Nadchodzi czas wytchnienia na giełdach

opublikowano: 25-03-2020, 22:00

Dno obecnego krachu jeszcze przed nami. Ale programy stymulacyjne uruchamiane przez banki centralne i rządy sprawią, że do sezonu wyników powinno być spokojniej

Mizerna była pierwsza reakcja giełd na uzgodniony przez amerykańskich polityków pakiet stymulacyjny dla tamtejszej gospodarki o wartości 2 bln USD. Amerykańskie indeksy z trudem pokonywały poziom wtorkowego zamknięcia. Niemiecki DAX dopiero rzutem na taśmę pokonał kreskę. A jeszcze dzień wcześniej rósł o 11 proc., co można wiązać z zapowiedziami Niemiec, które chcą wpompować setki miliardów euro w swoją gospodarkę. Same negocjacje amerykańskich polityków wzniosły zaś S&P500i Nasdaq Composite o 9,4 i 8,1 proc. Uruchomiony jeszcze w XIX w. i skupiający tylko 30 największych amerykańskich przedsiębiorstw Dow Jones Industrial Average poprawił się zaś tego dnia o 11,4 proc., co było największym pozytywnym ruchem od czasu wielkiego kryzysu. Azjatyckie indeksy, które jako pierwsze miały okazję zareagować na porozumienie amerykańskich polityków, kontynuowały ten trend. Japoński Nikkei 225 zyskał nieco ponad 8 proc. koreański Kospi 5,9 proc., ale chińskie SSE Composite i Hang Seng już tylko — odpowiednio — 2,2 oraz 3,8 proc.

— Trzeba brać pod uwagę, że wtorkowe zwyżki były bardzo duże. Reakcja w środę nie jest sygnałem, że wracamy do spadków. To szybka realizacja zysków przez tych, którzy kupowali akcje lub zajmowali pozycje na kontraktach w momentach największej paniki. Będą w ten sposób wykorzystywać każde wyjście indeksów w górę — komentuje Marcin Kiepas, analityk Tickmill.

Na podaż ze strony tzw. łapaczy dołków wskazuje też Piotr Zagała, dyrektor departamentu zarządzania aktywami BNP Paribas TFI. W podobnym tonie wypowiada się Mariusz Adamiak, dyrektor biura strategii rynkowych PKO Banku Polskiego.

— Analizując reakcję rynkową, nie można ograniczać się do perspektywy jednego dnia. Indeks Dow Jones od swojego szczytu w lutym do poniedziałkowego dołka spadł o 37 proc. i nawet po największym od prawie stu lat jednodniowym wzroście wciąż jest na blisko 30-procentowym minusie. Gwałtowne odbicia po silnych spadkach i pojawieniu się optymistycznych informacji są dość typowe. Należy również pamiętać, że pakiet jest fiskalnym dopełnieniem wcześniejszych działań po stronie monetarnej, w tym głębokich obniżek stóp procentowych i wznowieniem skupu aktywów o ogromnej skali i obejmującego szeroki zakres instrumentów — podkreśla Mariusz Adamiak.

10 proc. amerykańskiego PKB

W poniedziałek 23 marca 2020 r. amerykański bank centralny zapowiedział nieograniczony skup amerykańskich obligacji skarbowych i papierów zabezpieczonych hipoteką, kredytów pomostowych dla biznesu, a nawet skup długów z kart kredytowych i kredytów na samochody. Co do tego dorzucili politycy we wtorek 24 marca (w nocy z 24 na 25 marca czasu polskiego)? 500 mld USD na pożyczek i pomocy dla firm, w tym 50 mld USD dla amerykańskich linii lotniczych, a także rządów stanowych i lokalnych. Do tego 350 mld USD na wsparcie małegobiznesu i 150 mld USD dla szpitali i innych dostawców usług medycznych na sprzęt i materiały eksploatacyjne. A do tego 1200 USD na głowę dla przeciętnego dorosłego Amerykanina i 500 USD na każde dziecko. Łącznie 2 bln USD.

— Na razie nie znamy wszystkich szczegółów pakietu, który zresztą nie przeszedł jeszcze kompletnej ścieżki legislacyjnej, ale wygląda na to, że kongresmeni uzgodnili jego kształt. Zarówno wartość bezwzględna — 2 bln USD — i w odniesieniu do PKB — 10 proc. — są imponujące, niemniej proporcjonalne do wyzwań — zaznacza Mariusz Adamiak.

— W środę, po początkowej kontynuacji zwyżek na głównych parkietach, nastroje się nieco schłodziły, ale nadzieja na sukces monetarno-fiskalnej kontrofensywy w walce z wymuszoną przez koronawirusa globalną recesją zaczyna coraz bardziej kiełkować w świadomości inwestorów. Póki co, największe wrażenie robią globalne sumy, jakie rządy w Europie i Stanach Zjednoczonych proponują wydać na wsparcie gospodarki. Odpowiednio — 10-20 proc. PKB i niecałe 10 proc. PKB. Są to wielkości niespotykane w czasach pokoju. Nie są one jednak przesadzone, biorąc pod uwagę fakt, że gospodarki wielu państw na świecie zostały wprowadzone w stan śpiączki. Potrwa ona prawdopodobnieokoło dwóch miesięcy, co oznacza około 15-procentowy ubytek wartości dodanej wytworzonej przez ludzi i firmy w czasie całego roku — wskazuje Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji Investors TFI.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Byle do raportów kwartalnych

Według Marcina Kiepasa około dwóch miesięcy potrwa też śpiączka na giełdach.

— Rynki będą obserwować, jak wpływają na sytuację pakiety stymulacyjne. Generalnie jednak wychodzę z założenia, ze do połowy kwietnia, kiedy na Wall Street rozpocznie się sezon wyników, indeksy nie powinny notować kolejnych dołków. Zagrożenia dla tego scenariusza widziałbym dwa. Pierwszy to wymknięcie się spod kontroli epidemii w Stanach Zjednoczonych. Drugi to ponowny rozwój COVID-19 w Chinach. Nowe przypadki związane są tam z osobami powracającymi z zagranicy. Nie ma już lokalnych ognisk choroby. I takie są też oczekiwania na rozwój sytuacji w Europie i Stanach Zjednoczonych — wyjaśnia Marcin Kiepas.

Jego zdaniem w połowie kwietnia przez giełdy przetoczą się wstrząsy wtórne związane z tym, że poszczególne spółki zaczną pokazywać rzeczywisty wpływ koronawirusa na ich biznes.

— Jeśli szukać dołków, to gdzieś w czerwcu lub lipcu — uważa Marcin Kiepas.

— Stymulacja osiągnie zamierzony cel, bo takie jest odwieczne prawo natury. Jak dotąd mieliśmy do czynienia z paniką, która sięgnęła zapewne zenitu — pandemia objęła cały świat. Jeśli jej czas trwania będzie dłuższy, wówczas za 3-4 miesiące możemy na rynkach przetestować nowe dna, związane z sytuacją poszczególnych firm. Jeśli za miesiąc zaobserwujemy zmniejszanie liczby nowych zachorowań, wówczas zapewne dno mamy już za sobą. I doprawdy nie zdziwmy się, jeśli za rok indeksy będą tworzyły nowe maksima. Stymulacje monetarne i fiskalne już przynosiły efekty w postaci wzrostu inflacji. Teraz, po krótkoterminowym szoku deflacyjnym, będziemy mogli wyskoczyć z niskiej bazy. Inflacja musi nadejść, a obligacje nie będą już stanowić żadnej alternatywy. Jak widzieliśmy, ich kursy mogą spadać nawet w okresie ucieczki od ryzyka. Nadchodzi kilkuletnia hossa, przypominająca tę z lat 2003-08. Kto ma pieniądze, powinien się ich pozbywać na rzecz akcji i surowców — twierdzi Piotr Zagała.

Są jednak głosy bardziej wstrzemięźliwe.

— Duża część środków uruchomionych dla ratowania gospodarki ma być udostępniona przedsiębiorstwom w formie pożyczek, linii kredytowych lub gwarancji rządowych do kredytu bankowego. Jednak firmy mające przeżyć najbliższe 2-3 miesiące bez żadnych przychodów nie potrzebują kredytu, który w przyszłości będą musiały spłacić, tylko bezzwrotnej dotacji. Podobnie jest z odraczaniem podatków. Firm nie będzie stać na płacenie podwójnych obciążeń podatkowych, gdy restrykcje wprowadzone w walce z pandemią zostaną zdjęte — przypomina Jarosław Niedzielewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu