Jeśli wybory zostaną odsunięte na jesień, czeka nas zaostrzenie polityki fiskalnej — zapowiada szef resortu finansów.
Mirosław Gronicki przyznaje, że bardziej prawdopodobnym terminem wyborów pozostaje trzeci kwartał.
— Jeśli wybory odbędą się jesienią, a na to się zanosi, rząd przygotuje projekt budżetu na 2006 r. — powiedział w wywiadzie dla Reutersa.
Według ministra, budżet będzie zakładał obniżkę deficytu i sugestie, co zrobić, by jeszcze bardziej zaostrzyć politykę fiskalną. Tak, by deficyt finansów publicznych spadł w 2006 r. do maksymalnie 3,2 proc., co zapisano w programie konwergencji.
Tylko bez uproszczeń
Według Mirosława Gronickiego, złoty będzie się umacniał co najmniej do połowy roku. Będzie to wynikiem braku presji inflacyjnej, niewielkiego deficytu obrotów bieżących, sporego napływu kapitału, różnicy stóp procentowych między Polską a zagranicą, a także dobrej opinii zagranicy o naszej gospodarce.
— Reszta zależy od tego, czy sondaże będą pokazywały, że uda się stworzyć stabilną większość w nowym Sejmie, która będzie mogła prowadzić dobry program gospodarczy. I to oczywiście będzie powodowało pewną zmienność na rynku — ocenia.
Zaznacza jednak, że fundamenty Polski są przyzwoite, a mówienie, iż polityka jest zagrożeniem, byłoby uproszczeniem.
— Rynek bieżących notowań dyskontuje dostępne informacje odnośnie przyszłych wydarzeń — również tych, które mogą wystąpić w polityce — zauważa.
Będzie dobrze
Zdaniem ministra, w horyzoncie dwóch lat inflacja nie powinna znacząco wzrosnąć. Istnieje też duże prawdopodobieństwo, że w lipcu wskaźnik cen konsumpcyjnych spadnie poniżej 2 proc.
— Mamy do czynienia z mniejszą presją inflacyjną, niż sądzono. Bardziej dlatego, że złoty jest mocny, niż dlatego, że popyt konsumpcyjny jest niewielki — twierdzi Mirosław Gronicki.
Minister nie podziela również opinii części ekonomistów, jakoby nasza gospodarka weszła w fazę spowolnienia.
— W pierwszym półroczu wzrost PKB może wynieść 3,5-4 proc. W drugim będzie znacznie większy, ponieważ oczekiwany jest dalszy wzrost dynamiki nakładów inwestycyjnych. Niska inflacja spowoduje wzrost popytu konsumpcyjnego, zaś dodatkowo ustąpi niekorzystny wpływ efektu wysokiej bazy z poprzedniego roku — tłumaczy.