Amerykańskie giełdy ruszyły ostro w górę dzień po tym, jak Dow Jones zanotował największą stratę w historii w dniu inauguracji nowego prezydenta USA. Po wyraźnych wzrostach w pierwszych kilkudziesięciu minutach popyt jednak osłabł, co przypisywano wypowiedzi Timothy Geithnera. Kandydat na sekretarza skarbu powiedział w Senacie, że ekipa prezydenta Obamy przedstawi nowy plan pomocy gospodarce za kilka tygodni. Część inwestorów uznała taką zwłokę za zbyt długą. Dość szybko na rynku znów zaczęli jednak dominować kupujący. Najmocniej drożały akcje banków, mocno przecenionych dzień wcześniej. O prawie 30 proc. poszedł w górę kurs Bank of America, równie mocno drożały akcje Cititgroup. Wyraźny wzrost notowań ropy zachęcił dodatkowo do kupowania akcji spółek naftowych. Indeks DJ US Exploration & Production rosł o blisko 8 proc. Największy amerykański koncern naftowy, Exxon Mobil, kończył sesję prawie 4 proc. wzrostem kursu. Popytem od rozpoczęcia sesji cieszyły się akcje spółek technologicznych. Przyczynił się do tego IBM, którego raport kwartalny, jak i prognoza na 2009 rok, rozbudziły nadzieję, że możliwe jest przejście przez kryzys z względnie niezłymi wynikami. Akcje "Big Blue" zdrożały o ok. 12 proc. O ok. 6 proc. poszedł w górę kurs Apple, który po sesji miał przedstawić wyniki kwartalne. Mocno taniały akcje linii lotniczych. DJ US Airlines Index stracił ok. 7,5 proc. wartości. Poza wzrostem notowań ropy zniechęcała zapowiedź ograniczenia liczby lotów przez American Airlines i United Airlines, a także słabe raporty kwartalne obu przewoźników.
MD