MIMO NIŻSZEGO OPROCENTOWANIA FIRMY NIECHĘTNIE BIORĄ KREDYTY

Królak Aneta
22-02-1999, 00:00

MIMO NIŻSZEGO OPROCENTOWANIA FIRMY NIECHĘTNIE BIORĄ KREDYTY

W ofercie bankowej brakuje preferencyjnych kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw

Kryzys wschodni spowolnił inwestycje dużych przedsiębiorstw, stawiając ich mniejszych partnerów w trudnej sytuacji

Kolejne cięcia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej nie wpłynęły znacząco na wzrost liczby zaciągniętych kredytów inwestycyjnych. Po ubiegłorocznym załamaniu się rynku wschodniego firmy nie nastawiają się na szybkie tempo inwestowania. W miarę stabilną w chwili obecnej rodzimą gospodarkę może ożywić wprowadzenie kredytów preferencyjnych dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Bankowe kredyty dla podmiotów gospodarczych staniały prawie o 2 proc. jeszcze przed styczniowym obniżeniem stóp procentowych (o 2,5-3 proc.). Dane NBP wskazują, że w stosunku do grudnia ubiegłego roku w styczniu zanotowano jedynie 3-proc. wzrost liczby kredytów udzielonych firmom. Większość banków działa w systemie kwartalnym, więc dotąd rozpatrywane są jeszcze wnioski z ostatniego kwartału ubiegłego roku. Analitycy sektora bankowego zgadzają się, że wpływ obniżki stóp procentowych na liczbę rzeczywiście zaciągniętych kredytów będzie można ocenić najwcześniej w drugim kwartale.

— Początek roku zawsze jest okresem przejściowej stagnacji w usługach bankowych. Klienci mają czas na zastanowienie się nad nowo powstałymi możliwościami i opracowanie planów inwestycyjnych — twierdzi Joanna Wardzińska, wiceprezes Banku Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.

Taniej dla małych

Zastopowanie rozwoju gospodarczego i nikłe możliwości eksportu na Wschód zmieniło politykę dużych firm. Stały się one bardziej ostrożne i nie próbują maksymalnie zwiększać nakładów na inwestycje.

— Sierpniowy kryzys był dla sporej liczby firm lekcją myślenia ekonomicznego. Pokazał potrzebę dokładniejszego obliczania ryzyka i prób przewidywania koniunktury rynkowej. Obecny brak kompatybilności pomiędzy obniżaniem stóp procentowych NBP a możliwością eksportowania spowodował wyraźne wahanie potencjalnych kredytobiorców, którzy na własnej skórze odczuli skutki załamania rynków — ocenia Marcin Olkowicz z Kredyt Banku PBI.

Zahamowanie inwestycji największych przedsiębiorców ograniczyło pole manewru małych i średnich firm, które w dużej mierze, jako np. podwykonawcy, uzależnione są od postępowania potentatów. Bez dostępu do tańszego pieniądza nie będą w stanie samodzielnie rozwijać działalności.

— Coraz częściej pojawiają się zapytania o możliwość zaciągnięcia kredytu inwestycyjnego ze strony niedużych przedsiębiorców. Tańsze pieniądze pozwoliłby im np. na unowocześnienie linii technologicznych. Przedłuża się jednak oczekiwanie na konkretne ustalenia w tej sprawie ze strony rządu i Ministerstwa Gospodarki — ocenia Joanna Wardzińska.

Kryzys i kredyt

Echa kryzysu wschodniego można zauważyć także na rynku usług leasingowych, który w głównej mierze obsługuje transport samochodowy. Załamanie eksportu do Rosji zmniejszyło zapotrzebowanie firm na ciężki sprzęt transportowy. Zarówno leasingodawcy, jak i firmy korzystające z ich usług mają ograniczone możliwości przewidywania sytuacji rynkowej na kilka lat do przodu. Podpisywane umowy rozciągnięte są w czasie. Angażuje się w nie spory kapitał, który niestety nie jest własnością leasingodawcy, tylko banku. Banki zaś niechętnie decydują się na finansowanie inwestycji niepewnych, których przedmiot może okazać się trudno zbywalny.

— Niższy koszt pozyskania pieniądza wzbudza oczywiście większe zainteresowanie możliwościami jego wykorzystania. Obniżenie oprocentowania kredytów nie pociągnęło za sobą zmniejszenia wszelkiego rodzaju bankowych opłat i prowizji, które dopiero teraz, przy niskim oprocentowaniu, zaczynają być wyraźnie zauważalne — ocenia Radosław Ziętek, prezes Polskiego Funduszu Inwestycyjnego.

Za własne czy banku

Rynek nieruchomości nie notuje również zbyt dużego wzrostu zainteresowania klientów zakupem mieszkań. Jako pozytywny element zmian na rynku developerzy uważają potanienie kredytów. Jednak głosy dotyczące spodziewanego ożywienia na rynku są wyraźnie podzielone. Czynnikiem, który odstrasza potencjalnych nabywców, nadal jest cena metra kwadratowego mieszkań utrzymująca się w granicach dwóch tys. zł. Wedle danych Instytutu Badań Gospodarki Mieszkaniowej nadal mamy deficyt mieszkaniowy. Prawie 80 proc. młodych ludzi pozostaje bez szans na własne mieszkanie. Tę sytuację może zmienić uruchomienie kas budowlanych z zachodnim kapitałem. Ich oferty przewidują bardzo niskie oprocentowanie, rzędu 7-8 proc. do 12 proc. Mieszkania dzięki temu stałyby się bardziej dostępne. Developerzy dotąd muszą się liczyć z ostrożnością klientów i udowodnić swoją wiarygodność, czyli mieć już na koncie ukończone inwestycje. Rozwiązaniem w tym wypadku jest kredyt bankowy. Po niedawnych nie najszczęśliwszych doświadczeniach z finansowaniem budów od podstaw przez przyszłych lokatorów, developerzy nie znajdują już chętnych na takie układy.

— Nie ma sytuacji idealnych. Nadal brakuje mieszkań, a te, które powstają, są drogie. Developerzy decydując się na budowę muszą realnie oceniać rynek, gdyż zdarzają się przypadki trudności w odzyskaniu zainwestowanych pieniędzy z rynku, czyli po prostu ze znalezieniem nabywców na wybudowane lokale — przekonuje Tomasz Błeszyński z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Prognozy dla rynku mieszkań wedle ocen dużych developerów są bardzo korzystne. Wszyscy spodziewają się wyraźnego ożywienia budownictwa, a tym samym całej związanej z nim infrastruktury. Jak sugeruje Tomasz Błeszyński, w zależności od regionu Polski dominuje zupełnie inny typ budownictwa. Uzależnione jest to od zapotrzebowań lokalnych. Dosyć specyficznym rynkiem jest Warszawa, gdzie dominuje zabudowa o charakterze apartamentowym, i gdzie powstaje najwięcej biurowców klasy A. Poziom zainteresowania nimi przez biznesmenów i agendy różnych instytucji powoduje, że ryzyko finansowe związane z nimi jest dla banków minimalne. Dlatego chętnie kredytują tego typu budowy lub stają się ich współwłaścicielami.

BRAK OFERTY:

Dostosowanie możliwości małych i średnich przedsiębiorstw do standardów rynku unijnego powinno być poprzedzone przygotowaniem im odpowiednich warunków inwestycyjnych. Nadal jednak nie została przygotowana oferta preferencyjnych kredytów

— ocenia Joanna Wardzińska, wiceprezes Banku Inicjatyw Społeczno- -Ekonomicznych.

OCENA RYZYKA

Nikły wzrost zainteresowania kredytami nie wpłynął znacząco na zmiany zabezpieczeń przyjmowanych przez banki. Największym kłopotem bankowców stało się sprawdzanie klientów indywidualnych, których udział stanowi najwyższy procent w należnościach zagrożonych. Portfel kredytów nieregularnych w sektorze bankowym stanowi około 9 proc.

— Wygląda na to, że polski klient dostrzegł w banku potencjalne źródło zarobku. Dużo mniej jest oszustw ze strony firm, które jest łatwiej sprawdzić. Poza tym ich wypłacalność ocenia się na podstawie osiągniętych wyników i planów inwestycyjnych — twierdzi Marcin Olkowicz.

Podstawowym problemem banku jest więc nie klient, a ocena ryzyka związanego z konkretną inwestycją i trafność przewidywań czy nakład np. na daną linię technologiczną będzie dla banku opłacalny.

— Trudno jest oszacować czy rynek zapotrzebowania na dany produkt nie załamie się tak, jak było np. z bagietkami, które po krótkotrwałym boomie przestały budzić zainteresowanie konsumentów. W efekcie bankowi pozostały zastawione automaty do ich produkcji, na które musiał szukać zbytu — przekonuje Marcin Olkowicz.

NADZIEJA:

Szansą na ożywienie rynku nieruchomości z pewnością mogłyby być inwestycje z pieniędzy funduszy emerytalnych — podpowiada Tomasz Błeszyński z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

PODSTAWOWE ZABEZPIECZENIA

Około 90 proc. kredytów banki chronią w podobny sposób. Przede wszystkim ustanawiają zabezpieczenia na prawach finansowych (wierzytelnościach). W zależności od sytuacji mogą to być: cesje praw polis ubezpieczeniowych, cesje kontraktów (cesje praw do wynagrodzenia za kontrakt), zabezpieczenia w postaci gwarancji innego banku lub poręczenie (gwarancja) innej firmy. Chętnie wykorzystywanym przez firmy zabezpieczeniem są zastawy na lokatach i papierach wartościowych. Szczególnie korzystne są one dla małych firm, które biorą kredyty pod zastaw prywatnych lokat. Odsetki z nich nie są opodatkowane, a obciążenie kredytowe wpisuje się w koszta działalności.

Drugą dosyć popularną grupą, choć niechętnie przyjmowaną przez banki, są zabezpieczenia majątkowe. Najmniej ryzykowne są zabezpieczenia na hipotekach nieruchomości. Jednak, wedle oceny bankowców, rynek nieruchomości w Polsce jest jeszcze słabo rozwinięty i trudno jest w miarę szybko sprzedać na przykład halę przemysłową. Poza tym w specyficznych wypadkach przyjmowane są zabezpieczenia na ruchomościach, czyli zastawy na towarze lub zapasach magazynowych. Pod uwagę brane są także zastawy na środkach transportu, a tym samym cesje praw ich ubezpieczenia. Rynek zabezpieczeń ewoluuje. Bankowcy starają się przystosowywać do możliwości stwarzanych przez rynek. Stąd pojawiające się zabezpieczenia np. na kamieniach wartościowych, dziełach sztuki, także tej użytkowej (np. elementy wyposażenia siedemnastowiecznego pałacyku). Jedynym utrudnieniem w takich przypadkach jest dotarcie do odpowiednich rzeczoznawców.

SPOKOJNIE: Wszyscy leasingodawcy z pewnością odczuli skutki załamania się rynku rosyjskiego. Szczególny zastój widać w transporcie — twierdzi

Radosław Ziętek, prezes Polskiego Funduszu Inwestycyjnego.

Aneta Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Królak Aneta

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / MIMO NIŻSZEGO OPROCENTOWANIA FIRMY NIECHĘTNIE BIORĄ KREDYTY