Niepubliczna oświata rośnie w siłę

W szkolnych ławkach zasiada mniej dzieci i młodzieży, ale placówek edukacyjnych przybywa

Dziś pierwszy dzwonek postawi na nogi i posadzi w ławkach niemal półmilionową armię nauczycieli i przeszło 4,5 mln uczniów — czyli co ósmego obywatela Polski. Dzieci i młodzieży jest z roku na rok mniej, co i rusz w mediach pojawiają się informacje o likwidacji szkół i protestach zwalnianych nauczycieli.

Tymczasem ogólna liczba placówek oświatowych utrzymuje się na stabilnym poziomie, a w niektórych kategoriach nawet dynamicznie rośnie. Szczególnie widać to w sektorze niepublicznym. W szkołach prowadzonych przez prywatne spółki, fundacje czy stowarzyszenia, a także organizacje wyznaniowe uczy się już około 3,5 proc. dzieci i młodzieży — i odsetek ten rośnie, a placówek z roku na rok przybywa.

Do szkoły marsz

Resort edukacji podaje, że w roku szkolnym 2013/2014 naukę we wszystkich typach szkół rozpocznie 4,615 mln zł uczniów, czyli o ok. 45 tys. mniej niż rok wcześniej. Liczba uczniów w podstawówkach (2,16 mln) właściwie się nie zmieni — dlatego, że do pierwszych klas oprócz siedmiolatków ruszy też prawie 60 tys. sześciolatków. W gimnazjach uczniów będzie 20 tys. mniej niż rok wcześniej (1,14 mln), a w szkołach ponadgimnazjalnych — o 25 tys. mniej (1,31 mln). We wszystkich typach szkół pracuje ok. 470 tys. nauczycieli, z czego 280 tys. w podstawówkach i gimnazjach.

Dziewięciu na dziesięciu z nich dostaje pensje z budżetupaństwa lub samorządów. Przybywa jednak inicjatyw prywatnych, takich jak warszawski Argonaut, który prowadzi międzynarodowe przedszkole, szkołę podstawową i gimnazjum. Kontrolująca go spółka w ciągu kilku miesięcy może zadebiutować na rynku NewConnect i szybko zwiększa skalę działania. Jak cały sektor prywatny w edukacji.

— Zaczynaliśmy od 17 uczniów, rok temu mieliśmy 80, a teraz będziemy mieli 160. Chcemy rozbudowywać istniejącą placówkę, zachowując kameralny charakter klas, i otwierać filie w innych dzielnicach Warszawy — a w dalszej perspektywie otwieraćszkoły w innych miastach — mówi Renata Trojanowska, prezes Argonautu. Według niej, inwestycja w szkołę — w której najważniejsze koszty to wynajem budynku i pensje nauczycieli — może przynosić zyski po przeciętnie pięciu latach działania placówki.

— Przy takich przedsięwzięciach sam wkład finansowy to jednak za mało. Bardzo ważne jest zbudowanie i utrzymanie dobrego zespołu nauczycieli, a także stały kontakt z rodzicami i odpowiadanie na ich postulaty. Jeśli traktuje się szkołę jako czysty biznes i nastawia tylko na kasowanie czesnego, daleko się nie zajedzie — mówi Renata Trojanowska.

Oświata wyjęta spod bezpośredniej kontroli sektora publicznego to jednak nie tylko szkoły prywatne czy społeczne, zarabiające na czesnym. Od czterech lat bowiem szkoły publiczne, do których zapisanych jest co najwyżej 70 uczniów, mogą być przekazywane organizacjom pozarządowym i nadal funkcjonować w starych ramach jako „szkoła publiczna prowadzona przez inny podmiot”. To dla nich ratunek przed zniknięciem z edukacyjnej mapy kraju.

— Jest ok. 3,5 tys. szkół podstawowych i 1,6 tys. gimnazjów, które spełniają te kryteria. Duża część z nich wcześniej czy później będzie zagrożona likwidacją, bo tego rodzaju placówki najmocniej obciążają gminne budżety — subwencja oświatowa wypłacana jest samorządom proporcjonalnie do liczby uczniów, a nauczycielskich etatów zwyczajnie nie da się ściąć w takiej skali.

Według nas, małe szkoły powinny być przekazywane stowarzyszeniom rozwoju wsi, tworzonym przez mieszkańców miejscowości — nie można pozwolić na to, by zniknęły, bo na wsiach są kulturalnym i społecznym centrum. Ich likwidacja oznacza marginalizację małych miejscowości — uważa Alina Kozińska-Bałdyga, prezes Federacji Inicjatyw Oświatowych, do którego należy 30 prowadzących szkoły fundacji stowarzyszeń.

Mniej znaczy więcej

Wraz z niżem demograficznym w ciągu ostatniej dekady ze szkół zniknęła jedna czwarta uczniów. Rok szkolny 2003/2004 tylko w podstawówkach zaczynało 2,86 mln uczniów, czyli 700 tys. więcej niż teraz.

Na szkołę przed dekadą przypadało ich średnio 193, dziś jest mniej niż 160. Liczba szkół tego stopnia spadła o tysiąc, do 13,5 tys. według ostatnich danych (likwidowano głównie placówki na obszarach wiejskich). Co ciekawe, niż nie spowodował jednak takiego efektu na szczebel wyższym poziomie edukacji — w gimnazjach uczniów jest dziś mniej o ponad pół miliona niż przed dekadą, a szkół jest… więcej o 1,1 tys.

— To ilustracja społecznego sprzeciwu wobec odgórnie wprowadzonej reformy edukacji. Gimnazja, zwłaszcza na terenach wiejskich, były krytykowane za wyrywaniedzieci w najbardziej ryzykownym wieku z małego i dobrze znanego środowiska szkolnego, gdzie nie było konfliktów, i koszarowanie ich w zbiorczych szkołach, np. dla całej gminy. Rok po roku tam, gdzie się da, ta reforma jest „odkręcana”, choć oczywiście takie edukacyjne rozdrobnienie nie jest efektywne — mówi Alina Kozińska-Bałdyga.

Dorośli dominują

Pierwszy dzwonek oprócz milionów dzieci i nastolatków po raz kolejny usłyszą też jutro tysiące dorosłych, kształcących się głównie w liceach i szkołach policealnych. W ubiegłym roku w 6,2 tys. placówek edukacyjnych było ich prawie 580 tys., z czego 49 proc. w szkołach policealnych.

Zdecydowana większość z nich kształci się w szkołach niepublicznych — tylko 23 proc. dorosłych uczniów chodzi do szkół organizowanych przez państwo, które finansuje 30 proc. przeznaczonych dla nich placówek. Dorośli dominują w całym segmencie niepublicznym — zgodnie z danymi SIO, jest ich w nim prawie 450 tys., czyli 2,5 razy więcej niż uczących się tam dzieci i młodzieży.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Niepubliczna oświata rośnie w siłę