NBP ma oko na złotego

Słabość naszej waluty to splot wielu czynników, a nie wynik spekulacji. Gdyby jednak ktoś podniósł na nią rękę, to NBP czuwa i ma solidny arsenał

Ostatnie tygodnie nie są zbyt dobre dla polskiej waluty. Złoty jest w grupie najsłabszych walut na świecie i nie widać na horyzoncie niczego, co mogłoby ten stan zmienić. Narodowy Bank Polski (NBP), który na sztandarach ma dbanie o wartość pieniądza, nie widzi jednak powodu do niepokoju i twierdzi, że trzyma rękę na pulsie.

Przekleństwo koszyka

Dla banku centralnego wytłumaczenie obecnego zachowania złotego jest proste. — Widzimy znaczne pogorszenie nastrojów inwestorów wobec krajów emerging markets, do których wciąż zaliczana jest Polska. Osłabienie walut tego koszyka obserwujemy wszędzie: w Rosji, Brazylii, Turcji, Meksyku czy Chinach. Tam nastąpiła istotna zmiana trendu, głównie na skutek spadku cen surowców oraz pogorszenia fundamentów gospodarczych — wyjaśnia w rozmowie z „PB” Katarzyna Zajdel-Kurowska, członek zarządu NBP.

Gospodarka Państwa Środka przechodzi najtrudniejsze chwile w ostatnim ćwierćwieczu, Brazylia i Rosja pogrążyły się w recesji, a to nie buduje dobrego nastawienia do krajów goniących bogaty Zachód.

Dziesiątki miliardów euro, które ma pod opieką NBP, są dziś ulokowane w sześciu podstawowych walutach: dolarze amerykańskim, euro, funcie, dolarze australijskim i nowozelandzkim oraz norweskiej koronie.

— Do tego dochodzi kolejny element — niepewność co do tego, jak polityka gospodarcza nowego rządu wpłynie na rynki finansowe, giełdę czy gospodarkę realną. Jest wiele czynników — od fundamentalnych po psychologiczne, które wpływają na wycenę złotego — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Nieufność inwestorów wyraźnie dała o sobie znać po wyborach, kiedy mnożyły się znaki zapytania dotyczące kierunku, który obierze nowa władza, szczególnie że w kampanii obiecywała solidny wzrost wydatków, który zdaniem wielu ekspertów nie znajduje pokrycia w planowanych wpływach budżetowych.

To zaś rodzi ryzyko, że nie uda się utrzymać w ryzach deficytu sektora finansów publicznych i znów wrócić na cenzurowane Brukseli. Do tego doszła jeszcze obniżka ratingu przez agencję Standard & Poor’s, która — chociaż niezrozumiała dla rządu i ekonomistów — zasiała ziarno niepewności na rynkach. NBP podchodzi do sytuacji ze stoickim spokojem — obserwuje trendy, analizuje zachowanie waluty i rozmawia z inwestorami. Powodów do niepokoju nie ma, ale przy okazji przypomina filozofię banku centralnego.

— Skoro przyjęliśmy strategię płynnego kursu walutowego, to z zasady nie interweniujemy. To nie znaczy jednak, że nie obserwujemy bacznie tego, co się dzieje na rynku walutowym. Gdybyśmy uznali, że sytuacja wymyka się spod kontroli i trwa akcja spekulacyjna, to wówczas jesteśmy gotowi wkroczyć na rynek. W końcu do tego służą rezerwy walutowe — podkreśla członek zarządu NBP.

Zbudowaliśmy arsenał...

W ostatnich latach bank centralny nie widział powodów, żeby przypominać swoje możliwości i wymieniać euro na złote. Dlatego Katarzyna Zajdel-Kurowska podkreśla, że wahania poziomu naszych rezerw nie wynikają wcale z interwencji. Wyjaśnienie jest znacznie prostsze.

— W grudniu stan oficjalnych rezerw walutowych spadł o około 6 mld EUR, co nie było wynikiem żadnej interwencji, lecz efektem wycofania przez Ministerstwo Finansów części walut przechowywanych na rachunku w NBP. Największe wahania miesięczne rezerw wynikają właśnie z tego, jak zarządza nimi resort finansów — mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Dzisiaj NBP wciąż może się pochwalić imponującymi zaskórniakami. Oficjalne aktywa rezerwowe na koniec stycznia sięgały 91,5 mld EUR. — Systematycznie badamy, używając wielu miar, czy poziom rezerw dewizowych jest adekwatny. Bada to również co roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) i wydaje swoją ocenę. W opinii MFW nasz poziom rezerw jest adekwatny, aczkolwiek zalecany jest dalszy umiarkowany ich wzrost — informuje członek zarządu NBP.

…który daje zysk

Zarządzanie rezerwami na pierwszym miejscu stawia bezpieczne inwestowanie i budowę solidnej tarczy do ochrony wartości złotego, ale jest to też okazja do zarobku.

— Podstawowym założeniem w zarządzaniu jest utrzymywanie rezerw w bezpiecznych i płynnych aktywach. Możliwość natychmiastowego ich użycia, gdyby zaszła taka potrzeba, jest dla nas ważniejsza niż zysk — podkreśla Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Na szczęście w ubiegłym roku udało się pogodzić przyjemne z pożytecznym, co jest szczególnie dobrą wiadomością dla ministra finansów. Z nieoficjalnych informacji „PB” wynika, że zysk banku centralnego sięgnął 8 mld zł, z czego 95 proc. na zasypywanie dziury w publicznej kasie. Katarzyna Zajdel-Kurowska tych liczb nie potwierdza, ale przyznaje, że wynik banku z działalności inwestycyjnej i stopa zwrotu z rezerw były dobre.

— Głównym czynnikiem wzrostu dochodowości rezerw było osłabienie złotego. Oczywiście inwestując w najbezpieczniejsze i najlepiej oceniane aktywa, otrzymujemy niższą stopę zwrotu — wyjaśnia członek zarządu NBP.

NBP tradycyjnie najwięcej rezerw trzyma w papierach skarbowych krajów o najlepszych ocenach wiarygodności kredytowej. Część trafia też na lokaty bankowe. Raz do roku analitycy banku dokonują strategicznej zmiany, która określa, w jakie dokładnie waluty i instrumenty finansowe lokowane są rezerwy.

— W poprzednich latach dokonaliśmy pewnych zmian w strategii zarządzania rezerwami, ale nie otwieraliśmy nowych portfeli, biorąc pod uwagę obserwowane ryzyko. W naszej ocenie ryzyko w gospodarce światowej na lata 2016-17 istotnie się zwiększyło, zwłaszcza w gospodarkach emerging markets, i nie jest to odpowiedni moment na jakąś istotną dywersyfikację czy zwiększenie udziału nowych walut w portfelu — mówi Katarzyna Zajdel-Kurowska. Dziesiątki miliardów euro, które ma pod opieką NBP, są dziś ulokowane w sześciu podstawowych walutach: dolarze amerykańskim, euro, funcie, dolarze australijskim i nowozelandzkim oraz norweskiej koronie.

Sprawozdanie finansowe NBP za 2015 r. jeszcze bada audytor, ale już rok wcześniej bank miał się czym pochwalić. Chociaż dodatni wynik finansowy poszedł na odbudowę rezerwy na ryzyko kursowe, to NBP na działalności inwestycyjnej zarobił 4,4 mld zł, stopa zwrotu z rezerw po przeliczeniu na złote sięgnęła 11,3 proc., co dało najwyższą rentowność od 2011 r. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Inwestorzy zostaną przy złotym

MARCIN SULEWSKI

ekonomista BZ WBK

Spodziewamy się, że w tym roku złoty nie będzie już dalej tracił. Oczywiście obniżka ratingu przez S&Pmogła sprawić, że inwestorzy będą ostrożnie podchodzili do lokowania u nas kapitału, ale fundamenty gospodarki są dobre, a wzrost solidny, co powinno neutralizować kontrowersyjną decyzję S&P. Z drugiej strony są jednak czynniki globalne. Jeśli na świecie nie wybuchnie kolejny kryzys, to oczekiwane przez nas poluzowanie polityki monetarnej przez Europejski Bank Centralny powinno pozytywnie wpłynąć na naszą walutę. Także podwyżki stóp procentowych w USA nie są dla nas zagrożeniem, szczególnie że oczekiwanie na nie już wygasa na rynkach po tym, co się dzieje w Chinach i pogorszeniu koniunktury w USA. Wierzymy, że gospodarka światowa będzie dobrze sobie radziła mimo ryzyka, jakie jest w krajach rozwijających się.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Waluty / NBP ma oko na złotego