejszy w stopniu nie mniejszym niż odpowiedź na pytanie, czy sądy będą akceptować systemowe rozwiązanie zaproponowane przez KNF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane