Miliony wystrzelone w powietrze

opublikowano: 29-12-2015, 22:00

Sprzedaż fajerwerków przed sylwestrem rośnie z roku na rok. Ich polscy producenci mają apetyt na ekspansję za granicą.

Huk i feeria barw na zimowym niebie mają swoją cenę — i to słoną. Według KPMG, dwanaście miesięcy temu Polacy wydali na sylwestrowe i noworoczne zabawy około 10 mld zł, o 400 mln zł więcej niż rok wcześniej. Ponad 40 proc. pochłonął alkohol i jedzenie, ale duża część tej kwoty została wystrzelona, dosłownie, w powietrze. Na kupowane przez co trzecią polską rodzinę fajerwerki, według deklaracji ankietowanych, miało pójść nawet 520 mln zł, o 18 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym roku przedstawiciele branży, która w ostatnim tygodniu grudnia zbiera żniwa całorocznej pracy, też oczekują dwucyfrowego wzrostu.

DUŻE BUM:
DUŻE BUM:
Nadejście nowego roku świętuje się hucznie - i coraz huczniej. Dla sprzedawców fajerwerków poprzedzający sylwestra tydzień to okres największych żniw, przynoszących nawet 85 proc. całorocznych przychodów.
iStock

— Polacy kupują znacznie mniej fajerwerków niż mieszkańcy Europy Zachodniej, ale wartość rynku rośnie. To efekt m.in. wzrostu świadomości — klienci coraz częściej decydują się na zakup droższych, ale też bardziej efektownych i bezpieczniejszych fajerwerków o większej mocy, podczas gdy długo kupowano te, które były w największych opakowaniach, oczekując po nich najlepszych efektów. Około 85 proc. rocznych obrotów branży to zasługa zakupów sylwestrowych, resztę kupuje się na imprezy w rodzaju wesel czy urodzin — mówi Ireneusz Patynowski, prezes firmy Piromax, zajmującej się dystrybucją fajerwerków. Działająca od trzech lat spółka dystrybuuje fajerwerki, które zazwyczaj sama projektuje i zamawia ich produkcję w chińskich fabrykach. Sprzedaje je samodzielnie i za pośrednictwem dużych sieci handlowych, takich jak Carrefour, E.Leclerc czy hurtowniczy Eurocash.

— Sprzedaż rozkłada się mniej więcej po połowie między marketami, oferującymi zazwyczaj kilkanaście tańszych modeli, i mniejszymi sklepami, które kupują fajerwerki u dystrybutorów. W ofercie mamy około 150 rodzajów fajerwerków, które do końca czerwca każdego roku musimy zamówić u producentów. Zarówno w Chinach, jak też w kraju są badane i certyfikowane, od października zajmujemy się dystrybucją — mówi Ireneusz Patynowski.

Piromax, którego tegoroczne obroty sięgną około 10 mln zł, zamierza w przyszłym roku znacznie zwiększyć skalę działania, głównie dzięki rynkom zagranicznym. Pomóc ma emisja obligacji.

— Sprzedajemy fajerwerki w 12 krajach europejskich, dostarczając je dystrybutorom. To około 30 proc. naszych przychodów. Chcemy urosnąć za granicą, dlatego w pierwszej połowie 2016 r. zamierzamy przeprowadzić pierwszą emisję obligacji. Liczymy na około 4 mln zł, dzięki którym będziemy mogli zamawiać i sprzedawać więcej fajerwerków. To zyskowna branża, można w niej bez problemu osiągnąć dwucyfrową rentowność — twierdzi Ireneusz Patynowski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane