Może ta wpadka wyjdzie na dobre

opublikowano: 31-05-2012, 00:00

POLSKA – USA

Ale się porobiło! Jeśli Barack Obama pośmiertnym uhonorowaniem kuriera Jana Karskiego chciał przed 6 listopada przeciągnąć trochę elektoratu polonijnego, tradycyjnie głosującego na kandydata republikańskiego — to „polskim obozem śmierci” strzelił sobie nie w stopę, lecz znacznie wyżej.

Zgodnie ze standardami Białego Domu, prawdziwy powód historycznej wpadki prezydenta USA pozostanie tajemnicą państwową, rozmydloną w ogólnikowych przeprosinach i wyrazach ubolewania.

A przecież imię jego — teleprompter, dla przyjaciół prompter. Długo przygotowywane i ważne wystąpienia z Białego Domu prezydent zawsze czyta patrząc prosto w obiektyw kamery. Miraż elokwencji na żywo wyłącza jednak czujność, bez zastanowienia ufa się słowu pisanemu. Kto zaś fatalnego skrótu myślowego o obozie dokonał w formie pisemnej — to właśnie pozostanie tajemnicą.

Telewizyjny lud prompterową fikcję kupuje w ciemno, nie mając pojęcia, jak powszechnie jest oszukiwany przez mówiących rzekomo z głowy polityków, prezenterów etc. Specjaliści od wizerunku potrafią jednak na pierwszy rzut oka rozpoznać, czy w kamerze siedzi ściągawka.

Podczas ubiegłorocznej wizyty Baracka Obamy mieliśmy w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów okazję bezpośredniego obcowania z pierwszą osobą na świecie przez kilkadziesiąt minut. Wyhaczyłem miejscówkę dość blisko prezydenta i przez całą konferencję analizowałem relację jego gestów, mimiki etc. do merytorycznej pustki. Specjalistą od wizerunku jestem tylko chałupniczym, ale przynajmniej Barack Obama już mnie nie nabierze — bezbłędnie trafiam, kiedy mówi, a kiedy czyta.

Niezależnie od tego, kto konkretnie do prompterowej ściągi wpisał „polski obóz śmierci” — stało się to akademickim wręcz dowodem amerykańskiego dyletantyzmu w postrzeganiu świata zewnętrznego.

W tamtejszych sieciach telewizyjnych normalką jest zilustrowanie newsu mapką Europy, na której np. Szwajcaria podpisana jest Czechami lub na odwrót. Notabene niedawno odwiedziłem Dachau pod Monachium i zwiedzając ową macierz hitlerowskiego systemu pomyślałem, że przynajmniej ten obóz nigdy nie stanie się „polskim”.

O święta naiwności! Trafiłem na materiał „historyczny”, w którym Dachau również zostało wliczone na nasze konto. Rzecz jasna — było to opracowanie nie niemieckie, lecz amerykańskie.

Gigantyczna wpadka Baracka Obamy oczywiście nie pogorszy polsko-amerykańskich relacji politycznych, militarnych, gospodarczych itd. Ba, jej nagłośnienie paradoksalnie może nawet wyjdzie… na dobre i wciąż powracający w USA wątek „polskich obozów” nareszcie uschnie.

A jeśli chodzi o niski poziom wiedzy o świecie, to Amerykanie często odbijają piłeczkę, że z naszej strony Atlantyku ich pięćdziesiątka stanów także postrzegana jest jako jedna masa, może poza kilkoma najbardziej znanymi.

Dla uspokojenia nastrojów proponuję zatem czytelnikom tego komentarza prosty test wiedzy, ale taki prawdziwy, bez googlowania. Na przykład — gdzie leży stan Waszyngton? Podpowiem, że właśnie stamtąd od ponad dwudziestu lat importujemy bodaj najważniejszy dla Polski amerykański produkt…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane