Miara sukcesu dzieli chętnych na PPK

opublikowano: 21-03-2019, 22:00

Nowy system emerytalny ogranicza przychody instytucji finansowych. Symboliczna opłata za sukces ma więc niebagatelne znacznie, ale przedstawiony projekt jej naliczania i wypłaty budzi kontrowersje

Narodowy Bank Polski (NBP) oprotestował projekt rozporządzenia ministra finansów ustalającego szczegółowe zasady pobierania tzw. opłaty za sukces przez instytucje finansowe prowadzące pracownicze plany kapitałowe (PPK). W funduszach PPK opłata za sukces może wynieść 0,1 pkt proc. wartości aktywów funduszu w skali roku. Ten symboliczny wymiar opłaty zmiennej ma jednak niebagatelne znaczenie dla instytucji prowadzących plany. Opłata stała nie może bowiem przekroczyć 0,5 pkt proc. Jest więc dużo mniejsza niż w przytłaczającej większości funduszy inwestycyjnych prowadzonych przez polskie TFI.

NBP, kierowany przez Adama Glapińskiego, po raz kolejny zgłosił
zastrzeżenia do regulacji dotyczących pracowniczych planów kapitałowych.
Zobacz więcej

Z UWAGAMI:

NBP, kierowany przez Adama Glapińskiego, po raz kolejny zgłosił zastrzeżenia do regulacji dotyczących pracowniczych planów kapitałowych. Fot. Marek Wiśniewski

Projekt rozporządzenia zakłada, że wartość stopy referencyjnej, której przekroczenie jest warunkiem uprawniającym do sięgnięcia po opłatę za sukces, jest uzależniona od rentowności 10-letnich obligacji skarbu państwa i ustalonej w rozporządzeniu „marży”. Ta ostatnia jest zaś zależna od zdefiniowanej daty zakończenia żywota funduszu i wynosi od zera do 2 pkt proc. dla funduszy, które mają funkcjonować 20 lat i dłużej. W roku wejścia PPK na rynek (czyli 2019) maksymalna stopa referencyjna wyniosłaby 5,02 proc.

Funkcjonowanie PPK w modelu funduszy zdefiniowanej daty oznacza jednak, że w swym początkowym okresie będą one inwestować bardziej agresywnie, co pociąga za sobą większa zmienność, ale też stwarza szanse na większe zyski. I na to właśnie zwraca uwagę NBP.

„Zgodnie z obowiązującymi przepisami portfel inwestycyjny funduszy o najdłuższym horyzoncie inwestycyjnym powinien w 60-80 proc. składać się z instrumentów udziałowych oraz w 20-40 proc. z instrumentów dłużnych. Stopa referencyjna zaproponowana w projekcie rozporządzenia nie jest zatem istotnie powiązana ze strukturą portfela takich funduszy. Przy wysokich stopach zwrotu z akcji fundusze dostawałyby dodatkową opłatę za wynik, która nie wynikałaby z efektywności zarządzającego, a jedynie z tego, że fundusz inwestował zgodnie z limitami inwestycyjnymi określonymi przepisami prawa” — czytamy w opinii NBP.

75 proc. czego?

Projekt rozporządzenia zawiera nie tylko techniczne aspekty rozliczania opłaty za sukces, ale również wskazanie, które instytucje mogą ją sobie wypłacić. NBP nie odniósł się do tego aspektu, ale ewidentnie wymaga on doprecyzowania. Ministerstwo Finansów założyło bowiem, że opłatę za sukces może sobie wypłacić instytucja, której fundusze osiągnęły na koniec listopada roczną stopę zwrotu równą lub wyższą „75 proc. najwyższych stóp zwrotu funduszy tej samej zdefiniowanej daty”. W rozporządzeniu ani ustawie nie ma jednak żadnego wyjaśnienia, jak interpretować liczbę mnogą w słowie „fundusz”. Zapytaliśmy o tę kwestię 10 instytucji finansowych, które wyraziły już zainteresowanie uruchomieniem PPK. Choć sam projekt rozporządzenia znany jest od 25 lutego 2019 r., sprawa okazała się ewidentnie kłopotliwa.

— Otworzył pan dyskusję. Te przepisy na razie nie funkcjonują w praktyce. Pewnie więc w trakcie spotkań roboczych zostaną uszczegółowione. Ale to, że pan zadał takie pytanie, to dowód na to, że mogą być różnie rozumiane — przyznaje przedstawiciel jednej z grup finansowych.

Akurat jego firma zakłada, że zapis o możliwości pobrania opłaty za sukces w przypadku osiągnięcia stopy zwrotu równej lub wyższej „75 proc. najwyższych stóp zwrotu funduszy tej samej zdefiniowanej daty” należy interpretować tak, że dodatkowy 0,1 pkt proc. opłaty za zarządzanie nie trafi tylko do funduszy, które znajdą się w najgorszym kwartylu stóp zwrotu. Innymi słowy, jeśli w grupie funduszy o tej samej zdefiniowanej dacie końca działalności będzie 16 funduszy, to po success fee nie będą mogły sięgnąć cztery najgorsze.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Zgadzamy się, że zapis ograniczenia zmiennej opłaty do 75 proc. najwyższych stóp zwrotu funduszy zdefiniowanych dat nie jest precyzyjny — przyznaje przedstawiciel innej firmy.

Generalnie przychyla się jednak do interpretacji z kwartylami. Uważa jednak, że jest to pomysł niewłaściwy.

— W takiej sytuacji może okazać się, że fundusze, które są „pod kreską”, wykażą wynik inwestycyjny tylko minimalnie niższy od tych „nad kreską”. Kara w postaci braku opłaty zmiennej byłaby dla nich zbyt surowa. Kolejnym czynnikiem ryzyka jest możliwe nadmierne podobieństwo struktur i stóp zwrotu funduszy tej samej zdefiniowanej daty — twierdzi przedstawiciel branży finansowej.

— Jeśli chodzi o to, by tak jak w przypadku OFE wszyscy kopiowali taką samą strategię inwestycyjną, to tak będzie. Chcąc być najlepszym, trzeba bowiem podjąć ryzyko, a w niesprzyjających warunkach może się to skończyć wynikiem w najgorszym kwartylu — mówi anonimowo inna osoba z rynku kapitałowego.

Jeden z naszych rozmówców proponuje rezygnację z porównania stóp zwrotu pomiędzy funduszami i pozostawienie porównań jedynie względem stóp odniesienia. Wyobraża sobie również rozwiązanie, w którym minimalna stopa zwrotu odnosiłaby się do odchylenia od średniej stopy zwrotu wszystkich funduszy danej daty. Problem w tym, że na podstawie tego samego projektu rozporządzenia inni widzą zupełnie inny obraz działalności.

— OFE, które nie wypracowały odpowiedniej stopy zwrotu, musiały dopłacać klientom. W PPK tego mechanizmu nie ma. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by rywalizować na stopy zwrotu. Zwrot o wypłacie success fee w przypadku osiągnięcia „75 proc. najwyższych stóp zwrotu funduszy tej samej zdefiniowanej daty” interpretujemy zaś tak, że jeśli najlepszy fundusz wypracuje 10 proc. zysku, to opłatę za sukces będą mogły pobrać wszystkie fundusze, które zarobią 7,5 proc. To, że w rozporządzeniu jest liczba mnoga, wynika z tego, że w PPK będą fundusze o różnych zdefiniowanych datach — tłumaczy przedstawiciel jednego z tuzów polskiego rynku.

Skarbówki tak, ale…

Opinia NBP na temat sposobu naliczania opłaty za sukces jest bardzo świeża, dlategochętnych do jej komentowania było mniej niż do wypowiadania się o tym, kto w ogóle jest uprawniony do opłaty zmiennej. Generalnie jednak przedstawiciele sektora finansowego przyznają NBP rację w kwestii błędnego określenia stopy referencyjnej. Skala poparcia jest jednak zróżnicowana, a entuzjazmu na pewno nie budzi pomysł NBP, by ten, kto nie osiągnie stopy referencyjnej, dopłacał klientom.

— Wskaźnik referencyjny oparty na rentowności obligacji skarbowych w oczywisty sposób nie oddaje dokładnie i wiarygodnie realiów, w jakich działa fundusz, który zgodnie z ustawą o PPK co najmniej 60 proc. aktywów musi inwestować na rynku akcji. Jednocześnie nie możemy podzielić opinii NBP, zgodnie z którą instytucja zarządzająca funduszem miałaby dopłacać do aktywów funduszu w przypadku nieosiągnięcia stopy zwrotu równej poziomowi referencyjnemu. Taka zmiana mogłaby w naszej ocenie zachwiać stabilnością finansową podmiotów zarządzających funduszami zdefiniowanej daty i stałaby w jawnej sprzeczności z ustawowym rozdzieleniem aktywów TFI i zarządzanych funduszy — zaznacza inny przedstawiciel sektora finansowego.

— Proponowana stopa odniesienia bazująca na rentowności obligacji dziesięcioletnich nie jest adekwatna do struktury portfeli funduszy zdefiniowanej daty. Z drugiej strony nie jest rzadkością odnoszenie wyników inwestycyjnych w dłuższych terminach do stóp odniesienia mających charakter absolutny lub bazujący na dochodowości instrumentów dłużnych. Skonstruowanie precyzyjnych benczmarków dla wszystkich funduszy zdefiniowanej daty nie byłoby łatwe, zważywszy na różnorodność aktywów tych funduszy, w tym ekspozycję na rynki zagraniczne. Dlatego sama koncepcja porównania wyników do parametrów bazujących na polskim rynku obligacji wydaje się do zaakceptowania. Zwracamy jednakże uwagę, że proponowana stopa odniesienia dotyczy rentowności z roku poprzedzającego oceniany rok, a także bazuje na rentownościach długoterminowych obligacji, a nie na zmianach ich cen, które modelowo zachowują się przeciwnie względem siebie. Wydaje się zatem, że lepszym rozwiązaniem byłby stopa odniesienia zgodna ze zmianą wartości indeksu polskich obligacji skarbowych w ocenianym okresie. Tego typu indeksy są udostępniane przez międzynarodowe instytucje finansowe oraz GPW — dodaje inny z rozmówców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu