Na giełdzie szklana kula się nie sprawdza

opublikowano: 22-01-2023, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Meteorolodzy nie byli w stanie przewidzieć, jaka pogoda będzie tej zimy, a inwestorzy próbują zgadnąć, co wydarzy się za kilka lat - mówi Jakub Liebhart, dyrektor inwestycyjny Eques Investment TFI.

Większość ekspertów finansowych radzi inwestorom przyjąć co najmniej pięcioletni horyzont inwestycyjny. Nie oznacza to jednak, że mają oni spróbować przewidzieć wszelkie wydarzenia ekonomiczne w tym okresie. Według Jakuba Liebharta, dyrektora inwestycyjnego Eques Investment TFI, prognozy oparte na historycznych danych mają pomagać tylko przy tworzeniu strategii inwestycyjnej lub ewentualnie jej lekkiej korekcie, gdyż całkowita zmiana układu portfela w oparciu o oczekiwania prawie zawsze okazuje się kosztownym błędem.

Teza się potwierdza

Przez ostatnie trzy lata dowodów na to, jak mało sensowne jest dostosowywanie pozycji do przewidywań rynkowych, było bez liku.

- W ciągu ostatnich trzech lat doświadczyliśmy zarazy, wojny i wysokiej inflacji. Powinno to nas nauczyć, że długoterminowe prognozy są jak patrzenie w szklaną kulę. Przewidywanie długoterminowych, czy nawet średnioterminowych trendów niestety nie sprawdzało się i prawdopodobnie nie będzie się sprawdzać. Oceniając atrakcyjność danych aktywów skupiamy się na bieżącej sytuacji, zmianach, wydarzeniach i perspektywie rocznej - mówi Jakub Liebhart.

Nastroje inwestorów potrafią zmienić się z dnia na dzień. W wakacje ubiegłego roku sentyment na Giełdzie Papierów Wartościowych sięgnął dna, gdy według danych agencji Bloomberg główny indeks akcji WIG20 stał się najgorszym na świecie pod względem rocznej stopy zwrotu. Wystarczyło jednak mocne odbicie w październiku 2022 r., aby sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Odsetek giełdowych optymistów w najnowszym badaniu Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych wzrósł do 65,8 proc., jednego z najwyższych poziomów w historii.

- Dzięki solidnemu czwartemu kwartałowi ubiegłego roku GPW nie wyróżniła się negatywnie na tle światowych giełd, mimo że w lipcu była jedną z najgorszych. Co ciekawe, najsłabiej wypadł Nasdaq ze względu na słaby sentyment dla sektora technologicznego – dodaje Jakub Liebhart.

Dane są bolesne

Utrzymując retorykę, według której najbardziej sensowne są przewidywania na co najwyżej kilka kwartałów, warto skupić się przede wszystkim na inflacji, która była źródłem większości bolączek gospodarczych. Ostatnie odczyty zarówno w USA, jak i w Polsce dały nadzieję na utrzymanie trendu spadkowego. Historia pokazuje, że to dobre wieści dla konsumentów, ale nie gospodarki.

- Wydaje się, że 2023 będzie rokiem dezinflacji. Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu po dwóch latach nareszcie udało się trafić z prognozą dla szczytu inflacyjnego, co potwierdza, jak trudny jest to wskaźnik. Historycznie inflacja przekraczająca 5 proc. w USA oznaczała niestety recesję w kolejnym roku - mówi Jakub Liebhart.

Za spowolnieniem gospodarczym przemawiać może też stopień determinacji bankierów centralnych.

- Szef Rezerwy Federalnej porównał inflację do cebuli: wszyscy przez nią płaczemy, a składa się ona z warstw, które podczas obierania powoli odpadają. Jako pierwsze na stopy procentowe zareagowały rynek surowcowy i sektor budowlany, a wkrótce dołączą usługi. Charakteryzują się one wysoką lepkością cen, a ich dynamika zależy od wzrostu wynagrodzeń. Oznacza to, że Fed nie zakończy cyklu dopóki nie zobaczy reakcji rynku pracy na swoje działania. Niestety, wzrost bezrobocia prawie zawsze równał się recesji – dodaje Jakub Liebhart.

Jako że bezrobocie w Stanach Zjednoczonych nie zaczęło rosnąć, inflacja lekko opada, a bankierzy utrzymują wysokie stopy i planują kolejne podwyżki, realne stopy procentowe według niektórych wyliczeń są wyższe od zera. W krótkim terminie to nigdy nie wróżyło dobrze ani gospodarce, ani giełdom.

- Za spowolnieniem gospodarczy przemawia też restrykcyjna polityka monetarna w USA. Jeśli uwzględnić zacieśnianie ilościowe i inne czynniki, to realna implikowana stopa procentowa przekracza inflację o kilka punktów procentowych. W połączeniu z odwróceniem krzywej rentowności historycznie zawsze oznaczało to recesję. W 2007 r. inwestorzy ekonomiści przekonani byli, że “tym razem będzie inaczej”, to typowe zjawisko - tłumaczy finansista.

Zyski dopiero spadną:
Zyski dopiero spadną:
Jakub Liebhart, dyrektor inwestycyjny Eques Investment TFI zwraca uwagę, że spadki giełdowe w ubiegłym roku nie były związane z zyskami, które wciąż rosły. Powodem była kompresja mnożników wycen, spowodowana tym, że inwestorzy obawiali się spowolnienia gospodarczego.

Historia nie zawsze się powtarza

Mimo sporej liczby pesymistycznych prognoz giełdowym optymistom również nie brak argumentów. O tym, że przewidywanie na podstawie danych historycznych nie różni się od wróżenia z fusów można się łatwo przekonać - wystarczy sięgnąć po odpowiednie dane.

- Jeżeli zachowane będą warunki stagflacyjne, czyli w Stanach Zjednoczonych inflacja będzie powyżej, a PKB poniżej 3 proc., to giełda według historycznych prawidłowości powinna urosnąć o 13 proc. mimo spadku średniego zysku na akcję. Wszystko zależy od tego, jakie wydarzenia inwestorzy już zdyskontowali - mówi Jakub Liebhart.

Jak dodaje, jednoczesny spadek rynków akcji i obligacji w Stanach Zjednoczonych nastąpił w 2022 r. dopiero czwarty raz w historii.

– Z reguły po takim wydarzeniu następował pokaźny wzrost, co daje podstawę do optymizmu na ten rok. Wydaje się, że trudno będzie o powtórzenie najgorszego od ponad 80 lat wyniku portfela złożonego w 60 proc. z akcji i 40 proc.z obligacji. Dotyczy to szczególnie Polski, wciąż jednego z najtańszych rynków na świecie - mówi Jakub Liebhart.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane