Miedź wyliże się z koronawirusa

Rynek metalu, który na chińskiej epidemii ucierpiał najbardziej, najgorsze prawdopodobnie ma już za sobą

Notowaniom benchmarkowych kontraktów na miedź, które pod koniec stycznia obawy o epidemię koronawirusa w nieco ponad dwa tygodnie zepchnęły z 9-miesięcznegu szczytu w okolice dołków z ostatnich trzech lat, odrabianie strat idzie jak po grudzie. W czwartek za metal, tradycyjnie uważany za barometr koniunktury w globalnej gospodarce, płacono na giełdzie COMEX 2,615 USD za funt.

To o 0,6 proc. więcej niż dzień wcześniej, jednak wciąż o 9,4 proc. mniej niż na styczniowym szczycie. Na wyraźniejszą poprawę nastrojów nie pozwoliły informacje, że w będącej ogniskiem plagi chińskiej prowincji Hubei odnotowano 15 tys. nowych zakażeń koronawirusem, a liczba przypadków śmiertelnych przekroczyła 1300.

— Domyślam się, że za tymi statystykami nie stoi rzeczywiste gwałtowne pogorszenie sytuacji epidemiologicznej, ale raczej zmiana metod raportowania — komentuje John Hardy, strateg Saxo Banku, według którego jednak zasięg przeceny surowców jest dobrym odzwierciedleniem skali zakłóceń w realnej gospodarce.

Chłopiec do bicia

Miedź, która ma za sobą najdłuższą w historii serię 13 spadkowych sesji z rzędu, nieprzypadkowo była jednym z towarów najbardziej poszkodowanych przez epidemię. Chiny to zdecydowanie największy na świecie konsument metalu używanegow motoryzacji, elektronice i budownictwie. Nie może dziwić, że nastawienie do surowca zmieniają instytucje finansowe, które jeszcze na początku roku w większości zapowiadały napędzane globalnym ożywieniem zwyżki cen miedzi.

— 2020 miał być rokiem, w którym w globalnej gospodarce odżyją tendencje inflacyjne, a już w tym momencie można powiedzieć, że będzie rokiem straconym — ocenia Steen Jakobsen, główny ekonomista Saxo Banku.

Zdaniem banku Citigroup skutki epidemii dopiero zaczynają być uwzględniane w wycenie surowców. W szybkie odrobienie strat nie wydają się wierzyć również traderzy. Według danych komisji CFTC na przełomie stycznia i lutego fundusze hedgingowe i inni duzi gracze spekulacyjni najbardziej od sierpnia zwiększyli pozycje nastawione na dalszą przecenę rudego metalu.

— Wybuch epidemii praktycznie zrujnował krótkoterminowe perspektywy miedzi — komentuje w rozmowie z agencją Bloomberg Wenyu Yao, strateg rynków surowcowych w banku ING Groep.

Na pół gwizdka

Według ostatnich dostępnych danych Państwo Środka odpowiada za ponad połowę globalnego zapotrzebowania na metale, a chiński przemysł w tydzień zużywa więcej miedzi, niż średniej wielkości kopalnia wydobywa w rok. Choć według danych instytutu ICSG przez ostatnie dwa lata popyt na metal górował nad jego podażą, to zdaniem Mateusza Namysła z mBanku w 2020 r. sytuacja może się zmienić, na co epidemia nie pozostaje bez wpływu.

— Popyt na miedź jest bardziej zmienny niż jej podaż, więc zmiany czynników, które na niego wpływają, silniej przekładają się na ceny — komentuje Mateusz Namysł. Będące potentatem w produkcji miedzi Codelco zapewnia, że żaden z jego chińskich klientów nie wstrzymał odbioru surowca, powołując się na klauzulę o sile wyższej, jednak przemysł Państwa Środka wciąż pracuje na pół gwizdka. Część fabryk z branż wykorzystujących miedź wciąż nie wznowiła działalności po obchodach nowego roku księżycowego, oczekując na zezwolenie władz lub dostarczenie środków ochronnych. Wiele innych ograniczyło produkcję ze względu na spadek popytu.

— Niemożność powrotu do normalnej pracy wyjątkowo niekorzystnie wpływa na przemysł, logistykę i transport, a więc również na popyt na surowce — zauważa w wypowiedzi dla Bloomberga Mark Hansen, prezes firmy brokerskiej Concord Resources.

Zwykle o tej porze roku chińskie przedsiębiorstwa rozpoczynają gromadzenie zapasów miedzi przed charakteryzującym się wyższym popytem okresem letnim. Traderzy, którzy na to liczyli, zderzyli się z rzeczywistością, w której fabryki nie mogą wrócić do pełnych mocy, a nawet jeśli to się uda, to nie wiadomo, czy przy zakłóceniach ciągłości łańcuchów dostaw znajdą popyt na swoją produkcję.

Światełko w tunelu

Tymczasem według Benedikta Sobotki, prezesa grupy wydobywczej Eurasian Resources Group, wpływ epidemii na rynek nie będzie trwały. Wprawdzie dotknęła ona przedsiębiorstwa odpowiadające za 43 proc. chińskiego zużycia miedzi, jednak popyt raczej zostanie przesunięty na później, niż utracony — zapowiada menedżer.

— Do trzeciego kwartału popyt powinien odbudować się całkowicie, w miarę jak aktywność w chińskim przemyśle będzie wracała do normy — zapowiada w rozmowie z Bloombergiem Benedikt Sobotka.

Jego zdaniem przyczyni się do tego reakcja władz w Pekinie, które zapewne podejmą działania zmierzające do stymulacji koniunktury. Inwestorzy spekulują, że tę rolę mógłby wziąć na siebie Ludowy Bank Chin, który ma pole do łagodzenia polityki. W tej sytuacji moment, w którym będzie można powiedzieć, że miedź najgorsze ma już za sobą, mogą wskazać informacje o rozwoju sytuacji epidemiologicznej w Chinach, ocenia Mateusz Namysł z mBanku.

— W najbliższych tygodniach warto śledzić dane o chińskim imporcie miedzi, które będą pokazywać, jak spadek aktywności gospodarczej przekłada się na zapotrzebowanie na surowiec. W drugiej połowie roku największy wpływ na rynek może mieć tymczasem to, kto wygra wybory prezydenckie w USA — ocenia Mateusz Namysł, według którego do końca 2020 r. ceny miedzi nie powinny spaść poniżej dołka sprzed kilku dni, jednak również nie mają wielkich szans na przełamanie szczytów z wiosny 2019 r., kiedy to za rudy metal płacono prawie 3 USD za funt.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu