Czytasz dzięki

Niezrównoważony wzrost gospodarczy

opublikowano: 06-01-2020, 22:00

W Polsce pogłębiają się podziały w rozwoju gospodarczym, co jest złą wiadomością dla biedniejszych regionów kraju

Cztery najbogatsze regiony Polski — Warszawa, Śląsk, Wielkopolska i Dolny Śląsk — odpowiedzialne były w 2018 r. za wytworzenie niemal połowy produktu krajowego brutto. Aż dziewięć z 16 województw dołożyło po mniej niż 5 proc. do PKB. Ponadto wzrost w najbogatszych regionach był znacznie wyższy niż w najbiedniejszych — wkład Warszawy zwiększył się o 17,4 proc., Śląska o 12,3 proc., a opolskiego, lubuskiego czy podlaskiego — zaledwie o 2-2,2 proc. W przeliczeniu na głowę mieszkańca szczególnie wyróżnia się region stołeczny — podczas gdy dla całej Polski PKB per capita wynosi 55,066 tys. zł, w Warszawie to aż do 121,246 tys. złotych. Poza Warszawą tylko województwa dolnośląskie, wielkopolskie i śląskie zanotowały PKB na 1 mieszkańca przekraczające średnią dla kraju. Na drugim gospodarczym biegunie znajdują się województwa lubelskie i warmińsko- -mazurskie, które na mieszkańca generują odpowiednio 67,4 proc. oraz 68,7 proc. średniej.

Rozczarowujące wyniki

Profesor Krzysztof Marczewski, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego, zauważa, że najnowsze informacje GUS, choć nieco przeszacowane na korzyść największych województw, świadczą, że gospodarcza hegemonia trwa.

„Na dominację regionu stołecznego warszawskiego i pozostałej czwórki przodujących wielkomiejskich województw należy patrzeć ostrożnie, uwzględniając przyjęty w GUS sposób podziału regionalnego PKB. Stosowana jest tzw. metoda przedsiębiorstwa, co oznacza, że cała produkcja wielozakładowego przedsiębiorstwa jest zaliczana do produkcji wytworzonej na terenie województwa, w którym ma ono główną siedzibę, bez względu na to, gdzie są zlokalizowane poszczególne jego zakłady. Wkład w PKB ośrodków wielkomiejskich jest więc w pewnym stopniu zawyżony. Przy powyższych zastrzeżeniach można jednak sądzić, że dotychczasowa polityka nakierowana na poprawę równomierności rozwoju regionalnego nie jest dostatecznie efektywna. W szczególności działający przez ostatnie 25 lat system specjalnych stref ekonomicznych dotychczas nie przyniósł na tym polu spektakularnych rezultatów” — uważa profesor.

Dane GUS z pewnością zaniepokoją rząd, który za cel postawił sobie niwelowanieróżnic we wzroście pomiędzy regionami. Trzy lata temu Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło w strategii zrównoważony model rozwoju regionalnego. Obiecało zadbać o „podciągnięcie” biedniejszych regionów, by relatywnie zyskiwały w porównaniu z bogaczami. Miała więc nastąpić ogromna zmiana, bo poprzednie rządy optowały raczej za odwrotnym modelem wzrostu.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Wbrew rynkowi

W czerwcu 2009 r. ówczesny premier Donald Tusk przedstawił raport ministra Michała Boniego „Polska 2030”, który był niejako manifestem postulowanej przez Platformę Obywatelską strategii rozwoju regionalnego zwanej modelem polaryzacyjno-dyfuzyjnym. Za tą skomplikowaną nazwą kryje się zasada, zgodnie z którą należy skupić wszelkie środki na inwestowaniu w duże, dobrze prosperujące ośrodki, bowiem z czasem dzięki ich potędze rozwiną się także mniejsze regiony. Najświeższe dane sugerują, że w tej wojnie idei rację miał rząd PO. Jak podkreśla profesor Grzegorz Gorzelak z Uniwersytetu Warszawskiego, dzieje się tak, ponieważ w wyniku globalizacji oraz ułatwień handlowych następuje koncentracja innowacyjnego segmentu gospodarki, zwanego segmentem „wysokim”, w największych ośrodkach gospodarczych najlepiej rozwijających się państw świata. Tylko tam bowiem znajduje się infrastruktura niezbędna w tego typu działalności. Z kolei „niski” segment gospodarki, a zatem ten, w którym kluczowe znaczenie ma możliwie najniższa cena, co prawda dokonuje decentralizacji z najbogatszych państw do biedniejszych, jednak jako miejsca inwestycji firmy wybierają tam najbogatsze regiony, gdzie dużo łatwiej o siłę roboczą i infrastrukturę konieczną do prowadzenia biznesu.

W rezultacie we współczesnym świecie obserwuje się przewagę terytorialnej koncentracji nad dekoncentracją i różnicowanie się poziomu rozwoju regionów niezależnie od tego, czy mowa o innowacyjnym biznesie, czy fabryce nastawionej na jak najniższe koszty. Działania zmierzające do osiągnięcia strategicznego założenia rządu PiS są sprzeczne z nieuchronnymi trendami rynkowymi. Ich realizacja wymaga więc dużych transferów publicznych i „siłowych” rozwiązań. Stąd takie pomysły jak deglomeracja i propozycje przenosin Trybunału Konstytucyjnego czy innych instytucji centralnych na prowincję, do województw tzw. Polski B. Na razie jednak te działania wydają się spełzać na niczym, choć należy pamiętać, że realizacja celów polityki regionalnej zajmuje znacznie więcej niż kilka lat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy