Czytasz dzięki

Na froncie nie ma swojaków i obcych

opublikowano: 28-10-2020, 22:00

Minister finansów Tadeusz Kościński obiecuje, że ukończona wreszcie jedyna nowelizacja tegorocznego budżetu wystarczy i epidemiczny deficyt — który jeszcze w lutym miał być zerowy — do 31 grudnia księgowo nie przekroczy 109 347 649 000 zł.

Według szefa resortu na finansowej poduszce mają usiąść nie tylko rozdmuchane programy socjalno-wyborcze, lecz również antywirusowe tarcze. Dramatyczne sygnały z kolejnych branż paraliżowanych przez rząd wywołują jednak skojarzenia z wykładem o sztuce rządzenia Rzecząpospolitą, który Andrzej Kmicic usłyszał od księcia Bogusława Radziwiłła: „Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył”.

Jacek Sasin był liderem 20 posłów PiS, którzy w sprawie pieniędzy dlalekarzy zagłosowali… przeciwko rządowi.
Mateusz Włodarczyk

Elementem pościeli lepiej pasującym do obrazowania problemów budżetu jest jednak kołdra. Zawsze okazuje się za krótka, dlatego nie może okryć wszystkich wydatków. Mechanizm jej przeciągania enty raz wystąpił przy procedowaniu najnowszej ustawy antywirusowej, zatytułowanej „o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID-19”. Błyskawicznie forsowany projekt wnieśli niby posłowie PiS, chociaż faktycznie wyszedł z rządu. Wśród najróżniejszych zmian wprowadzono m.in. finansową zachętę — osobie skierowanej decyzją wojewody do zwalczania epidemii „przysługuje wynagrodzenie zasadnicze w wysokości nie niższej niż 200 proc. przeciętnego wynagrodzenia zasadniczego”. Przepis zasadny i ogólnie akceptowany, ale strasznie nieuczciwe i wręcz karygodne było jego zawężenie do wybrańców. Przy takim zapisie błyskawicznie zgłosił się np. tłum chętnych do pracy w zapasowym PGE Szpitalu Narodowym, co wiązałoby się z porzuceniem placówek macierzystych. Rozdawnictwo publicznej kasy, wywyższające projekty hołubione politycznie, jest doktryną PiS od lat. Gdy w 2006 r. utworzone zostało Centralne Biuro Antykorupcyjne, to dzięki znacznie wyższym wynagrodzeniom wyssało z policji funkcjonariuszy zajmujących się od lat właśnie zwalczaniem korupcji.

Senat nie zgodził się z tak nieuczciwym potraktowaniem ludzi walczących z COVID-19 i bez kierowania przez wojewodę. Wprowadził poprawkę nieco inaczej skonstruowaną, ale kwotowo tożsamą — o 100-procentowym dodatku do wynagrodzenia dla wszystkich uczestniczących w wykonywaniu świadczeń wobec chorych lub podejrzanych o zakażenie koronawirusem. Zdecydowanie negatywna opinia rządu wobec tej poprawki spowodowana była wspomnianym syndromem krótkiej kołdry. Zapowiadało się, że przepis trafi do kosza, tak jak wszystkie inne pomysły Senatu nieakceptowane przez PiS. Przed północą z wtorku na środę stał się jednak w Sejmie cud — do odrzucenia poprawki nr 27 władcy potrzebowali tylko 221 głosów, nominalnie mają grubo więcej, ale to głosowanie… przegrali z opozycją 207:230, przy 3 posłach wstrzymujących się. W kwestii jednakowego premiowania wszystkich lekarzy i innych osób walczących z epidemią aż 20 posłów klubu PiS przeniosło się na stronę antyrządową! Dla władców był to jednak szok, dlatego w środę podjęta została inicjatywa błyskawicznego odkręcenia skutków i przeforsowania całkiem nowej, krótkiej ustawy. W uzasadnieniu zapisana została tzw. konwalidacja błędu, który miał miejsce podczas rozpatrywania poprawek. Nie było jakichkolwiek podstaw do reasumpcji, ponieważ powodem głosowania aż tylu rządowych posłów nie było przecież omyłkowe wciśnięcie guzików, lecz niezrozumienie sensu. Gdy kolejna tak absurdalnie przepchnięta ustawa trafi do Senatu — na jak długo tam utknie?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane