Miliardy na prąd są zagrożone

Agnieszka Berger
opublikowano: 18-10-2007, 00:00

Producenci energii chcą budować w Polsce tysiące megawatów nowych mocy. Wielu to się nie uda. Zabraknie energii?

Wykonawcy elektrowni już ledwo dźwigają lawinę zamówień

Producenci energii chcą budować w Polsce tysiące megawatów nowych mocy. Wielu to się nie uda. Zabraknie energii?

Deklaracje krajowych i zagranicznych firm energetycznych nie pozostawiają wątpliwości. Najbliższe kilkanaście lat to okres boomu energetycznego w Polsce. Krajowe państwowe grupy i obecne na naszym rynku zagraniczne koncerny prześcigają się w zapowiedziach. Na inwestycje chcą przeznaczać miliardy euro, budując tysiące megawatów (MW) nowych mocy. Wiele firm, jak Electrabel, EDF czy Vattenfall, szuka lokalizacji pod elektrownie. Kolejne, jak Tauron, Enea, Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK) czy Polska Grupa Energetyczna, zapowiadają rozbudowę i modernizację istniejących mocy. Wiele z nich może zostać z projektami na papierze.

— Ostatnie dwa lata bardzo zmieniły rynek. Nie jest to już rynek inwestora, lecz wykonawcy i producenta urządzeń. Czas oczekiwania na wyprodukowanie kotła wydłużył się z kilkunastu do kilkudziesięciu miesięcy. Brakuje siły roboczej na budowach. Rynek zaczyna być bardzo trudny dla potencjalnych inwestycji — mówi Katarzyna Muszkat, prezes PAK.

Gorący towar

Wykonawcy urządzeń oraz firmy budujące elektrownie pod klucz zacierają ręce. Trudno im się dziwić.

— Rzeczywiście bloki o mocy 800 MW sprzedają się jak świeże bułeczki. Jeśli inwestor chciałby dziś złożyć u nas zamówienie na taką turbinę, to prawdopodobnym terminem dostawy jest 2013 r. — mówi Piotr Dobrowolski, dyrektor branży energetycznej w polskim Siemensie.

Według Roberta Hardejewskiego, dyrektora handlowego Zakładu Elektrowni w Alstom Power, głównym problemem jest dostawa kotłów.

— Zapotrzebowanie na ich produkcję w Europie w 2009 r. szacuje się na 1,5 mln roboczogodzin miesięcznie. To niemal dwa razy więcej, niż wynoszą możliwości produkcyjne. Ich podwojenie w ciągu dwóch lat wydaje się niemożliwe — mówi Robert Hardejewski.

Wąskich gardeł jest więcej. Z produkcją elementów kotłów i turbin nie nadążają huty.

— Czas oczekiwania to obecnie 16-18 miesięcy, czyli dwukrotnie więcej niż zwykle. A kolejka wciąż się wydłuża — dodaje przedstawiciel Alstomu.

Brakuje wyspecjalizowanych inżynierów, biura projektowe nie wyrabiają się z realizacją zamówień, a każdą elektrownię projektuje się indywidualnie.

— Budujemy obecnie na świecie 33 elektrownie, a mamy już zamówienia na kilkanaście następnych — mówi Robert Hardejewski.

Na wszelki wypadek

Według Piotra Dobrowolskiego, wiele firm, w tym Siemens, rozważa powiększenie mocy produkcyjnych na potrzeby trwającego boomu. Ale to ryzykowne decyzje.

— Problem polega na tym, że nikt nie wie, jak długo potrwa ten boom. A wybudowanie fabryki to kosztowna inwestycja trwająca 3 lata. Potem nakłady muszą się zwrócić, a fabryka — zacząć zarabiać — podkreśla Piotr Dobrowolski.

Efekty energetycznego szaleństwa nie pozostają bez wpływu na koszty inwestycji w energetyce.

— Ceny rosną. Koszt budowy Pątnowa II to niespełna 1,2 mln EUR za MW. Obecnie startuje się z poziomu 1,5 mln EUR — mówi Katarzyna Muszkat.

Międzynarodowe koncerny energetyczne zabezpieczają się przed rosnącymi kosztami i długimi kolejkami u wykonawców, rezerwując ich moce przerobowe.

— Płacą za rezerwację, uzyskując w zamian gwarancję dostaw urządzeń w uzgodnionym terminie — wyjaśnia Piotr Dobrowolski.

Pozycja wielkich energetycznych graczy w negocjacjach z wykonawcami jest mocniejsza niż spółek działających tylko na polską skalę. Zamówienia składają na potrzeby całych grup kapitałowych, rozdzielając później kupiony sprzęt między narodowe dywizje. Starający się o lokalizację pod budowę elektrowni inwestorzy coraz częściej podkreślają, że posiadanie urządzeń to ich mocny atut. Bez tego nie da się dziś spełnić deklaracji inwestycyjnych w terminie.

Za mało energii

Krajowe firmy będą miały trudniej. A wiele z nich już chce zaczynać przygotowania do rozpoczęcia inwestycji. Na 2013 r. zapowiadają uruchomienie nowej elektrowni dwaj świeżo upieczeni wspólnicy — KGHM i Tauron. Spółki podpisały wczoraj list intencyjny o budowie nowego bloku o mocy 800-1100 MW za 1,5 mld EUR. Jeśli warunki na rynku się nie zmienią, ich szanse na dotrzymanie planowanego terminu są nikłe. Takich rozczarowań może być więcej.

— Rozmawiamy z klientami i przestrzegamy ich. Jeśli nie złożą zamówień z odpowiednim wyprzedzeniem, mogą zostać z projektami na papierze — mówi Piotr Dobrowolski.

Jego zdaniem, polskie firmy wciąż zwlekają z przygotowaniami. Deklaracji jest dużo, ale konkretnych planów wciąż niewiele, a realizację takiej inwestycji od chwili rozpoczęcia projektu trzeba planować na 7 lat.

— Sytuacja może się zmienić, gdy zabraknie nam energii, a właśnie w tym kierunku zmierzamy — ostrzega dyrektor z Siemensa.

0,8-1

TW Blok o takiej mocy chce zbudować Tauron w Elektrowni Jaworzno. To pilna inwestycja.

9,3

mld zł Tyle zamierza zainwestować belgijski Electrabel w energetykę w Polsce.

32-33

mld zł To długofalowy plan inwestycyjny Polskiej Grupy Energetycznej. Chodzi o odtworzenie i budowę mocy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu