Na GPW nie będzie jak na Wall Street

  • Jagoda Fryc
30-09-2013, 00:00

KNF nie widzi przeszkód, by spółki komunikowały się z inwestorami poprzez media społecznościowe. Najpierw jednak informacja poufna musi przejść przez ESPI.

Informacja o nowym kontrakcie Elektrobudowy na Twitterze, a cenie emisyjnej akcji Węglokoksu na Facebooku? Tak wkrótce może być, bo przeszkód prawnych nie ma. Poza jedną — i tak komunikat musi w pierwszej kolejności trafić na rynek kanałem „urzędowym”, czyli ESPI.

Robert Wąchała z KNF przypomina, że informacje poufne najpierw muszą przejść przez system ESPI, a dopiero później mogą trafić innymi kanałami do inwestorów. [FOT. WM]
Zobacz więcej

Robert Wąchała z KNF przypomina, że informacje poufne najpierw muszą przejść przez system ESPI, a dopiero później mogą trafić innymi kanałami do inwestorów. [FOT. WM]

— Media społecznościowe to dodatek. Pierwszym i najważniejszym jest nadzorowany przez regulatora system ESPI, przez który powinny przejść wszystkie obowiązkowe informacje. W innym wypadku dochodzi do ujawniania informacji poufnych. Trzeba pamiętać, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i musimy stosować się do europejskich przepisów prawa — tłumaczy Robert Wąchała, dyrektor departamentu nadzoru obrotu w KNF, gość warsztatów „Relacje inwestorskie”, zorganizowanych przez „Puls Biznesu”.

Od kwietnia amerykańskie spółki giełdowe mają możliwość przekazywania informacji mogących mieć wpływ na kurs przez media społecznościowe, ale tylko wtedy, kiedy wcześniej poinformują inwestorów, że będą korzystać z tego kanału.

Jeśli więc firma Apple zdecydowała się na publikacje raportów bieżących za pośrednictwem Facebooka, to jest zobowiązana do systematycznego używania tego nośnika informacji. To zdaniem Adama Łukojcia, zarządzającego funduszami Skarbca TFI, jest uczciwe, ale niepraktyczne. Wszyscy, którzy mają dostęp do internetu, mogą sobie założyć konto na Twitterze i śledzić informacje ze spółki i nikt nie jest pokrzywdzony.

Ale rozwiązanie jest jednocześnie niepraktyczne, bo inwestorzy, zamiast śledzić jeden serwis informacyjny, muszą zaglądać w kilka miejsc w sieci. Profile na Facebooku ma już wiele giełdowych spółek, choć zdecydowana większość publikuje tam informacje, które mają większe znaczenie dla wizerunku niż dla kursu na giełdzie.

— Jesteśmy obecni na Facebooku, Twitterze i LinkedIn. Jednak, jako potencjalnie główny kanał komunikacji z inwestorami, serwisy te mają równie wiele zalet, jak i wad. Zaletą na pewno jest szybkość i bezpośredniość komunikacji. Wadą — fakt, że w Polsce z serwisów społecznościowych korzysta ograniczona liczba użytkowników. Na pewno wykorzystanie mediów społecznościowych w relacjach inwestorskich postawi zupełnie nowe wyzwania przed osobami zajmującymi się relacjami inwestorskimi — mówi Anna Pawłowska-Pojawa, odpowiedzialna za relacje inwestorskie w Platformie Mediowej Point Group.

— Jeżeli wszystkie zainteresowane strony zaakceptowałyby wykorzystanie tego nośnika komunikacji i byłoby to uregulowane od strony formalnej i prawnej, to taką formę komunikacji pomiędzy inwestorami i spółkami notowanymi na giełdzie można byłoby rozważyć — dodaje Marzena Mrozik, rzecznik Węglokoksu, który szykuje się do giełdowego debiutu. Aleksandra Krzemień z Elektrobudowy przyznaje, że spółka do tej pory nie była aktywna w mediach społecznościowych, co wynikało raczej z nie najlepszych doświadczeń. Nie wyklucza jednak, że firma będzie korzystać z tego kanału.

— Zarządy spółek chcą wyglądać na nowoczesne, ale może się to skończyć tym, że analitycy, zamiast skupić się na pracy, będą przeglądali Facebooka, szukając komunikatów spółek gdzieś między wakacyjnymi zdjęciami koleżanek — uważa Adam Łukojć ze Skarbca.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Na GPW nie będzie jak na Wall Street