Miało być przejrzyściej, jest tylko inaczej

Urszula Światłowska
11-09-2006, 00:00

Ustawa o działalności lobbingowej skończyła pół roku. Miała proces tworzenia prawa uczynić transparentnym. Miała...

Losy ustawy o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa od początku nie były łatwe. Jej historia zaczęła się w roku 2002. Pod koniec 2003 r. odrzucona przez Sejm ustawa trafiła do tzw. lobbingowej komisji nadzwyczajnej — na kilka lat. Prace przebiegały w cieniu afery Rywina, sprawy Orlenu i historii działań Marka Dochnala. Nie wróżyło to najlepiej nowej regulacji. W tym czasie lobbing kojarzył się bowiem z korupcją i załatwianiem prywatnych interesów, a nie z profesjonalnymi usługami. Dopiero w lipcu 2005 r. udało się uchwalić ustawę, która 7 marca 2006 weszła w życie.

Od razu zaczęło się też mówić o nowelizacji nowego prawa. Po pół roku wcale nie jest lepiej. Ustawa miała sprawić, aby pro- ces tworzenia prawa był jaw- ny, jednak na razie wiele nie zmieniła.

Grad zarzutów

Co zarzucano ustawie? Po pierwsze — fragmentaryczność, czyli że reguluje działania tylko na etapie rządowym i ministerialnym, a nie dotyczy projektów ustaw i rozporządzeń przygotowanych w Kancelarii Prezydenta, parlamencie czy przez organy samorządu terytorialnego.

Po drugie, nowej regulacji zarzuca się dyskryminację, bo rejestrować się muszą tylko profesjonalni lobbyści. Przepisy nie dotyczą gości parlamentarzystów, niezależnych konsultantów czy ekspertów.

Trzeci zarzut to sprzyjanie biurokracji. Po spotkaniu z lobbystą każdy urzędnik ma obowiązek sporządzić notatkę. Jednak to już on sam ocenia, czy rozmawiał z lobbystą czy z konsultantem. Lobbyści obawiali się, że urzędnicy, przerażeni dodatkową papierkową robotą, nie będą chcieli z nimi rozmawiać.

Mimo wszystko, i zwolennicy ustawy, i jej przeciwnicy byli zgodni, że jest ona potrzebna i może zwiększyć przejrzystość tworzenia prawa. Praktyka miała pokazać, co trzeba będzie zmienić.

Po pół roku obowiązywania, ustawa nadal jest niedoskonała. Wciąż słychać o jej mankamentach.

— Te błędy wynikają z trzech czynników. Intencją ustawy było wprowadzenie niemal policyjnej kontroli nad jawnie działającymi firmami lobbingowymi. Nie jest tajemnicą, że powstała również pod wpływem ówczesnych służb specjalnych. Z drugiej strony na pracach nad ustawą cieniem położyła się afera Rywina, co dało wielu posłom, co prawda słuszną, motywację, by uregulować lobbing, ale niestety bez większego uczestnictwa samego środowiska profesjonalnych lobbystów. Trzeci problem to pośpiech. W ostatnich miesiącach przyspieszono prace i niektóre artykuły napisano niezbyt precyzyjnie. Efekt? Z jednej strony ustawa nakłada nadmierną kontrolę nad profesjonalnym lobbingiem, ale z drugiej jest niezwykle nieszczelna — wylicza Marek Matraszek, założyciel firmy lobbingowej CEC Government Relations.

Mankamenty

Rzeczywistość potwierdziła wiele obaw. Przede wszystkim niekompletny okazał się rejestr. W oficjalnym wykazie podmiotów gospodarczych, wykonujących zawodową praktykę lobbingową wpisanych jest 65 podmiotów. Większość to firmy lobbingowe, agencje PR i firmy doradcze. Jest też kilka kancelarii, pojedynczych osób, izb gospodarczych i stowarzyszeń. Jednak dość trudno uwierzyć, że to wszyscy lobbyści w kraju. A gdyby ktoś chciał na stronach Sejmu zobaczyć, kto lobbuje w parlamencie, zdziwiłby się jeszcze bardziej. Taką działalność w naszym parlamencie uprawia... dwanaście osób.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że prawo jest idealne i że wszystko, co dotyczy lobbingu funkcjonuje bez zarzutu. Niestety, rzeczywistość jest inna.

Potwierdza to Grzegorz Ziemniak, dyrektor generalny Impress Art. & Lobbing, przewodniczący Stowarzyszenia Profesjonalnych Lobbystów w Polsce.

— Jeśli spojrzeć na listę zarejestrowanych podmiotów, to ich liczba jest śmiesznie niska w stosunku do oczekiwań — mówi Grzegorz Ziemniak.

Wtóruje mu Maciej Sankowski z firmy Viewpoint.

— Zauważyłem, że sporo firm jeszcze się nie zarejestrowało. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybym nie spotykał ich przedstawicieli w sejmowych korytarzach. W jakim charakterze wchodzi zatem do Sejmu niezarejestrowany lobbysta? Jako gość parlamentarzysty? Konsultant? Jeśli chodzi o tę funkcję kontrolną, to ustawa jest martwa — twierdzi Maciej Sankowski.

Skąd bierze się niechęć lobbystów do oficjalnego działania?

— Na wszelki wypadek wolą nie robić sobie kłopotu i nie nazywają swoich działań lobbingiem. To jest dowód na to, że ustawa nie spełnia swojej roli — dodaje Grzegorz Ziemniak.

Jednak, według ustawy, za lobbowanie bez uprzedniego wpisania do rejestru grozi kara pieniężna — od 3 tys. do 25 tys. zł

— Mam wrażenie, że restrykcje i niedogodności dotykają tych, którzy się ujawnili. Nie słyszałem, by wszczęto jakieś postępowanie wobec kogoś, kto nieoficjalnie stosuje praktyki lobbingowe, choć widzę to na co dzień — dodaje Grzegorz Ziemniak.

Tak jak przewidywano, ustawa nie wzięła też pod uwagę „czynnika ludzkiego”. Urzędnicy jeszcze nie przyzwyczaili się do oficjalnego obcowania z lobbystami.

— Dzieje się tak głównie za sprawą obowiązku sporządzania notatek — mówi Maciej Sankowski.

— Ustawa została źle napisana, jej przepisy można interpretować na wiele sposobów. Zawiera nieścisłości definicyjne co do samej istoty lobbingu. Czasami trudno urzędnikowi rozróżnić, co nim jest, a co nie. Ponadto ustawa ma wąski zasięg, bo lobbing szerzej rozumiany jako komunikacja z decydentami wokół szeregu spraw, a nie tylko legislacji, nie podlega ustawie. Mimo to wielu urzędników stosuje bardzo szeroką interpretację. Często z braku wiedzy o szczegółach ustawy, ale też z naturalnego odruchu asekuracyjnego. Dlatego zdarza się, że w niektórych przypadkach urzędnik wymaga dodatkowych wyjaśnień — uzupełnia Marek Matraszek.

Teoria i praktyka

Warto zatem zadać pytanie, czy z praktycznego punktu widzenia wprowadzenie ustawy coś zmieniło?

— Z praktycznego punktu widzenia zmieniło się stosunkowo niewiele. Ustawa nie zmniejszyła dostępu do urzędników. Być może są oni bardziej wyczuleni, by spotkania miały formalny charakter. Słyszałem też, że niektórzy odmawiali spotkania z lobbystą. Niesłusznie — mówi Marek Matraszek.

Jednak przez te pół roku lobbyści nauczyli się żyć z ustawą i widzą korzyści.

— Lepiej mieć plakietkę lobbysty dla zachowania przejrzystości procedur. Urzędnicy wiedzieli, z kim rozmawiają. Na początku byli nerwowi, ale powoli zaczynają traktować lobbystów jak partnerów merytorycznych, a zarejestrowanym lobbystom kancelaria Sejmu chętnie udziela pomocy — mówi Maciej Sankowski.

Czas na zmiany?

Choć o nowelizacji zaczęto mówić już po trzech dniach od wejścia w życie ustawy, na razie nadal obowiązuje ona bez zmian. Jednak o konieczności wprowadzenia poprawek mówi całe środowisko.

— Od początku nad ustawą ciążyło piętno tworzenia jej w pośpiechu. Dlatego im szybciej dokona się nowelizacji, tym lepiej —przekonuje stanowczo Grzegorz Ziemniak.

Jest jednak jeden warunek.

— Potrzebna jest nowelizacja, o ile wyjaśniłaby nieścisłości ustawy już obowiązującej, a nie doprowadziła do wzmożenia kontroli. Im więcej jest regulacji biurokratycznych, tym więcej zachęt do ich omijania — podsumowuje Marek Matraszek.

Nie ma wątpliwości, że ustawa regulująca działalność lobbingową jest potrzebna. Pytanie tylko, czy w swojej obecnej formie?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Światłowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Media / Miało być przejrzyściej, jest tylko inaczej