Minister finansów kręci na siebie bat…

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 25-06-2010, 00:00

Jacek Rostowski uważa, że po wyborach polskie finanse mogą być zagrożone. Oby rynki mu nie uwierzyły.

Jacek Rostowski uważa, że po wyborach polskie finanse mogą być zagrożone. Oby rynki mu nie uwierzyły.

Jacek Rostowski, minister finansów, z hukiem wkroczył w kampanię wyborczą Bronisława Komorowskiego. Oznajmił wczoraj, że jeśli Jarosław Kaczyński zostanie prezydentem, finanse państwa będą w kłopotach.

— Wybór Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta zagraża stabilności finansowej i gospodarczej Polski. Widać to w jego wypowiedziach, w których sugeruje, że Platforma Obywatelska jest partią skrajnie liberalną, co jest tworzeniem podstaw pod weta dla ustaw proponowanych przez rząd — stwierdził minister finansów.

Pięć minut później depeszę agencji Reuters, przytaczającą tę wypowiedź, mogli przeczytać inwestorzy na całym świecie. Według wielu ekonomistów, takie słowa nie powinny paść z ust ministra finansów.

— Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński wygra wybory. Jak wtedy w powyborczy poniedziałek będą postrzegane polskie finanse publiczne? Inwestorzy mogliby uznać, że stabilność finansowa jest zagrożona i lepiej sprzedać polskie obligacje. Konsekwencje byłyby nieciekawe — ocenia Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.

Część analityków porównuje wczorajszą wypowiedź ministra do wywiadu, którego udzielił na początku czerwca rzecznik rządu Węgier. Mówił wtedy, że poprzednicy zostawili finanse publiczne w złym stanie i nie jest wykluczone, że Węgry nie będą w stanie realizować swoich zobowiązań. Forint, złoty i inne waluty regionu przeżyły wstrząs.

— Skala zagrożenia po wypowiedzi ministra Rostowskiego jest mniejsza, ale w obu przypadkach błąd jest ten sam — przekonuje Michał Dybuła.

Według Adama Antoniaka, ekonomisty Banku BPH, wypowiedź Jacka Rostowskiego była nie tylko niezręczna, ale i przesadzona.

— Ta ocena była trochę na wyrost. Gdyby wygrał Jarosław Kaczyński, utrudniłoby to z pewnością konsolidację finansów publicznych, ponieważ otwarcie opowiada się on przeciwko niektórym cięciom w wydatkach. Jednak nie oznaczałoby to, że stabilność finansowa państwa jest zagrożona. Minister Rostowski taką wypowiedzią sam sobie kręci bat — uważa Adam Antoniak.

Nie zmienia to jednak faktu, że rynki finansowe mają już swojego ulubieńca w wyścigu do fotela prezydenta.

— Preferencje inwestorów zagranicznych są dość jasno określone: Bronisław Komorowski ułatwiłby wprowadzanie reform gospodarczych. Jest tu wyraźny konsensus i minister Rostowski nie idzie pod prąd. Inna sprawa, że użył zbyt mocnych słów — zaznacza Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu