Nie dajemy się chorobie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2009-09-02 00:00

Statystyka daje kolejny dowód na to, że w porównaniu z innymi krajami prawie nie czujemy kryzysu.

Tylko w czterech krajach Unii Europejskiej bezrobocie rośnie wolniej niż w Polsce

Statystyka daje kolejny dowód na to, że w porównaniu z innymi krajami prawie nie czujemy kryzysu.

Europa przeżywa epidemię bezrobocia. W UE jest najwyższe od początku 2005 r. — wynika z danych Eurostatu. W lipcu odsetek osób bez pracy wzrósł do 9 proc. z 8,9 proc. w czerwcu. Niestety, narastającego problemu nie uda się okiełznać jeszcze przez kilkanaście kwartałów, a pełna odbudowa unijnego rynku pracy będzie trwała latami.

Ciężkie przypadki

Przez rok bezrobocie w Unii wzrosło o 2 pkt proc. — w lipcu ubiegłego roku wynosiło 7 proc. Kryzys równie dotkliwie dotyka kraje strefy euro. Bezrobocie skoczyło tam z 7,5 proc. do 9,5 proc.

— Zawirowania w światowych finansach bardzo boleśnie odbijają się na sytuacji pracowników w większości krajów unijnych. Szczególnie dotkliwie problem dotknął rynki pracy krajów bałtyckich, gdzie przez rok bezrobocie wzrosło o ponad 10 pkt proc. To znaczy, że liczba bezrobotnych wzrosła ponad dwukrotnie — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Na Łotwie poziom bezrobocia przekroczył już 17 proc., a zimą może przebić nawet barierę 20 proc. Równie zła jest sytuacja na Litwie — tam bezrobocie wynosi 16,7 proc., ale rośnie szybciej niż u północnych sąsiadów.

Ogromne problemy przeżywają też pracownicy z krajów "starej Unii", choć głównie uważanych za najbiedniejsze. W Irlandii przez rok bezrobocie wzrosło o 6,5 pkt proc., czyli się podwoiło. W Hiszpanii, która zmaga się z problemem niedoboru pracy od wielu lat, stopa bezrobocia podskoczyła o 7 pkt proc., do poziomu 18,5 proc. — to najgorszy wynik w całej wspólnocie. Nie najlepiej wygląda też sytuacja na Słowacji. Ogromny pech, jakim było przyjęcie euro tuż przed jego gwałtownym umocnieniem do walut regionu, sprawił, że tamtejszy przemysł stracił na konkurencyjności i musiał przeprowadzić gwałtowną redukcję zatrudnienia. Bezrobocie wynosi tam już 12 proc., czyli o prawie 3 pkt proc. więcej niż przed rokiem.

— Bezrobocie rośnie najmocniej tam, gdzie kryzys przebiega najbardziej gwałtownie. Rynki pracy są natomiast stabilne głównie w krajach Beneluksu i Skandynawii. Tam załamanie jest stosunkowo niewielkie, a ponadto tamtejsze rynki pracy są bardziej elastyczne — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska.

Długa rehabilitacja

Na tym tle świetnie wypada Polska. Według spójnej metodologii Eurostatu nasze bezrobocie wyniosło w lipcu 8,2 proc. (podobnie jak w kwietniu, maju i czerwcu), czyli przez rok wzrosło tylko o 1,2 pkt proc. Mniejszy skok zanotowały tylko Niemcy, Holandia, Austria i Belgia.

— Jesteśmy jedną z najlepiej radzących sobie ze światową zawieruchą gospodarek, więc i nasz rynek pracy jest stosunkowo stabilny. Popyt krajowy jest silny, więc spadki obrotów w usługach i produkcji przemysłowej są niewielkie, a zatem redukcja etatów jest mniejsza, niż w większości krajów — mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH.

Eksperci są jednak przekonani, że zarówno Polska, jak i cała Unia są dopiero w środku choroby. Co więcej, zbliża się zaostrzenie jej objawów.

— W ciągu najbliższych kilku miesięcy należy być przygotowanym na dalszy wzrost bezrobocia w związku z wygasaniem prac sezonowych. Bezrobocie rejestrowane, w urzędach pracy w Polsce sięgnie na koniec roku 12 proc., wobec 10,8 proc. w lipcu — mówi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Do zdrowia będziemy wracać bardzo długo.

— Bezrobocie w UE wróci do poziomów sprzed kryzysu nie wcześniej niż za trzy-cztery lata. Firmy muszą więc mieć świadomość, że przez ten czas popyt konsumpcyjny w UE będzie słaby — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

Jacek

Kowalczyk