Czytasz dzięki

Ministerstwo rolnictwa piętnuje importerów

opublikowano: 26-04-2020, 22:00

„Zamiast kupować od polskich rolników (…) sprowadzają surowiec z zagranicy” — pisze resort na swojej stronie i publikuje „czarne listy” firm mleczarskich

Na stronie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi opublikowano w zeszłym tygodniu krótką informację pod tytułem „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk”. Resort pisze w niej, że niektóre zakłady branży mleczarskiej „zamiast kupować od polskich rolników, którzy zapewniają nam wszystkim bezpieczeństwo żywnościowe, sprowadzają surowiec z zagranicy”. Przyznaje, że wprawdzie importując surowiec z obszaru Unii Europejskiej nie łamią prawa, ale w tym samym zdaniu dodaje, że „kwestia patriotyzmu gospodarczego tych podmiotów budzi wątpliwości”. Dalej „działając w interesie tych wszystkich, którym na sercu leży wspieranie polskiej gospodarki” ministerstwo publikuje listy importerów, którzy w minionym kwartale kupili za granicą mleko oraz sery i masło. Jest ich 27. Od stycznia do marca sprowadzili, głównie z państw sąsiadujących z Polską, łącznie około 18 mln litrów mleka (pełnego, odtłuszczonego i surowego) oraz 5,6 tys. ton sera i 200 ton masła.

Szef resortu rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski, znany jest z
niekonwencjonalnych zachowań. Teraz jego ministerstwo poddaje w wątpliwość
patriotyzm gospodarczy „zakładów sprowadzających mleko i jego przetwory z
zagranicy, ograniczając tym samym zakupy od polskich rolników”.
Zobacz więcej

PATRIOTYZM WEDŁUG MINISTRA:

Szef resortu rolnictwa, Jan Krzysztof Ardanowski, znany jest z niekonwencjonalnych zachowań. Teraz jego ministerstwo poddaje w wątpliwość patriotyzm gospodarczy „zakładów sprowadzających mleko i jego przetwory z zagranicy, ograniczając tym samym zakupy od polskich rolników”. Fot. GK

Na „czarnych listach” znajdują się mniejsi i więksi, w tym bardzo znani producenci. Tylko nieliczni z nich zdecydowali się jednak komentować sprawę.

Rynkowe braki

Zbigniew Kalinowski, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Piątnicy, tłumaczy,że ponad 97,3 proc. surowca, jaki zakład wykorzystuje do produkcji, pochodzi od polskich rolników zrzeszonych w tej spółdzielni.

— W 2012 r. chcąc zaoferować konsumentom żywność ekologiczną uruchomiliśmy program pozyskiwania ekologicznego mleka. W jego ramach kompleksowo wspieramy rolników decydujących się przejść na takie rolnictwo. Mimo to podaż tego typu mleka nie nadąża za popytem — wyjaśnia szef Piątnicy.

Właśnie z powodu braku na polskim rynku wystarczającej ilości ekologicznego mleka spółdzielnia postanowiła sprowadzać je z gospodarstw zlokalizowanych na Litwie.

— To litewskie mleko stanowi niecałe 2,7 proc. całego naszego skupu — dodaje Zbigniew Kalinowski.

Szczepan Szumowski, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Giżycku, wyjaśnia, że jego firma mleko z Litwy sprowadzała w styczniu i na początku lutego tego roku. Wtedy surowca brakowało w kraju, a problemy rolników z jego sprzedażą zaczęły się dopiero w kwietniu.

— Mieliśmy przerwać produkcję z braku surowca? Zastanawiam się i wciąż nie rozumiem, co złego zdaniem ministerstwa zrobiłem sprowadzając mleko od sąsiadów — mówi prezes giżyckich zakładów.

Obaj menedżerowie zapewniają, że ich spółdzielnie rzetelnie płacą swoim krajowym dostawcom i współwłaścicielom i oferują najwyższe ceny w Polsce. Zbigniew Kalinowski wylicza nawet, że w zeszłym kwartalejego spółdzielnia płaciła średnio 1,66 zł netto za 1 litr, podczas gdy przeciętna cena na krajowym rynku wyniosła 1,37 zł netto.

— Mimo trwającej epidemii koronawirusa, nie obniżyliśmy i nie planujemy obniżać ceny, jaką płacimy rolnikom zrzeszonym w naszej spółdzielni — deklaruje prezes Piątnicy.

OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
Newsletter autorski Bartłomieja Mayera
ZAPISZ MNIE
×
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
autor: Bartłomiej Mayer
Wysyłany raz w tygodniu
Bartłomiej Mayer
Autorski przegląd informacji gospodarczych z krajów Europy Środkowej: Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji i Węgier.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Wet za wet

Umieszczenie na ministerialnej liście może nieść konsekwencje dla poszczególnych firm, ale jeszcze ważniejsze są ewentualne szersze, międzynarodowe reperkusje. Zwraca na nie uwagę Szczepan Szumowski.

— Trzeba się modlić, aby niemieckie, włoskie i inne ministerstwa rolnictwa nie spojrzały na tę listę i nie wpadły na podobny pomysł piętnowania swoich importerów, którzy sprowadzają produkty mleczarskie właśnie z Polski — uważa prezes OSM w Giżycku.

Przypomina, że 40-45 proc. polskiej produkcji mleczarskiej trafia właśnie za granicę, a są przecież firmy, które eksportują zdecydowaną większość wyrobów. W przypadku giżyckiej spółdzielni jest to około 80 proc. produkcji.

— Co byśmy wtedy zrobili z nadwyżką produkcyjną mleka? — pyta retorycznie.

Zapytaliśmy resort, jaki skutek ma przynieść piętnowanie firm legalnie sprowadzających surowiec spoza Polski i czy ministerstwo wzięło pod uwagę ewentualne skutki podobnych działań, jakie mogłyby podjąć analogiczne resorty krajów, do których polskie firmy eksportują produkty mleczne. Do czasu zamknięcia tego wydania „PB” nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.

Import dobry, import zły

Jan Krzysztof Ardanowski, którego resort gani teraz rodzimych importerów mleka, niespełna dwa lata temu interweniował, kiedy jego czeski odpowiednik groził wstrzymaniem importu żywności z Polski. W połowie 2018 r. w Czechach pojawiło się znacznie więcej niż wcześniej informacji o niespełniających norm, w tym także skażonych, produktach spożywczych z Polski. Minister rolnictwa Miroslav Toman stwierdził, że „niektórzy producenci żywności nie przynoszą Polsce chwały”. Zapowiedział też, że jeśli jakiś eksporter okaże się recydywistą, swoich produktów w Czechach więcej nie sprzeda. Na to zareagował Jan Krzysztof Ardanowski. Jak informowała nas wtedy Małgorzata Książyk z biura prasowego resortu minister „zaprotestował przeciwko używaniu bardzo ostrych określeń na temat jakości polskiej żywności”. W połowie lipca spotkał się nawet w tej sprawie ze swoim czeskim odpowiednikiem.

OKIEM BRANŻY

Powinniśmy walczyć z protekcjonizmem

ANDRZEJ GANTNER, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności

To zaskakująca i ryzykowna polityka, szczególnie gdy pandemia wyraźnie pokazuje, że polska gospodarka żywnościowa rozwija się w bardzo dużym stopniu w oparciu o eksport. Gdyby resorty rolnictwa innych unijnych krajów poszły tą samą drogą, bylibyśmy w poważnych kłopotach. A lista zagranicznych firm, sprowadzających żywność z Polski, byłaby kilka tysięcy razy dłuższa i dotyczyłaby znacznie większych wolumenów, niż lista polskiego resortu rolnictwa. Polscy producenci ciężką pracą od ponad 20 lat budują swoją pozycję w Unii. Ale nie jesteśmy jedyni na tym rynku. Nasi najwięksi odbiorcy — Niemcy, Francuzi, Czesi, czy Anglicy — poradziliby sobie bez polskich produktów, a my zostalibyśmy z ogromnymi nadwyżkami żywności, z którymi nie mielibyśmy co zrobić. Na eksport idzie ponad 30 proc. wszystkich polskich produktów spożywczych, z tego 80 proc. do UE. Przeżyliśmy coś podobnego na znacznie mniejszą skalę już kilka lat temu, kiedy Rosja wprowadziła embargo. Wtedy okazało się, że ponieśliśmy potężne straty, bo rynek krajowy nie był wstanie wchłonąć produktów, jakie sprzedawaliśmy wcześniej Rosjanom. Od tamtego czasu widać wyraźny wzrost praktyk protekcjonistycznych w poszczególnych krajach UE, co jest realnym zagrożeniem dla naszego rolnictwa i przetwórstwa. Powinniśmy z tym zdecydowanie walczyć, a nie samemu pogłębiać te tendencje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane